Birma 2013 – 13

Pyey i rodacy

Dzień 86 i 87 Projektu Podróżniczego ” Postcards From Europe”

Z Andrew umówiłem się dopiero na 9, bo chciałem się wyspać, ale już od 6 niespokojnie się kręciłem. Prawda jest taka, że już na tyle się przyzwyczaiłem do wstawania o świcie, że po prostu nie mogę spać dluzej.

Wstałem i wziąłem klasyczny zimny prysznic, a następnie wyszedłem przed hostel i czekałem na śniadanie. Żeby było śmieszniej, nie byłem jedynym na ulicy, bo w Birmie normą jest fakt wstawania bladym świtem, bo temperatura jest jeszcze znosna. Dopiero między 11 a 14 robi się tak nieznośnie gorąco, że wszyscy chowają się do domów i z reguły ucinaja sobie krótką drzemkę.

O 7 śniadanie było gotowe i zasiadłem do niego z parą z Hiszpanii. Zaczęliśmy klasyczną rozmowę, której już mam po dziurki w nosie, czyli ‚Skad jesteś i gdzie byłeś?’, a następnie wymieniliśmy kilka niezobowiazujacych uwag i tematy się skończyły.

Śniadanie w Birmie zawsze jest wliczone w cenę pokoju i zawsze opiera się na tym samym. Dwa tosty, jajko, dzem i kawa 3w1, na punkcie której mają tutaj swira i piją ja wszędzie. Nie mam nic przeciwko, ale mimo, że na opakowaniu jak wół stoi ‚wsyp do 250ml wrzacej wody i wymieszaj’, to birminczycy upodobali sobie picie jej z ledwo 100ml kubeczkow przez co kawa jest po prostu paskudna.

W momencie gdy już miałem odchodzić od stołu, usłyszałem język polski. Odwróciłem się i zobaczyłem młodą parę. Lucjan i Justyna, bo tak się nazywali byli młodą parą, która postanowiła pojechać na podróż poslubna do Birmy. Usiedli razem ze mna i podczas rozmowy okazało się też podróżują po Birmie od blisko miesiąca i jako ostatnie miejsce wybrali Ngapali. Z tą różnicą, że planowali tam pojechać autobusem.

Nawet się nie spostrzegłem jak wybiła 9 i przed hostelem pojawił się Andrew. Stwierdziłem, że będzie fajniej jak się wybierzemy na zwiedzanie cała ekipą, ale zapytałem wpierw Andrew, a ten się zgodził.

Zapakowalismy się do niego do auta i jako pierwszy punkt odwiedziliśmy jego herbaciarnie, w której przygotowali dla nas chińskie przekąski oraz herbatę. Widać było, że nieco mu pokrzyżowałem plany, ale po mniej więcej 30 minutach przywykł już do towarzystwa Lucjana i Justyny i było spoko.

IMG_20131026_012800IMG_20131026_012818IMG_20131026_012905IMG_20131026_012841

Na początku zabrał nas do swojego nauczyciela języka angielskiego, Thomasa, który akurat kończył zajęcia, ale był szczęśliwy, że jego uczniowie będą mieli okazję pogadać po angielsku z obcokrajowcami. Usiedlismy, więc z praktycznie samymi dziewczynami i przez 20 min non stop rozmawialiśmy i ja dawałem lekcję geografii o tym gdzie jest Polska, Gdańsk i co tam ciekawego.

IMG_20131026_012937

Następnie zapakowalismy się wszyscy do samochodu i pojechaliśmy podziwiac dwie rzeczy. Pierwszą był jedyny na świecie Budda w okularach. Ot tyle. Budda w okularach. Już dawno się wyleczyłem z podziwiania posągów Buddy, bo wszystkie wyglądają praktycznie tak samo i jedyne czym się różnią, to rozmiar, kolor i miejsce położenia. Drugi miejsce na trasie, to punkt widokowy, położony na drugim brzegu rzeki. Wspinaczka na niego zajęła nam blisko 20 minut, a widok z góry wcale nie był powalajacy, bo w znacznej części zasłaniały go nieprzycinane drzewa.

