Birma 2013 – 18

Happy End

Dzień 95,96,97 i 98 Projektu Podróżniczego ” Postcards From Europe”

„Znowu mam gorączkę.” To była moja pierwsza myśl, gdy się rano obudziłem. Wczorajszy wiatrak w kafejce internetowej mnie rozłożył do końca i choroba wróciła ze zdwojoną mocą. Wziąłem prysznic, spakowałem plecak i pociągając nosem, opuściłem hostel.

Szybkim tempem pokonałem 5 kilometrów, które mnie dzieliło od wylotówki z miasta i po chwili na ostygnięcie, zacząłem łapać na Bangkok. Poszło dość sprawnie, ale niestety pierwszy koleś, z którym jechałem, miał odkręconą na maksa klimatyzacje i jazda z nim mnie po prostu zabiła. Gdy wyszedłem z auta po godzinnej jeździe, to aż mną telepało. Wziąłem dawkę uderzeniową aspiryny i modliłem się, żeby sprawnie dojechać do stolicy Tajlandii. I znowu miałem szczęście. Po 10 minutach zgarnęła mnie rodzinka jadąca bezpośrednio do centrum. Przemęczyłem się w kolejnym klimatyzowanym aucie i gdy dojechałem do Bangkoku, miałem już tylko jedno marzenie – dość do hostelu, wziąć prysznic i walnąć się do łóżka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z miejsca gdzie mnie wysadzili, musiałem przejść kolejne 5 kilometrów do hostelu i w tym czasie zastanawiałem się co ludzie widzą w Bangkoku. Ot kolejne wielkie miasto, brudne i głośne, ale postanowiłem sobie, że oceniać je będę dopiero, gdy pójdę na spokojny spacer.

Przy płaceniu za hostel okazało się, że gdzieś mi się zawieruszyło 50zł, a to oznaczało, że na ostatnie dwa dni i drogę powrotną zostało mi równo 45zł  Oznaczało to, że musiałem wziąć się za szczegółowe planowanie na co mogę sobie pozwolić, ale nie byłem nawet w statnie myśleć, więc po prostu walnąłem się do łóżka i spałem.

Kolejnego dnia nie było lepiej. Aspiryna się skończyła i nie miałem już na stanie żadnych środków na zwykłe, głupie przeziębienie.  Z hostelu wyszedłem tylko dwa razy, żeby zjeść śniadanie i obiad, a całą resztę dnia po prostu się grzałem i spałem. I to jest aż przykre. Ostatnie dni podróży, Bangkok i aż się prosi o wielką imprezę w stylu Kac Vegas na koniec, a nie mam jak, bo jestem a) spłukany b) chory. Mało tego. Nawet po tym wpisie widzicie, że nie mam o czym pisać, bo było naprawdę słabo. Słaby mały hostel, wciśnięty gdzieś pomiędzy noclegownię dla bezdomnych i skwierczący kebab. A w samym mieście jedyne co uderzało, to gdy rano wychodziłem na śniadanie, ulice były puste. Gdy wracałem w to samo miejsce o 18, to aż się przejść nie dało pomiędzy tysiącami, często nawalonych, turystów

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mojego ostatniego dnia w hostelu, zaczęło się już wielkie odliczanie do powrotu do domu. Nie dni, a godziny, ale jak na złość czas wlókł się okrutnie. Na szczęście czułem się już dużo lepiej, ale i tak postanowiłem maksymalnie wykorzystać dobę hotelową i zostać w łóżku do południa. Dopiero wtedy ruszyłem się żeby pozwiedzać miasto. I powiem Wam tak – poza Wielkim Pałacem, do którego nie mogłem wejść, bo nie miałem kasy oraz „Wielkim Budda”, to w Bangkoku nie ma kompletnie nic do zobaczenia, a miasto samo w sobie jest brzydkie.

