Birma 2013 – 5

Polski Bagan

Dzień 78 Projektu Podróżniczego ” Postcards From Europe”

Wczoraj spalem jak zabity juz o 20, wiec juz jak tylko zaczelo switac, to zaczalem sie niespokojnie wiercic. „Czas sie zbierac” - pomyslalem i usiadlem na karimacie. Jeszcze nieprzytomny otwieram namiot, a tam w najlepsze siedzi sobie kucus. Spotkalem sie juz z nimi w Kirgistanie, ale jeszcze ani razu w Indochinahc. Oznaczalo to mniej wiecej tyle przebieranie i pakowanie sie w towarzystwie nieznajomego, ktorego fascynowal nawet moj bialy t-shirt.

IMG_20131009_073443

Namiot, po noclegu nad jeziorem, byl jeszcze dosc wilgotny, ale stwierdzilem, ze wysusze go pozniej i raz dwa spakowalem sie i wyszedlem na trase. Byla 5.30 rano. Chyba jeszcze nigdy tak wczesnie nie zaczalem. Ruch jak zwykle o tej porze, czyli zaden, wiec po prostu usiadlem sobie na plecaku i nie wiedziec czemu zaczalem w kolko nucic piosenke „bo do tanga trzeba dwojga”. Nie pytajcie mnie czemu, bo nie wiem. Co wiecej – nie mialem pojecia, ze znam slowa do tego, a tu nagle potrafie cala pierwsza zwrotke i refren.

IMG_20131009_073457

Mniej wiecej po dwudziestym powtorzeniu pojawila sie pomoc w postaci ambulansu, na ktory zamachalem raczej dla rozrywki, niz proby zatrzymania go, ale o dziwo sie zwolnil obok mnie. Caly uchachany wskoczylem do srodka i zaczalem sie rozgladac. Dzisiaj wiem jedno. Mam nadzieje, ze nigdy nie bede musial jechac takim ambulansem w potrzebie. Byl zdezelowany i tak naprawde, poza antycznym respiratorem, nie bylo tam niczego. Malo tego, to sol fizjologiczna czy woda utleniona byly po protu przelane w stare butelki po Pepsi i opisane naklejkami.

IMG_20131009_073625IMG_20131009_073555IMG_20131009_073535

Wysiadzili mnie w centrum ostarniej miejscowosci przed Bagan. Szybko spojrzalem na mape i po chwili liczenia wiedzialem, ze czeka mnie okolo 30 minut marszu. Nie myslac wiele, zarzucilem plecak i zwawo ruszylem przed siebie, bo wciaz bylo wczesnie, wiec slonce nie dawalo sie tak paskudnie we znaki. Gdy juz udalo mi sie opuscic miasto zostalem zabrany przez pick-upa, ktory wysadzil mnie dokladnie w samym centrum Bagan.

IMG_20131009_073713

Samo Bagan jest podzielone na trzy glowne czesci. Stare Bagan, Nowe Bagan i Nyaung U. W sumie obszar kilkudziesiesieciu kilometrow kwdratowych, na ktorym zlokalizowane jest ponad 2000 wiekszych i mniejszych swiatyn.

IMG_20131009_074245IMG_20131009_074101IMG_20131009_074028IMG_20131009_073936IMG_20131009_073911IMG_20131009_073817IMG_20131009_073748

Nie wiem czemu, ale spodziewalem sie tlumow, a tym casem przez pierwsze dwie godzinych przechadzania sie pomiedzy kolejnymi budowlami, nie spotykalem nikogo poza rolnikami i pasterzami. Czas tutaj jakby sie zatrzymal. Same stare drewniane wozy, rolnicy i pasterze z traydycyjnymi nakryciami glowy, a w tle ponad tysiacletnie swiatynie.

Dopiero gdy doszedlem do jednej z wiekszych swiatyn w okolicy, zobaczylem malenki bar i pare osob wchodzacych i wychodzacych ze srodka.Planowalem usiasc tam na chwile i odpoczac, bo mocowania plecaka juz dosc mocno dawaly mi sie we znaki i zblizalo sie poludnie,, wiec wolalem ten czas przeczekac w cieniu.

Wchodzac do swiatyni minalem w przejsciu dwojke bialych, ktorzy mnie pozdrowili, wiec im grzecznie odpowiedzialem, a po chwili stwirdzilem, ze warto zapytac gdzie sie zatrzymali, bo moze maja jakies tanie miejsce. Zaczelismy rozmawiac i powiedzieli, ze nocuja w hostelu za 8$ co jest bardzo przyzwoita cena jak na birminskie warunki, ale oprocz tego dodali, ze jak chce, to moge spac w okolicach swiatyni pod namiotem i nikt nie bedzie mi robil problemow. Wtedy w mojej glowie zapalilo sie swiatelko ostrzegawcze. Nikt z zachodznich turystow nie wpadlby na taki pomysl, wiec zapytalem skad sa i w odpowiedzi uslyszalem „Poland”. Ale jaja - wykrzyknlem i az sie usmiechnalem. Od wyruszenia nie spotkalem zadnych rodakow, az tu nagle dwoje na kompletnym pustkowiu. Ale okazalo sie, ze to nie koniec. Od slowa do slowa ustalilismy, ze zarowno ja jak i oni piszemy blogi o podrozach. Wciaz malo. Oboje studiowali w Gdansku i maja tam mieszkanie!

