Birma 2013 – 11

Co dalej?

Dzień 83 Projektu Podróżniczego ” Postcards From Europe”

O 6 byłem już spakowany i gotowy, ale nic nie jechało. O 6.30 obudził się lekko spanikowany Imigracyjny, który był świecie przekonany, że postanowiłem znowu ruszyć do Tamu. Zaczął mi tłumaczyć, że dzisiaj najblizsze auto bedzie jechalo dopiero o 9 i nic poza tym, bo jest niedziela.

IMG_20131024_015803IMG_20131024_015828

O ile wcześniej dzień tygodnia nie miał znaczenia, to znowu byłem w regionie zdominowanym przez chrześcijan. Tak jak w całej Birmie, ludzie są tutaj bardzo wierzący i przestrzegajacy zasad religii, dlatego w niedzielę dosłownie nikt nie pracuje, a jedyny otwarty bar jest prowadzony przez rodzinę buddystów.

IMG_20131024_015853

Na początku postanowiłem sprobawac i połapać coś do 8, ale było kompletnie cicho. W końcu Imigracyjny namówił mnie na śniadanie podczas, którego zjedliśmy coś w stylu racuchow, popilismy kawą i ucielismy sobie miłą rozmowę.

IMG_20131024_015917IMG_20131024_015946

Otóż okazuje się, że wczoraj znikł z posterunku, bo po 21 droga jest zamknięta dla cywili, a my jakimś cudem jeszcze na niej byliśmy. Dodatkowo nie spodziewał się żadnych cudzoziemców, bo poza Hindusami, tacy tu się nie pojawiają.

Było miło, więc z ciekawości zapytałem na ile jest możliwe przekroczenie granicy bez pozwolenia. Odpowiedział, że formalnie nie jest to możliwe, bo do każdy obcokrajowiec przekraczający granicę musi być wykreślony z listy obecnych w kraju. Jeśli np. zaplacilbym za nielegalne przekroczenie granicy, to trafilbym na listę zaginionych i uruchomilbym biurokraryczna lawinę sprawdzania kto zawinił i gdzie, bo jest to dość proste do ustalenia. W każdym mieście muszę się rejestrować, a dodatkowe posterunki kontrolne na drogach po prostu uniemożliwiają nagłe zaginięcie bez śladu.

Natomiast legalna opcja, to po prostu zalaczenie do kserokopii paszportu opuszczajacego kraj, pozwolenia o przekroczeniu granicy w Tamu.

IMG_20131024_020042IMG_20131024_020111

Po sniadaniu wrocilismy „na posterunek” ale do 9 ciągle nic nie jechało i powoli zacząłem się stresowac, bo jeśli dzisiaj nie zdążę na łódź, to będę uziemiony w Kalewa na cały dzień. Dla zbicia czasu pogadalem troche z jednym mnichem, ktory mimo kiepskiej znajomosci angielskiego zaczal mi tlumaczyc, ze nie mial mozliwosi rozmawiac po angielsku od 15 lat.

IMG_20131024_020151

Na szczęście o 9.45 usłyszeliśmy silnik maleńkiego busika, którego kierowca, nie dość, że wziął mnie za darmo, to jeszcze pozwolił załadować się na dach.

Na początku pomysł wydawał się super, ale po 30 minutach jazdy, a właściwie walki o przetrwanie na masie siatek i walizek, miałem dość. Położyłem się plackiem na środku, przewiazalem się w pasie sznurem i leżałem, klnac na poparzenia słoneczne z dnia wczorajszego, które paliły do żywego za każdym kolejnym obtarciem.

IMG_20131024_020307IMG_20131024_020329IMG_20131024_020406IMG_20131024_020431IMG_20131024_020503IMG_20131024_020756

Nie mniej jednak jazda miała swój urok. Tumany kurzu, wyboje i wyrwy w drodze, a ja na dachu obwiazany lina w pasie, wśród toreb, siatek i worków.

W Kalewa ledwo zeskoczylem z dachu, a już powitał mnie kolejny imigracyjny, który miał za zadanie upewnić się czy na pewno wejdę na łódź. Normalnie bym się zirytowal z powodu zbytniej kontroli, ale okazało się, że facet specjalnie dla mnie kazał czekać kapitanowi 45 min.

IMG_20131024_020857IMG_20131024_020938

Wytargowalem cenę z transport 3$ i rozłożyłem się wśród pasażerów.

Rejs miał trwać 12 godzin, więc miałem mnóstwo czasu na pisanie i myślenie co dalej. Na początku postanowiłem napisać dłuższego posta, a następnie sprawdzić przewodnik i to co warto jeszcze w Birmie zobaczyć.

Największym problemem był czas. Początkowo miałem wracać samolotem z Indii, ale Indie nie wypaliły, więc trzeba było wykupić lot z Bangkoku. Planowany powrot 31 pazdziernika. Ani duzo czasu ani malo. Dlatego musialem dokladnie sprawdzic ile bede potrzebowal czasu na przedostanie sie do poszczegolnych czesci Birmy i Tajlandii. Jednego bylem pewny – potrzebowalem wakacji od podrozowania, wiec kolejne miejsce przeznaczenia wybralem dosc szybko. Plaza Ngabali, zachwalana przez moj przewodnik wydawala sie byc miejscem, gdzie w koncu polezakuje nic nie robiac. Ale ze tak mialo nie byc, to okazalo sie dopiero pozniej.

IMG_20131024_021244IMG_20131024_021208IMG_20131024_021134IMG_20131024_021024IMG_20131024_021325

Do Monywa dotarlismy dopiero o 3 w nocy, wiec wskoczylem na jeden z motorow i wrocilem do hotelu, w ktorym nocowalem 2 dni temu. Na wejsciu czekala mnie niespodzianka. Okazalo sie, ze dala o sobie znac moja natura ciapciaka i przez przypadek, przy ostatniej wizycie zostawilem dwie rzeczy. Pierwsza okazaly sie byc moje okular, ktorych braku nawet nie zauwazylem ( w tym momencie az slysze komentarz rodzicow czytajacych to), a druga rzecza to nieotwarte piwo (kometarz kumpli zbedny).

Nie mniej jednak piwo sie nie zmarnowalo i po goracym prysznicu spalem jak dziecko z planem nie opuszczenia lozka az do konca doby hotelowej.

IMG_20131024_021305

Strony:1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

Dodaj komentarz