DSC_0835

Autostopem na Gibraltar

W Santiago de Compostela planowałem spędzić co najmniej dwa dni na odpoczynku. Nogi potrzebowały miski z wodą i mydłem, kolana zimnych okładów, a ja osobiście nie marzyłem o niczym innym, jak o gorącym, niczym nie limitowanym, prysznicu. Do tego wszystkie ciuchy jakie miałem wychodziły z plecaka. Same buty, w których pokonywałem ostatnie 300 kilometrów Camino,  śmierdziały tak mocno, że zwierzyna uciekała przede mną, za mną, a gdy była zbyt blisko, to padała razem z okoliczną roślinnością. Pomijając to, co śmierdziało mną i tym co się ze mnie i na mnie lało, byłem po ludzku trochę zmęczony. Wprawdzie nie było to zmęczenie stricte fizyczne, bo organizm przyzwyczajony już do wysiłku całkiem nieźle się trzymał, ale chodziło tu bardziej o psychiczną świadomość, że jutro, czy pojutrze, czy w kolejnych dniach nie będę musiał już targać na sobie wszystkiego co mam przez kolejne 30-40 kilometrów. Chciałem usiąść i nie robić nic co wymagałoby pokonywania dystansów przekraczających odległość dzielącą łóżko, lodówkę i toaletę.

DSC_0800[1]

Ostatnia prosta

Czytaj więcej

DSC_0539

Camino de Santiago – podsumowanie

Na ostatni dzień Camino zostawiłem sobie do przejścia nieco ponad 38 kilometrów. Minimalnie więcej niż zwykle, ale nie na tyle dużo, żebym ostatnie metry pokonywał na czworaka ( a i to się zdarzało).

Z Albergue zebrałem się o szóstej rano i o 16 byłem już na miejscu. Dotarłem. Po blisko miesiącu pielgrzymowania. Po pokonaniu niemalże 900km dzielących hiszpańskie Santiago i francuskie Lourdes. Samotnie, na piechotę, w upale, w wietrze, w deszczu, w śniegu, w błocie i duchocie.  W praktycznie we wszystkich możliwych warunkach przez przysłowiowe pola, góry i lasy.

Przez trzydzieści dni przeżyłem cały wachlarz nastrojów. Począwszy od eksplozji niczym nieuzasadnionej euforii do depresji i niemocy, pogrzebanej w dziesięciu metrach mułu na dnie jeziora beznadziei.  Były dni, gdy przeklinałem pomysł pokonania tej trasy w listopadzie i były dni kiedy dzięki temu cieszyłem się absolutnym spokojem przez całe godziny. Czy było warto?

Czytaj więcej

PicsArt_1414997703948[1]

Camino – lekcja pierwsza

Ruszając na Camino nie wiedziałem o nim nic. Niczego nie szukałem, ani nawet nie czułem potrzeby wyszukiwania o nim informacji. Przeczytałem jedynie legendę o ciele apostoła Jakuba, które to łodzią przetransportowano w miejsce, gdzie obecnie znajduje się Santiago de Compostela. Camino było dla mnie po prostu jednym z szlaków pielgrzymkowych w Europie. Jest Jerozolima, jest Rzym, jest Polska Częstochowa i jest Santiago. Camino było drogą.

Czytaj więcej

DSC_0393

El Camino – przestaję pisać

Zarzekałem się, że będę pisał co dwa, maks co trzy dni. I co? I chętnie, ale nie o El Camino. Miałem wątpliwości podejmując tę decyzję, ale koniec końców uznałem, że najmądrzej będzie, jeśli miesiąc, który zajmie mi przejście trasy z Lourdes do Santiago de Compostela, będę pokonywał bez blogowania.

Czemu? Ano powody są dwa.

Czytaj więcej

DSC_0269

Lourdes

Pospałem. Oj tak, pospałem. Obudziłem się tak naprawdę dopiero o 10. O ile namiot jeszcze wczoraj wieczorem wydawał mi się w miarę znośny, tak nad ranem nieco zrewidowałem o nim swoje zdanie. Tak samo szybko się nagrzewał, jak i ciepło tracił. Nad ranem było zimno. Za zimno, biorąc pod uwagę dalsze plany na wyprawę.

DSC_0204

Nocleg

Czytaj więcej