IMG_20131026_012957IMG_20131026_013019IMG_20131026_013049IMG_20131026_013121

Gdy zeszlismy dochodziła 13, więc z nieba lał się już niesamowity skwar. Plan na resztę dnia był niejasny. Lucjan i Justyna planowali pojechać do Ngapali busem o 17, więc najpóźniej o 16 musieli być w hostelu. Ja planu nie miałem, ale umierałem z głodu. Gdy Andrew planował co dalej Thomas opowiadał historie o zwyczajach, tradycjach i niedkrytych rejonach Birmy. W pamięci najmocniej utkwiły mi dwie rzeczy. Pierwsze, to oslawione już w Azji jedzenie psów. Czy je jedzą? Otóż w Birmie psy nie są czymś szczególnie popularnym do jedzenia, ale w niektórych jej częściach traktuje się je jako przysmak. Jednak aby pies był przysmakiem, to trzeba go odpowiednio przyrzadzic, a to zajmuje ponad trzy dni. Na początku psa przywiązuje się do drzewa i przez dwa dni glodzi, nie podając ani wody ani jedzenia. Dopiero po dwóch dniach daje mu się surowy ryż, który wyglodzone zwierzę, pochłania lapczywie. Gdy już zje go wystarczającodużo, to podaje mu się letnią wodę do picia. Jak można się domyśleć, ryż dość szybko pecznieje we wnętrznościach psa, aż w końcu go zabija. Następnie wszystko się wyjmuje i odpowiednio przygotowuje.

Druga ciekawa rzecz, to mniejszości etniczne w Birmie, których jest blisko 180(sic!). Thomas opowiedział mi o jednym z plemion zamieszkujacym kilka wysp na południowym wybrzeżu, którego przedstawiciele są wyjątkowo niscy (nie więcej niż 1m wzrostu) i całe życie spędzają na lodziach. Generalnie w Birmie jest jeszcze mnóstwo miejsc gdzie nie dotarły T-shirty czy latarki.

W końcu postanowiliśmy, że wracamy do miasta na lunchu(zawsze w południe wszyscy jedzą lunch). Lucjan i Justyna poszli do koreańskiej knajpy, a mnie Andrew wziął na najbardziej zróżnicowany obiad jaki kiedykolwiek jadłem.

Poszliśmy do niczym niewyrozniajacej się knajpy, gdzie zamówił tyle dań, że nie mieściły się na stole. Generalnie jedzenie w Birmie, to po po prostu bufet, podczas którego wybiera się to co chce się zjeść z ryżem, a królują mięsa, warzywa i ryby.

sss

Po obiedzie zostałemodstawiony do hostelu i umówiłem się, z Andrew, że wróci po mnie o 16 i pójdziemy na kawę. Nie chcąc tracić czasu poszedłem prosto do kafejki internetowej, gdzie wziąłem się za szukanie hostelu w Ngapali, ale grubo się rozczarowałem. Najniższe ceny oscylowaly w okolicach 60$ za noc z uprzednia rezerwacja. Postanowiłem się tym nie martwić i zobaczyć co będzie jak dojade na miejsce.

Po powrocie do hostelu zoskoczony zobaczyłem, że ani Lucjan ani Justyna nie kwapią się do pakowania. Okazało się, że z powodu zamieszek między buddystami i muzumanami odwołali busa, a kolejny planowany jest dopiero jutro o 18. Było to dla nich sporym problemem, bo mieli już wszystko z góry opłacone, a przejazd przez góry, mimo niecałych 200km, zajmował 12h. Nie mieli wyjścia  musieli jechać stopem.