Moglbym opisywac to, ze podrozuja od 3 lat i mieli takie przygody, ze az mnie zazdrosc zrzera od srodka, ale po prostu polece Wam ich bloga, na ktorym opisali zarowno siebie jak i swoja trase. www.z2strony.pl

Z mojej strony moge napisac tyle co widzialem, czyli dwojke szczesliwych, dowcipnych, inteligentnych, mlodych ludzi, ktorzy realizuja swoje marzenia. Przesympatyczni i mimo tego, ze sa ode mnie starsi o te 7 lat, to dogadywalismy sie bezblednie i nadawalismy na tych samych falach.

Po 30 minutach rozmawiania w przejsciu, zaproponowali mi, zebym wrocil do hostelu z nimi. W sumie mega spodobal mi sie pomysl, wiec wraz z Tomkiem jakos zapakowalismy moj plecak na rame jednego z ich rowerow i ruszylimy w blisko 45 minutowy spacer do Nyaung U

Po dotarciu na miejsce marzylem tylko o prysznicu i chwili odpoczynku, wiec wspolnie ustalilismy, ze jak juz sie ogarne, to wsponie przejdziemy sie na obiad.

Po szybkim prysznicu i klasycznym praniu w zlewie, bylem gotowy na obiad, bo zapas, ktory zrobilem sobie wczoraj, dramatycznie sie konczyl. Po krotkim spacerku dookola „miasta”, w koncu zdecydowalismy sie usiasc w jednej z knajp, gdzie zamowilimy ryz z wszelkiego typu dodatkami, za ktore Tomek z Magda zaplacili rownowartosc 15zl(skubancy zarobili sie w Australii i nie chcieli mi pozwolic, zebym zaplacil za siebie;)). I znowu. Zjedlismy, a i tak siedzielismy jeszcze blisko godzine i rozmawialismy o podrozach, o blogach i o naszych planach na przyszlosc.

IMG_20131009_074954IMG_20131009_075251

W koncu jednak sie ruszylismy do hostelu, bo zblizala sie 16. Czas nas gonil. bo ja musialem jeszcze napisac post na bloga, a Tomek z Magda o 17 chcieli pojechac rowerami na zachod slonca, w okolice swityn. Brzmialo mega spoko, wiec postanowilem do nich dolaczyc.

Zachod, mimo ciemnych, burzowych chmur okazal sie super pomyslem. Widok ze swiatyni byl po protu nieziemski.

IMG_20131009_075319

IMG_20131009_075352

IMG_20131009_075434

IMG_20131009_075514

IMG_20131009_075635

IMG_20131009_075603

Ciekawa sprawa bylo rowniez mini targowisko przed wejsciem. Kilkudziesieciu mieszkancow Bagan, na wszelakie sposoby probowalo sprzedac swoje artykuly turystom. Poczawszy od pocztowek(tak, pamietam i mam juz blisko 80 gotowych do wyslania), przez spodnie, koszulki i obrazki. Dodatkowo przesmiesznie sie targowali i uzywali wielu ciekawych chwytow. Jeden chlopak jak sie dowiedzial, ze jestesmy z polski, to reklamowal swoje malowidla powtarzajac po polsku - „Super okazja! Taniej niz w Biedronce!”. Dziewczyna, ktora sprzadawala koszulki tez robila co mogla i gdy jednak przyjela do wiadomosci, ze nie kupie od niej nic to powiedziala „Marry me and all t-shirts for free”.

na2

Gdy juz slonce zniklo pojawily sie pioruny, a ze byla dopiero 18.30, wiec postanowilismy pojezdzic jeszcze troche po ciemku i sprobowac zrobic zdjecia, na ktorych uwiecznimi grom z czarnego nieba. W moim przypadku aparat nie wchodzi w gre, bo zwykla kompaktowka nie podola takim zabiegom, ale kamera jak najbardziej. Jako pierwszy uwiecznilem piorun na tle swityni. Pozniej Magda, a Tomek, no coz, Tomek ma jeszcze przed soba rok podrozy, wiec moze kiedys mu sie uda.

W koncu zawrocilismy do hotelu i scigajac sie z kropiacym deszczem, jechalismy w ciemnosciach, rozswietlanych co kilkadziesiat metrow przez pojedyncze latarnie. Reszte wieczoru spedzilismy na tarasie pijac zimne piwo i rozmawialismy do 23.

na 1

Strony:1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

Dodaj komentarz