DSC_0393

El Camino – przestaję pisać

Zarzekałem się, że będę pisał co dwa, maks co trzy dni. I co? I chętnie, ale nie o El Camino. Miałem wątpliwości podejmując tę decyzję, ale koniec końców uznałem, że najmądrzej będzie, jeśli miesiąc, który zajmie mi przejście trasy z Lourdes do Santiago de Compostela, będę pokonywał bez blogowania.

Czemu? Ano powody są dwa.

Czytaj więcej

DSC_0269

Lourdes

Pospałem. Oj tak, pospałem. Obudziłem się tak naprawdę dopiero o 10. O ile namiot jeszcze wczoraj wieczorem wydawał mi się w miarę znośny, tak nad ranem nieco zrewidowałem o nim swoje zdanie. Tak samo szybko się nagrzewał, jak i ciepło tracił. Nad ranem było zimno. Za zimno, biorąc pod uwagę dalsze plany na wyprawę.

DSC_0204

Nocleg

Czytaj więcej

DSC_0197

Utrecht – Amsterdam – Bordeaux

Utrecht – Amsterdam

Mimo, że dojechałem do Utrechtu dość późno, to już od 9 rano byłem na nogach. W pierwszej kolejności wziąłem gorący prysznic, a później już tylko siedziałem i z laptopem na kolanach czekałem, aż obudzi się Steph albo któraś z lokatorek w mieszkania. Pierwsza była Anet, była współlokatorka mojej towarzyszki z jej czasów na Erasmusie. Zaczęliśmy rozmawiać o typowych dla nowo poznanych ludzi rzeczach, aż pojawiła się Steph, a chwilę później druga lokatorka –  Rose. Były śmiechy, były chichy, ale to czego mi brakowało najbardziej to kawy i śniadania. Nieśmiało zaproponowałem dziewczynom pomysł zjedzenia czegoś przed południem i , ku bezgranicznej uciesze mojego żołądka, wzięły się za robienie potężnej, kolorowej jajecznicy. Czułem się trochę głupio widząc, że wszystkie dziewczyny w kuchni, a ja po zaparzeniu kawy nie miałem nic do roboty, więc wziąłem się za sprzątanie im mieszania i zdeklarowałem zmywanie po śniadaniu.

Czytaj więcej

hospicjum przed

Autostopem do Holandii

Dzień 1:
1200km
8 stopów

Znowu to samo. Powtarzane od tygodni hasło – „Autostopem na Antarktydę” wbiło mi się do głowy, a jak przychodzi co do czego, to podróż zaczynam na wylotówce, na gdańskich Szadółkach.

Jednak w samym rozpoczęciu podróży było coś niezwykłego. W przeciwieństwie do startu rok temu, gdzie Tata po prostu podrzucił mnie na rogatki i zacząłem łapać, tym razem na wyjeździe z Gdańska czekała na mnie cała świta. Dziennikarze, fotografowie oraz przedstawiciele Fundacji i Hospicjum. Istny cyrk, więc uczciwie mówiąc, początkowo średnio mi się podobało, ale niestety, jeśli robi zbiera się 100 tysięcy, to trzeba to medialnie nagłośnić. Trzydzieści minut pozowania z kciukiem i kartonem pod każdym możliwym kątem jest w to wliczone.

Czytaj więcej

Pakowanie

Podróży czas start

Chciałem ruszyć w podróż ze świadomością, że nic nade mną nie wisi, ale się nie udało. Magisterka miała być napisana i jest. Gorzej było z obroną. Nie, nie oblałem. Obrony nie było i kolejny termin dostałem trzy tygodnie później. Szybka kalkulacja – warunek, czy odwlekanie podróży i podjąłem decyzję. Płacę warunek za seminarium i bronię się w czerwcu, a w podróż ruszam planowo.

Byłem zły jak diabli, bo mentalnie już się nastawiłem, że jadę „na czysto”, ale cytując ministra Sienkiewicza „… … i kamieni kupa”. Plus jest taki, że wciąż mam status studenta. Wróć! Plus jest taki, że wciąż mam podbitą legitymację i 50% zniżki! No i byłoby zbyt pięknie, gdyby w życiu wychodziło dosłownie wszystko.

Czytaj więcej