Szybka zmiana planów i po kawie z Andrew zabralismy się wszyscy na obiad, a później na jego lekcje angielskiego, gdzie się wygadalem za wszystkie czasy, a obecna tam grupa dawała mi możliwość pytania się o wszystkie rzeczy związane z Birma, ale dużo by o tym pisać, więc będę opowiadał na prezentacjach;)

IMG_20131026_013203IMG_20131026_013234

Po lekcjach podskoczylismy jeszcze puścić lampion, a następnie wróciliśmy do hostelu, gdzie Andrew zaproponował, że nas jutro o 6.00 wywiezie na wylotowke.

Dzień 87 – Stopowanie

O 6 rano, tak jak zaplanowaliśmy byliśmy już przed hostelem czekając na Andrew. Siedzieliśmy sobie wspólnie na laweczce, gdy nagle zobaczyliśmy dwie turystki. Zagadalimy i okazało się że też jadą do Ngapali. My się usmialismy, bo myśleliśmy, że pojadą z nami stopem, a one, że weźmiemy z nimi taxi i się podzielimy kosztami. W końcu ustalilismy, że za takse trzeba zapłacić 200$, więc ja tylko parsknalem śmiechem i zapytałem skąd są, ale gdy odpowiedziały, że ze Szwajcarii, to wszystko stało się jasne. Nie mniej jednak Lucjan i Justyna nakręcili się już na stopa, więc dziewczyny zostały same z 200$, a my pojechaliśmy na wylotowke.

IMG_20131026_013301

Tam pożegnaliśmy się z Andrew i ustaliliśmy, że oni łapią pierwsi, bo to im się śpieszy, a nie mi. Po 10 minutach machania kciukiem, uchahana młoda para siedziała już na pace pick-upa. Kolejne osoby zarozone autostopem.

IMG_20131026_013331IMG_20131026_013356

Gdy już odjechał, przesunąłem swój plecak bliżej środka jezdni i czekałem, bo ruchu nie było, a jak już coś jehalo, to z reguły zdezelowany gruchot. Wiem, nie powinienem wybrzydzac, ale wszyscy jak jeden mąż powtarzali, że droga do Ngapali jest najgorszą drogą w Birmie, więc chciałem ja spędzić w jako takim komforcie. Ot zboczenie kogoś kto się już trochę stopem najezdzil.

Po 40 minutach bezowocnego stania i odmachiwania wszystkim jadącym w przeciwnym kierunku, pojawił się lekko przerażający właściciel hostelu, w którym nocowalem. Jakimś cudem dowiedział się, gdzie pojechaliśmy i przyjechał na wylotowke na swoim skuterze. Okazało się, że chciał nas poinformować, że dwie dziewczyny jadą taxi i możemy jechać z nimi. Wytłumaczyłem mu, że Lucjan z Justyna już dawno pojechali za darmo, a ja mam taki plan w niedalekiej przyszłości. Na początku nie wierzył, ale później pokazałem mu swój list i usmial się przednio, aż w końcu zaproponował, że za 5$ mogę jechać z dziewczynami. Jak mu odmówiłem, to się zdziwił i tłumaczył, że one płacą po 100$ na głowę. Uśmiechnąłem się tylko i odpowiedzialem, że nawet jakby chciał 1$, to bym nie zapłacił, bo mam złotą regułę, że przez całą podróż nie zapłacę ani grosza za transport autem. Usmial się jeszcze bardziej i zgodził się, żebym jechał za darmoche.

IMG_20131026_013417

Gdy podjechał pick-up z dziewczynami, wskoczyłem na pake i na pytanie siedzących w szoferce dziewczyn ‚Ile zapłaciłes?’ odpowiedziałem tylko pokazując ‚zero’ na palcach, a następnie rozłożyłem sobie karimate i położyłem się z planem przespania trasy.

Oczywiście okazało się to niemożliwe, bo po pierwsze większość czasu spędziłem wiszac w powietrzu po kolejnych wybojach, a później dziewczyny sobie uswiadomily, że z tyłu jest wygodniej, więc nie miałem serca i oddałem im karimate, bo miały za sobą wyjątkowo ciężką noc.