Połaziłem po okolicy, poleżałem trochę w parkach i wróciłem do hostelu, gdzie zjadłem swój ostatni posiłek a ostatnie godziny zabijałem  rozmawiając z innymi gośćmi. Jednym z nich był chłopak, który utknął tam na dwa tygodnie i potwierdził to co myślałem. Miasto nie jest znane z zabytków czy ładnych miejsc tylko z seks turystyki i niekończących się imprez. Praktycznie każdy pojawia się w Bangkoku na początku i na końcu swojej podróży po Azji, więc powód do zabawy jest niebanalny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

W końcu o 23 przyjechał bus na lotnisko, więc wsiadłem i równo o północy rozłożyłem się z bagażami pod ścianą terminalu. Wtedy zaczęło się wielkie czekanie na samolot, który planowo miał odlecieć o 9 rano. Zrobiłem sobie twarde postanowienie, żeby nie spać i się spróbować przestawić na polski czas, ale łatwo nie było. Nie miałem specjalnie nic do roboty, więc po prostu wypisywałem pocztówki i chodziłem to w jedną to w drugą. Najbardziej irytujące były wszechobecne zegary, które mnie tylko informowały, że czas praktycznie stanął w miejscu. Dopiero o 5 otworzyli bramki i mogłem ruszyć dalej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nadałem plecak i poszedłem zwiedzać kolejne hale, sklepy i ławki. Każde następne 15 minut odhaczałem i liczyłem dalej. W końcu o 9 wszedłem na pokład norweskiego Dreamlinera i czekałem. Bałem się trochę, że będzie komplet, ale obok mnie miałem wolne miejsce, a dwa siedzenia dalej usiadł miły, starszy pan, z którym chwilę porozmawiałem. Żeby było śmieszniej odezwał się do mnie pierwszy i skomplementował moją brodę, która po ponad 3 miesiącach bez golenia, wyglądała już naprawdę imponująco. Zapytał się skąd na nią pomysł, więc powiedziałem mu, że dość długo podróżowałem i miałem kaprys niegolenia się. Gdy zapytał się gdzie podróżowałem, to tylko uśmiechnąłem się pod nosem i odpowiedziałem mu, że 15 lipca ruszyłem z Gdańska i jechałem autostopem przez Litwę, Łotwę, Rosję, Kazachstan, Kirgistan, Chiny, Laos, Tajlandię i Birmę, że widziałem Plac Czerwony, bezkresne lasy Rosji i kazachskie stepy, że przez kilka dni samotnie chodziłem w okolicach Tien-szan, że widziałem Wielki Mur Chiński i Terakotową Armię, że skakałem z wodospadów w Laosie i uciekałem przed uzbrojonymi Azjatami, że byłem nauczycielem angielskiego w sierocińcu dla dzieci uchodźców Birmańskich oraz że widziałem Złotą Pagodę w Yangonie i zachód słońca nad tysiącami świątyń w Bagan, że dojechałem na granicę z Indiami, ale mnie cofnięto i wylądowałem na przepięknej tropikalnej plaży, a po 3 miesiącach postanowiłem wracać i oto siedzimy obok siebie. Facet tylko się uśmiechnął i skwitował, że jestem niezłym podróżnikiem. Również się uśmiechnąłem i pozwoliłem sobie go poprawić „Nie jestem podróżnikiem, proszę Pana. Jestem autostopowiczem. Autostopowiczem z Polski”

Wprawdzie, to ostatni wpis z podróży, ale jeszcze jutro przygotuję mały „Epilog” o samym powrocie do rodzimego Gdańska:)

Strony:1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

1 komentarz dodany:

  1. czytalam Twoje przygody jak dobra, wciagajaca ksiazke, pewnie dlatego, ze niestety nie mialabym tyle odwagi, zeby ruszyc w swiat, zupelnie sama. dluzsza podroz aujtostopem wykonalam w szczeniecych latach, do francji i z powrotem.
    Ale do rzeczy- po przeczytniu Twoich wpisow pokrzepiajajaca jest wiedza, ze gdzies daleko, sa jeszcze ludzie gotowi pomoc drugiemu czlowiekowi za zupelna darmoche. Czy to w biednych kjrajach czy to tez w bardziej cywilizowanych. Watpie, abys byl podobnie traktowany jadac na zachod, ale moz sie mysle. Tak czy siak, wielki szacun i gratulacje! sama nie wiem, czy sobie zyczyc, aby moje dzieciaki odkryly w sobie pasje podroznika, bo mimo, ze piekna, to jest to chyba niebezpiueczna pasja.
    Z niecierpliwoscia czekam na Twoje dalsze opowiesci.
    pozdrawiam
    izolda

Dodaj komentarz