Birma 2013 – 17

Nie tak szybko

Dzień 92 i 93 Projektu Podróżniczego ” Postcards From Europe”

Z rana miałem małe Deja vu. Spałem w tym samym hotelu, wstałem o tej samej porze, zjadłem to samo śniadanie i ruszyłem na ten sam autobus, który miał mnie zawieźć dokładnie w to samo miejsce, z którego łapałem ostatnio. Jedyną różnicą był brak upierdliwego faceta, który ostatnio utrudniał mi kupienie biletu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na wylotówce stałem już o 8 rano i miałem prosty plan – spróbować się dostać do Tajlandii jeszcze dzisiaj. Na początku mogłem sobie robić nadzieje, że jest to możliwe, bo dość sprawnie łapało mi się stopa i o godzinie 14 od granicy dzieliło mnie już tylko 200km.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERADopiero wtedy zaczęło się ślimaczenie. Jechałem na stopa z czterema facetami, którzy byli pracownikami tajskiej firmy ZHULIAN produkującej chyba wszystko. Problem polegał na tym, że o 14.30 zaczeliśmy serie odwiedzin. Na pierwszy ogień dziewczyna jednego z nich, u której zatrzymaliśmy się na Redbulla i posiedzieliśmy 20 minut. Po przejechaniu dosłownie 10km, kolejny przystanek u koleżanki z pracy, gdzie spędziliśmy ponad godzinę nad kawą, aż w końcu przejechaliśmy kolejne 5km do klientów, w których domu chyba wszystko było kupione lub przygotowane przez Zhulian. Tam kolejna godzina i już wiedziałem, że do granicy dzisiaj nie dojadę. Normalnie bym się tym nie przejął, bo wciąż miałem sporo czasu, ale pojawiał się był jeden mały problem.
OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pisałem już przy wjeździe do Birmy, że trasa do granicy jest tak wąska, że samochody mogą się po niej poruszać tylko w jednym kierunku, bo nie ma miejsca, żeby dwa auta się minęły równocześnie. Nie byłem pewny kiedy obowiązuje jaki ruch, więc po dojechaniu do Thanton przeszedłem się na dworzec autobusowy, gdzie mnie poinformowali, że autobus odjechał dzisiaj rano i kolejny jedzie dopiero pojutrze. Oznaczało, to że jutro ruch jest z Tajlandii do Birmy, a ja będę uziemiony. Nie mniej jednak postanowiłem próbować. Po kilku krótkich stopach dostałem się do Hpa-an, gdzie postanowiłem spędzić noc.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miałem do przejścia spory kawałek za miasto po zmierzchu, wiec ukrywałem się przed lokalnymi jak tylko mogłem. Każdy kolejny to ryzyko, że będzie szukał policji, która mimo, że będzie chciała mi pomoc, to pewnie cofnie mnie do miasta. W końcu znalazłem sposób na unikanie problemów i za każdym razem, gdy ktoś mnie pytał dokąd idę, to po prostu odpowiadałem, że do przyjaciela, który mieszka dwa domy dalej. Działało i nikt nie robił mi problemów.

Nocleg spędziłem chyba w najgłupszym możliwym miejscu, bo w bezpośrednim sąsiedztwie klasztoru. Jak na złość, właśnie akurat tego dnia, zrobili sobie tam maraton modlitwy i od godziny 20 do 5 rano nadawali przez megafon. Jakby tego było mało, to przez miasto starałem się przejść naprawdę szybko, więc gdy w końcu znalazłem miejsce na rozbicie namiotu, to byłem mokry z góry na dół. Nie pomogł nawet prysznic wodą z butelki i po 5 minutach znowu byłem mokry. W namiocie gorąco jak diabli, wilgotność taka, że aż oddychać ciężko i brak wiatru. Do kompletu miałem mnichów, którzy darli się za miedzą.

W nocy budziłem się co jakiś czas i było mi na zmianę gorąco i zimno. Dodatkowo musiałem spać z muzyką w słuchawkach, bo w innym wypadku po prostu nie dało się zasnąć. Niestety i tak słyszałem przebijające się w tle odgłosy modlitwy, która mnie męczyła w snach. Nie wiem czemu, ale nawet w nich każdy, gdy coś mówił, to głosem modlącego się po birmańsku mnicha i nic nie rozumiałem.

Wstałem, o 5 rano i zacząłem łapać w kierunku Mae Sot. Szło sprawnie i całkiem szybko, ale gdy dojechałem do Kawkareik zostałem namierzony przez imigracyjnych, którzy powiedzieli mi to co już wiedziałem. Do Tajlandii dzisiaj nie dojadę, bo ruch odbywa się w przeciwnym kierunku i noc muszę spędzić w mieście. Zacząłem tłumaczyć, że nie mam pieniędzy, ale imigracyjny był nieugięty i nie pozwolił mi nawet gdy zaproponowałem, ze po prostu przejdę ten ostatni 20 kilometrowy odcinek. Wrócił ze mną do miasta, gdzie ku mojemu zaskoczeniu, nie dość, że zapłacił mi za hostel, to jeszcze kupił obiad. Dopiero wtedy powoli zaczęło do mnie docierać, że mam gorączkę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wróciłem do hotelu i sprawdziłem zapasy aspiryny i nurofenu. Było akurat na dwudniową terapie, wiec poszedłem wziąć prysznic i przegotowałem się na chorowanie. Zarzuciłem na siebie bluzę, owinąłem się kocem i wskoczyłem do śpiwora, rozpoczynając misję „wypocanie”. Przespałem prawie cały dzień i noc. Mimo paskudnego gorąca na zewnątrz było mi zimno.  Mało tego, do gorączki doszło to na co faceci z reguły umierają, czyli katarus pospolitus. Było mi o tyle ciężko, że nie miałem nawet komu ponarzekać jak bardzo jestem chory, wiec po prostu leżałem i kląłem, że choroba dopadła mnie akurat w ostatnie dni podróży.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzień 93 – Mae Sot

O 5 obudziłem się, bo w pokoju obok mieszkał Chińczyk, który uparcie od 4 rano charchlał i pluł na około, tak głośno, że obudził by zmarłego. Wyplątałem się z koca i śpiwora, wziąłem prysznic i zacząłem pakowanie. Chciałem się dostać do Mae Sot jak najszybciej, żeby nadrobić zaległości na blogu, więc stałem na trasie przed 6 rano, a mimo tego i tak zgarnął mnie jeszcze raz ten sam imigracyjny. Myślałem, że znowu będę musiał tłumaczyć czym jest autostop, ale okazało się, że ów przemiły facet poinformował mnie, że już wczoraj załatwił dla mnie transport busikiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do Mae Sot dotarłem o 12 i po szybkiej wizycie w gesthousie, wypożyczyłem rower i pojechałem do sierocińca, żeby odwiedzić dzieciaki i Davida, ale niestety okazało się, że razem z dwoma nauczycielami pojechał na spotkanie do jednego z obozu dla uchodźców, na północy i planowo miał wrócić dopiero jutro. Nie mając specjalnie nic do roboty, wróciłem do miasta i popołudnie spędziłem w kafejce internetowej pisząc bloga i nadrabiając zaległości. I tam znowu jak na złość wiatrak, który przez cztery godziny był ustawiony idealnie w moja stronę, wiec gdy wróciłem do pokoju, to już czułem, że balansuje na krawędzi i lada moment znowu mogę się rozłożyć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Strony:1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

Dodaj komentarz