IMG_20131026_013451

Jazda trwała blisko 10 godzin, w trakcie których zacząłem się niepokoić o Lucjana i Justyne. Otóż na trasie były dwa punkty imigracyjne, na których spisywali paszporty, ale ani na pierwszym ani na drugim nie widziałem ich danych, a przecieżruszyli godzinę przede mną. Na trasie ich nie widziałem, a zgubić się było ciężko, bo to była tylko jedna prosta droga. Z ciężką świadomością, że mogłemim zepsuć miesiąc miodowy, jechałem podskakujac na każdym wyboju.

Dwie Szwajcarki, Tess i Christine, były nauczycielkami historii i geografii w liceum w Zurychu, ale widać było między nami przepaść. One nazywają się ‚Backpackerami’, bo jeżdżą tylko autobusami, a dopiero jak im się nie chce, to biorą samolot i latają z miasta do miasta. Dla mnie to abstrakcja, a słowo backpacker już dawno zostało zdewaluowane i powiedziałby, że nie jest to nic innego niż indywidualny turysta. Z tą różnicą, że ma plecak, a nie walizkę.

Do Ngapali dojechalismy w ulewnym deszczu, który sprawił, że ostatnią godzinę siedziałem w kałuży trzymając plecaki na kolanach, żeby specjalnie nie przemokly, ale w pewnym momencie wjechalismy w ścianę wody i po minucie mokre było już wszystko i wszędzie. Gdy wyskoczylismy, to się okazało, że dziewczyny nocuja w hotelu gdzie płacą 120$ od głowy, więc pożegnaliśmy się z planem powtórnego zobaczenia na kolacjii ruszyliśmy w swoje strony. One do hotelu, a ja na plażę.

Biwakowanie na plaży w ciepłych krajach wcale nie jest takie proste jakby mogło się wydawać. Powody są trzy. Pierwszy to masa hoteli, których prywatne plaze i ochroniarze skutecznie uniemożliwiają nocleg na dziko. Druga sprawa, to lokalni. Jak się kończą hotele, to z reguły zaczynają się domy lokalnych mieszkanicow, którzy jak widzą obcokrajowca poza strefą hoteli, to niezmiernie się ekscytuja. Trzecią i najmniej oczywistą sprawą są plywy. Rozbijając się o 17 nie mam pojęcia dokąd będzie sięgał przypływ w pełni, a nie chciałbym się obudzić w wodzie.

Na szczęście mniej więcej po 20 minutach marszu znalazłem optymalne miejsce. Małe podwyższenie terenu położone między dwoma hotelami oraz wioską rybacka. Wszystko sprawiało wrażenie ziemi niczyjej, więc zacząłem się rozbijać. Oczywiście po chwili pojawili się lokalni, ale pomogli mi rozbić namiot i hamak poczym się ulotnili, a ja zacząłem podsumowanie strat. Wszystko było mokre, kazda koszulka, pocztówki, kartki, liny. Dosłownie wszystko, więc postanowiłem sobie, że jak do jutra wszystko mi nie wyschnie, to się szarpne na jedna noc w hotelu.

IMG_20131026_013521

O 18.30 poszedłem na spotkanie z Szwajcarkami i wspólnie poszliśmy na kolację. Oczywiście wybrały drogo wyglądający lokal, ale tragedii nie było i za wszystko co zamówiłem do jedzenia, zapłaciłem 4$.

Podczas jedzenia byłem świadkiem przesmiesznej sprzeczki o to czy będą spały z włączona klimatyzacją czy raczej przy otwartym oknie.

IMG_20131026_013615

Po kolacji postanowiłem przejść się do hotelu moich polskich znajomych i zobaczyć czy się już pojawili. Okazało się, że nie, ale dzwonili do obsługi, że po prostu pojawią się rano, więc zostawiłem im wiadomość i wróciłem do siebie, gdzie patrząc na księżyc wylaniajacy się spomiędzy palm, zasnąłem na hamaku.

 

Strony:1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

Dodaj komentarz