Ekipa w komplecie
8 kwietnia 2015

W drodze do Ekwadoru

W języku angielskim mówi się „Spałem jak dziecko”. W polskim raczej „spałem jak zabity” co generalnie ma więcej sensu, bo martwego nie obudzisz, a dziecko owszem. Spałem po polsku i spałem długo. Obudziła mnie dopiero przyjemna duchota, za którą odpowiadały promienie słońca nagrzewające ciemnozielony tropik namiotu. Standardowo rozpiąłem śpiwór i wywaliłem nogi na leżący obok mnie plecak. Wyspany, czysty i w podróży byłem po prostu szczęśliwy, że mam spokój. Obudziłem się bez konieczności rozmowy z kimkolwiek i jedyne co zajmowało moje myśli, to nieodparta potrzeba strzelenia sobie niesamowicie aromatycznej, świeżo zmielonej, kolumbijskiej kawy.

Czytaj więcej

Znowu Hejka!
3 kwietnia 2015

Pierwszy autostop w Kolumbii i wizyta w Salento

Wiedziałem, że zostały mi nieco ponad dwa miesiące podróży, dlatego planując jej dalszą część postanowiłem uwzględnić jedynie główne highlighty znajdujące się na trasie do Argentyny. W przypadku Kolumbii oznaczało to, że muszę tym razem odpuścić sobie takie miejsca jak Kartagena, Sierra Nevada, czy Medelin. Jednak z drugiej strony plusem poruszania się na południe była możliwość zobaczenia takich miejsc jak Salento oraz Sanktuarium Las Lajas.

Pierwsze w kolejności było Salento. Jedno z bardziej rozpoznawalnych miejsc Kolumbii, które w znacznej części porośnięte jest przez unikalne palmy, które swoją wysokością osiągają nawet siedemdziesiąt metrów. Początkowo byłem sceptycznie nastawiony co do wizyty w kolejnym parku narodowym, bo po Kostaryce i Panamie miałem ich nieco dość, a zwłaszcza lasów i dżungli, która w każdym kolejnym przypadku była nazywana wyjątkową, a w rzeczywistości specjalnie się nie różniła od poprzedniej. Jednak w końcu przeważył fakt, że po pierwsze miałem tę miejscowość prawie na trasie i po drugie – w końcu jechałem autostopem sam, a cała reszta nie liczyła się aż tak bardzo w tym momencie.

Czytaj więcej

jazda
28 marca 2015

Bogota i urodziny zaprawiane koksem

 Nic tak nie denerwuje, jak bezsensowne prawo, które nie robi nic poza utrudnianiem ludziom życia. Do tej grupy ostatnio awansowały przepisy o konieczności posiadania rezerwacji hotelowej w kraju, do którego się przylatuje oraz posiadania przy sobie książeczki. Obowiązują one w większości krajów Ameryki Centralnej i Południowej, ale są egzekwowane najczęściej tylko i wyłącznie w przypadku przylotu do kraju, a nie wkroczenia na jego teren lądem.

Tuż po przylocie do Bogoty jeden z pracowników imigracyjnych poprosił nas o adres naszego zameldowania oraz dane z rezerwacji. Wprawdzie tę zrobiłem już zawczasu, ale wciąż miałem przysłowiową kosę z moim telefonem, wiec nie mieliśmy możliwości jej sprawdzenia. Na szczęście ten sam pracownik udostępnił nam Internet, abyśmy mogli spokojnie wyjść z hali przylotów.

Czytaj więcej

stop2
20 marca 2015

Panama i Darien

Ani ja z Marcinem za daleko nie zajechaliśmy, ani Paulina daleko nie poleciała. Ale zacznijmy po kolei.

Paulina miała lot powrotny do Gdańska przez Nowy Jork i Monachium. W Niemczech miała na przesiadkę cztery godziny. W stanach tylko niespełna dwie. Na normalnym lotnisku pewnie by wystarczyło, ale nie w Stanach. Wcześniej o tym nie wiedziałem, ale okazało się, że aby w ogóle lecieć przez USA trzeba mieć wizę. Jaśnie Obamy nie obchodzi, że lecimy tranzytem i nawet nie wychodzimy z lotniska. Każdy musi mieć wizę, a co za tym idzie, każda wiza jest sprawdzana przez urzędnika imigracyjnego. Właśnie przez to półtorej godziny na przesiadkę, to nieco za mało.

Czytaj więcej

Trzej muszkieterzy
6 marca 2015

Bo do tanga trzeba trojga

Naszą wspólną podróż należało zacząć po polsku, czyli od butelki alkoholu. Paulina planowała pić wieczorem wyłącznie caipirinhe, więc tylko z politowaniem patrzyła, jak w sklepie ładowaliśmy do plecaka litr ciemnego rumu. Moją głowę znała, a Marcin ze swoją wagą również nie wyglądał na takiego co podoła takiej ilości.

- Ja Was z kibla wyciągać nie będę – powiedziała, gdy zadowoleni z wyjątkowo taniego zakupu, wychodziliśmy ze sklepu

- Nie no, przecież wszystkiego nie wypijemy – oponowałem – Jak coś to nam  na jutro zostanie – stwierdziłem przekonywająco.

Nie zostało nic.

Czytaj więcej