Birma 2013 – 4

Kierunek Bagan

Dzień 77 Projektu Podróżniczego ” Postcards From Europe”

Moim kolejnym punktem zwiedzania Birmy miala byc wizyta w Bagan, miejscu gdzie znajduje sie ponad 2000 swaityn buddyjskich. Do przejechania mialem blisko 600km, wiec postanowilem, ze rusze skoro swit i budzik nastawilem na 6.30.

Jak planowalem tak wstalem i o 7.00 bylem juz gotowy wychodzic z hotelu. Okazalo sie jednak, ze za te przeklete 15$ mialem rowniez sniadanie. Wprawdzie nie jakies krolewskie, ale 2 tosty, jajko i dzem, to jednak dwa tosty jajko i dzem! Zadowolony ruszylem w to samo miejsce, gdzie wczoraj przyjechalem autobusem, liczac, ze analogicznie jakis bedzie lecial w przeciwnym kierunku, za miasto.

30 minut szybkiego marszu i po chwili szukania, zlokalizowalem przystanek. Zapytalem sie grzecznie osob na przystanku, ktory z nich wyjezdza za miasto i okazalo sie, ze praktycznie kazdy. Caly szczesliwy bylem gotowy wladowac sie do pierwszego, ktory podjedzie, ale zaczepil mnie jegomosc w bialej koszuli. Sprawial wrazenie pracuacej tam osoby i poinformowal mnie, ze za bilet bede musial zaplacic 500 czatow. Zdziwilem sie i odpowiedzialem, ze do tej pory placilem jedynie 200 i nikt nie robil problemow. Chcac mu udowodnic podszedlem do autobusu, ktory sie wlasnie zatrzymal i bylem wcisnalem pracownikowi busa 200. W tym momencie „biala koszula” zaczela mowic cos po birminsku do kierowcy i ten nagle zmienil cene na 500 czatow. Zirytowany wyszedlem z busa. Gdy podjechal kolejny, sytuacja sie powtorzyla. Biala koszula podbiegla do kierowcy i ten kazal mi placic 500 zamiast 200. Bylem niemile zirytowany, bo wprawdzie jest to tylko roznica okolo 50gr, ale zalatywalo mi to klasycznym naciaganiem obcokrajowca. W koncu stwierdzilem, ze po prostu sobie postoje dopoki jegomosc nie odejdzie.

IMG_20131009_064718

Po kilku minutach podeszla do mnie parka mowiaca po angielsku i zapytala czy mam jakis problem. Wytlumaczylem im, ze moj problem stoi obok mnie i nie chce sie odczepic. Usmiali sie i powiedzieli, zebym wsiadl z nimi, to wszystko zalatwia. Wsiedlismy do autobusu i bylo dokladnie tak jak wczesniej. Biala koszula zagadala do kierowcy i ten chcial mnie skasowac 500 czatow, ale wtedy parka powiedzila, ze oni placa, to kierowca nie mial serca kasowac od nich 500, wiec wzial jedynie 200, ktore oczywiscie im oddalem. Gdy usiedlismy wyjasnili mi, ze jest to klasyczna medoda na turystow.

IMG_20131009_064740Autobus okazal sie byc zlotym strzalem i wywiozl mnie daleko za miasto, gdzie stanalem z tabliczka „Meiktila” i po chwili mialem transport pick-upem na autostrade.

IMG_20131009_064950

IMG_20131009_065104

Na autostradzie klasyczny problem platnych drog w biednych krajach. Zero aut i same busy, ale za to mega pomocna policja. Nie dosc, ze mnie napoili, przetlumaczyli tabliczke, to jeszcze pomogli lapac i po kilku minutach mialem transport na 400km.

IMG_20131009_065421IMG_20131009_065435

I tutaj mala dygresja. Nie wiem czemu wiekszosc ludzi mysli, ze autostop przez to, ze jest darmowy to jest malo komfortowy. Od kilku miesiecy praktycznie za kazdym razem mam mnostwo miejsca, klimatyzacje i wyzywienie przy kazdej przejazdzce. Jeszcze co niektorzy mysla, ze to marnotractwo czasu, ale ja nigdy nie trace czasu na chodzenie na dworce autobusowe, kupowanie biletow i czekanie na konkretna godzine. Po prostu jak chce jechac, to wychodze o ktorej mi sie podoba i po kilku minutach mam transport.

IMG_20131009_065507Tym razem moim kierowca okazal sie byc emerytowany marynarz, ktory obecnie handluje autami i wlasnie jechal sprzedac kilka z nich do Mandalay. Mowil plynnie po angielsku, wiec sporo mi opowiedzial o tradycach, zwyczjach i historii Birmy, ale to opisze w poscie za 2 dni.

W trasie zatrzymalismy sie na obiad, gdzie jak klasyczny autostopowicz, zjadlem na zapas i to takie ilosci, ze pracownicy mojego kierowcy zaczeli mi bic brawo jak juz odlozylem sztucce. Bylem niemal na 100% pewny, ze wystarczy mi do jutrzejszego obiadu.

IMG_20131009_071439IMG_20131009_071538IMG_20131009_071608

Wysadzili mnie na krzyzowce trasy do Mandalay i Bagan, gdzie nie bylo kompletnie ruchu, wiec po prostu szedlem przez siebie, a gdy usiadlem, to pogadalem na migi z pasterzami i po chwili kolejne 5km odwiozl mnie skuter.

IMG_20131009_071647IMG_20131009_071749IMG_20131009_071812

IMG_20131009_071843

IMG_20131009_071906

Byla juz 17, wiec za mniej wiecej godzine spodziewalem sie zmierzchu, dlatego stwierdzilem, ze nie chce mi sie jechac dalej. Okolica byla przesliczna i postanowilem zostac. Przeszedlem sie nad jezioro, ktore widzialem na mapie i nie myslac wiele, wzialem sie za rozbijanie namiotu. W trakcie, pojawila sie obok mnie grupka mlodych chlopakow, po ktorych ewidentnie bylo widac, ze wybieraja sie nad jezioro. Wytlumaczylem im, ze jak skoncze rozbijac moj „hotel”, to chetnie pojde z nimi.

Po kilku minutach, wzialem recznik i ruszylem z nimi. Nie mowili kompletnie nic po angielsku, ale gdy doszlismy na umocniony brzeg jeziora, to malo kto sie tym przejmowal, bo jezyk nie byl potrzebny. Robilismy zawody kto szybciej doplynie po wyrzucona mydelniczke, kto dalej przeplynie pod woda oraz kazdy z nich kolejno chcial mi stanac na ramionach i kolejno ich wyrzucalem w powietrze. Bylo beztrosko i przepieknie, bo zachodzace slonce, towrzylo niezwykle kolorowa poswiate, ktora wraz z churami odbijala sie w tafi jeziora.

IMG_20131009_071933

IMG_20131009_072002

IMG_20131009_072046

IMG_20131009_072119

IMG_20131009_072212

IMG_20131009_072234

IMG_20131009_072319

Rozstalismy sie dopiero op zmierzchu. Wskoczylem do namiotu czysty, najedzony i po prostu szczesliwy. Bylo pieknie.

Strony:1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

Dodaj komentarz