Suszenie
27 maja 2015

Cusco

Noc spędziłem w namiocie na skraju skalnego urwiska, gdzie nie dość, że całą noc lało, to jeszcze wiało. Między innymi dlatego wyszczubienie nosa ze śpiwora o piątej rano nie było najprzyjemniejszą rzeczą tego wyjazdu. Chciałem jednak za wszelką cenę dotrzeć do Cusco już dzisiaj. Oznaczało to konieczność sprawnego przejścia ostatnich osiemnastu kilometrów szlaku i pokonanie stopem około sześciu godzin drogi.

Poranek był okropnie ciężki. Dookoła namiotu gęsta mgła, chłód i wilgoć, którą przesiąknięte było już wszystko co ze sobą miałem. Począwszy od koszulek, które po desperackich próbach wysuszenia z potu śmierdziały na kilometr, przez skarpetki i buty, które waliły tak intensywnie, że na noc musiałem je wystawić za sypialnie i kończąc na śpiworze, który był zaskakującą kompozycją wszystkich tych zapachów.

Czytaj więcej

Transport jedzenia
22 maja 2015

Ruiny miasta Inków – mordercze Chouequirao

Wiedziałem już, że moim kolejnym celem jest Cachora skąd czeka mnie około pięciodniowa wspinaczka do ruin Chouequirao, o których dowiedziałem się kompletnie przypadkiem, a które z każdym przeczytanym artykułem fascynowały mnie coraz bardziej. Pozostało jedynie spojrzeć na mapę i zastanowić się, którędy pojadę. Drogi były tak naprawdę dwie. Najpopularniejsza prowadziła przez Arequipe (nie miałem zamiaru jej odwiedzać) a później do Cusco i dopiero stamtąd do Cachory. Drugi wariant był o wiele krótszy, ale porównując poszczególne mapy topograficzne i satelitarne, nasuwało się podejrzenie, że może być tam niewiele aut. Postanowiłem jednak zaryzykować i wybrać tę opcję.

Czytaj więcej

Desperacja
21 maja 2015

Kierowca Dakaru i wizyta w oazie

Dwa dni w Limie sprawiły, że miałem dość zarówno backpackerów, jak i miast. Stolica nużyła mnie samą swoją normalnością, a ludzie przewidywalnością. Każdy z identyczną lub podobną historią. Jadący w to samo miejsce lub właśnie z niego wracający. Rozmowy o studiach, pracy, imprezach i kosztach życia, z kimś bardziej ogarniętym o polityce i tak dalej. Bla, bla , bla. Niby fajnie, miło i przyjemnie, ale to już wszystko było przerabiane wcześniej setki razy, jeśli nie tysiące razy.

Czytaj więcej

19 maja 2015

Wizyta w Limie

Od Limy dzieliło mnie nieco ponad sześćdziesiąt kilometrów, więc złapanie bezpośredniego stopa w godzinach porannych nie należało do trudnych i po chwili łapania wskoczyłem do busika jadącego w kierunku stolicy Peru. Kierowca nie należał do zbyt rozmownych, więc po prostu siedziałem i po raz tysięczny w tej podróży, wpatrywałem się w Pacyfik. Tym razem z nieco innej perspektywy, bo droga wiła się zboczem dość wysokiej góry, której podłoże znikało w rozbijających się o brzeg falach.

I poranna mgiełka

I poranna mgiełka

Czytaj więcej

.
11 maja 2015

Peruwiańska masakra autobusem mechanicznym

Autostop w Peru zakwalifikowałbym jako prosty. Jedynym minusem było dość częste wysadzanie przez kierowców w centrum miasta, więc trzeba było na piechotę drałować na wylotówkę. Drugim problemem była duża ilość mototaxi oraz samochodów jeżdżących tylko i wyłącznie po okolicy. To co jednak zdarzało się dość często w porównaniu do innych krajów, to podwózki przez duże, luksusowe autobusy. Za darmo oczywiście.

Początkowo, gdy taki kolos zatrzymywał się obok mnie, a pilot, czy też kierowca szybko kazał wskakiwać cieszyło mnie to i nie miałem kompletnie żadnych obaw. Do czasu, gdy mojego czwartego dnia w Peru zobaczyłem, czym jest katastrofa lądowa z udziałem nie jednego autobusu, ale trzech.

Czytaj więcej