DSC_0033
27 lipca 2015

Mieszkanie w Singapurze

Zaczęło się od tego, że nasz samolot z Gdańska do Helsinek był opóźniony o niemalże godzinę. Oznaczało to, że na przesiadkę w Finlandii będziemy mieli mniej niż dwadzieścia minut. Jakby tego było mało, to jeszcze, jak ostatnia sierota, zostawiłem w poczekalni kamerę i zorientowałem się dopiero wchodząc do samolotu. W większości przypadków wystarczy się jedynie cofnąć korytarzem, ale pech chciał, ze nasz samolot był wyjątkowo mały i byliśmy do niego transportowani busem. Na szczęście po dramatycznej prośbie zaprawionej zaszklonymi oczyma, jeden z pracowników lotniska wsiadł w samochód i cofnął się po moją zgubę. Tym samym stałem się jednym z tych irytujących pasażerów, na których się zawsze czeka.

Zatoka Gdańska

Zatoka Gdańska

Czytaj więcej

W tak zwanym międzyczasie
22 czerwca 2015

Podsumowanie podróży

Długo zastanawiałem się jak zakończyć podróż na blogu. Nie dotarłem na Antarktydę, ani nie przytuliłem pingwina tak jak to zapowiadałem przed wyruszeniem. Nie dotarłem też na krańce Argentyny, bo zwyczajnie zabrakło mi czasu. Wprawdzie mógłbym się spiąć i poświęcić na Kolumbię, Ekwador, Peru i Boliwię po pięć dni, żeby tylko być na czas na południu kontynentu, ale po co?  Dla statystyk? Dla lajków? Bo na pewno nie dla siebie.

Czytaj więcej

Romantycznie
6 czerwca 2015

Salar de Uyuni

Dawno nie było mi nigdzie tak zimno, jak tej nocy w hostelu. Mimo śpiwora i opatulenia się w koc, w nocy obudziłem się, żeby ubrać polar i czapkę. Wiedziałem, że na wysokości czterech tysięcy metrów nad poziomem morza będzie zimno,  ale nie spodziewałem się, że będę zamarzał również w hostelu. Temperatura była dla mnie o tyle istotna, że moim kolejnym punktem podróży była pustynia Salar de Uyuni, gdzie chciałem spać pod namiotem. A jeśli pizgało w hostelu, to na pustyni solnej może być jeszcze gorzej.

Czytaj więcej

Antonio i El Tio
3 czerwca 2015

Miasto pokoju i wybuchowe Potosi

Noc nie była lekka, bo w dormitorium liczącym dwanaście łóżek ciężko o wspólną porę kładzenia się spać Co innego dotyczy wspólnego kładzenia się do łóżka. Hotel, w którym wylądowałem wprawdzie nie należał do sieciówki Wild Rover, ale nad wejściem do recepcji widniała wielka tabliczka informująca gości, że jest to zakwaterowanie typu „Party hostel”. Oznacza to mniej więcej tyle, że dość często w dormitoriach słychać całą gamę dźwięków. Chrapanie, wymioty, wodę pod prysznicem, amory podpitych, skrzypiący materac, trzaskanie drzwi, krzyki pijanych, szukanie rzeczy w plecaki, mycie zębów.

Czytaj więcej

Całościowy efekt
29 maja 2015

W drodze do Boliwii

Jak od ponad roku roku nie chorowałem, tak w Cusco choróbsko dosłownie zwaliło mnie z nóg. Nie żadna Denga, malaria czy inne podróżnicze choroby, ale najzwyklejsze na świecie przeziębienie. Wodospad z nosa i oczu, szczypiące gardło i gorączka. Zamiast spędzać czas na włóczeniu się zabytkowymi uliczkami i po okolicznych górach, leżałem w łóżku pod trzema kocami i pociłem się klnąc na swoją nieodpowiedzialność. Bite dwa dni spędziłem kursując między pokojem, toaletą i czymś w stylu baru mlecznego za rogiem, gdzie mogłem zjeść dwudaniowy obiad za niecałe sześć złotych.

Czytaj więcej