Birma 2013 – 7

Codzienność w Birmie

Dzień 80 Projektu Podróżniczego ” Postcards From Europe”

Cały dzisiejszy dzień spędziłem w Mandalay, mieściegdzie nie ma specjalnie nic do zobaczenia,ale jest to jeden z trzech najważniejszych ośrodków miejskich w Birmie.

Z rana załatwiłem ostatnią na tej wyprawie wizytę w Western Union, żeby wypłacić pieniądze i po wymienieniu części na dolary, a reszty na czaty, wypożyczyłem rower w hotelu i bez jakiegokolwiek planu postanowiłem pojeździć po mieście. Mapę zostawiłem w pokoju, bo i tak nie jest w Mandalay potrzebna. Wszystkie ulice sa logicznie ponumerowane i łatwo się połapać, że jeżeli jest się na krzyzowce 26 i 81 to jak trafić róg na 19 i 92. Zero meczenia się z poprawną wymową tylko podaje się kombinację liczb i wszystko jasne.

Nie miałem planu na dzień i nie mam planu na ten post, dlatego postanowiłem w nim wypisać wszystko co mi palce na klawiaturę naniosa. Na pierwszy ogień ludzie w Birmie.

IMG_20131009_092032IMG_20131009_092105IMG_20131009_092119IMG_20131009_092140

Jeden z głównych tematów, który przewija się w wiadomościach o Birmie, to zamieszki na tle etnicznym lub religijnym. Póki co przejechałem jedynie przez dwa regiony, w których był/jest problem z jednym lub drugim.

Etniczne to Kachinowie, w większości mieszkający przy granicy z Tajlandia. Gołym okiem nie zobaczysz różnicy, ale mają własny jezyk, zwyczaje i kulture. Po prostu od kilkudziesięciu lat domagają się niezależności, a junta jej odmawia i dość krwawo tlumi jakiekolwiek jej objawy. Po każdych zamieszkach do Tajlandii napływają nowe masy uchodźców, prześladowanych w kraju. Ostatnie miały miejsce w 2011, a za granicę uciekło wtedy blisko 10,000 osób. Ci którzy zostają w znacznej części utrzymują się z rolnictwa, drobnego handlu i przemytu, bo większość terenu, który zamieszkują, to góry porośnięte dżungla, co sprzyja przemytowi i lokalnej partyzantce.

Co do zamieszek na tle religijnym, to owszem istnieją, ale są sporadyczne i tylko na poziomie lokalnym. I tylko pomiędzy muzlumanami i buddystami. W stanie Chin, który odwiedziłem, a gdzieś chrześcijanie stanowią większość(4% ogółu populacji) wszyscy żyją w zgodzie od blisko 400 lat.

IMG_20131009_092301

To tyle negatywnych spraw związanych z ludźmi, bo tak długo jak nie angazujacie się w Birmie w politykę, to ludzi pokochacie. Tutaj nie ma 5 minut, żebym ktoś się do mnie nie uśmiechał. W Chinach było podobnie, ale tam biały był po prostu sensacją, a tu jest bratem. Jedziesz rowerem, to wszyscy się uśmiechają lub machaja, a dzieciaki podbiegaja i zbijaja piątki lub się z Tobą ścigają. Usiadziesz gdzieś na chwilę, to po minucie ktoś podejdzie i zapyta czy może Ci jakoś pomóc. Zrób im zdjecie, a następnie pokaż, to będziesz żałował, że z boku ktoś nie robił kolejnego zdjęcia, bo ich zaciesz jest bezcenny.

Uśmiech w Birmie jest czerwony. Na początku myślałem, że po prostu nikt nie nauczył ich używać szczoteczki do zębów, ale wyjaśnienie jest dużo ciekawsze i nazywa się ‚tu wpisz nazwe’. Jest to ich odpowiednik naszej gumy do żucia. Już a sierocincu jeden z nauczycieli, to zul, ale głupio mi było pytać co to takiego. No ale do rzeczy, co to tak właściwie jest? Otóż jest to nic innego jak liść, ‚nazwa’ posmarowany biała substancją, samkujaca jak pasta do zębów z pieprzem, i z pikantnymi kawałkami ‚nazwa’. Pachnie jak guma mietowo-pieprzowa i gdybym mnie z czym mi się kojarzy Birma, to odpowiedziałbym, że właśnie z tym zapachem. Skutkiem ubocznym żucia, a właściwie ssania ‚nazwa’ jest paskudnie czerwona slina, która pluja na około. Tuż po wjeździe do Birmy, widziałem sporo czerwonych plam na ziemi i już sobie w głowie tworzyłem tytuły ‚ziemia krwią splamiona’, a tu mi wychodzi ‚Ziemia, na która się pluje’.

Z serii ciekawostki, to wszyscy faceci tutaj noszą spódnice o nazwie ‚nazwa’, a gdy robią sisiu, to sobie podwijaj kiecke i kucaja jak dziewczynki.

IMG_20131009_092332IMG_20131009_092402IMG_20131009_092518IMG_20131009_095226IMG_20131009_095153IMG_20131009_095128

Jedzenie różni się o dziwo od tego co widziałem w Chinach, Laosie czy Tajlandii. Po pierwsze bazą jest ryż i to on jest głównym daniem na stole. Oprócz niego dookoła ląduje z reguły około 6 malutkich talerzykow z warzywami, mięsem czy sosami. Normą jest np. jedna kostka,nazwijmy to, gulaszu na cały talerz, bo bierze siępo trochu wszystkiego na talerz, a następnie miesza z ryżem. Na początku myślałem, że je się rękoma, ale koniec końców używają widelca(lewa ręką) i łyżki(prawa ręką). Cena dobrego obiadu, to około 3zł. Mówiąc dobrego, mam na myśli takiego, że ja się najem, a jem zawsze na zapas.  Fajna rzeczą jest to, że nigdy nie rozmawiają podczas jedzenia tylko jedzą jak najszybciej.
Nie miałem okazji jeść jakiś specjałów, tylko z reguły to co jedząlokalni, ale w głowie zapadła mi jedna wyjątkowa rzecz. Otóż do każdego obiadu podają koszyk z warzywami(ogórki, marchewka, szpinak, pietruszka, sałata), które je się mieszając uprzednio w bardzo pikantnym sosie.

 

IMG_20131009_095055IMG_20131009_095035IMG_20131009_095018

Autostop jest łatwy, ale pod warunkiem, że jeżdżą auta. Moim największym problemem jest właśnie ich brak. Z reguły biorą też motory,ale z reguły na bardzo krótkie dystanse. Łapać można wszędzie, bo też wszędzie można się zatrzymać. Dodatkowo drogi są tragiczne. Wyrwy na drogach czy kompletnie zalane fragmenty tras, to nie wyjatki tylko codzienność. W porze deszczowej większość dróg może być nieprzejezdna lub w takim stanie, że trasa tylko dla dobrych terenowek. W ogóle na drogach królują terenowki lub zdezelowane ciężarówki,więc klasyczną podwozka jest jazda na ‚pace’

Problemem może być za to nocleg pod namiotem. O ile jesteście naprawdę na kompletnym zadupiu, to okej, ale jeśli jest to średniej wielkości miasteczko, to bądźciepewni,że na 100% ktoś zadzwoni, do ‚imigration officer’, który jak już Cię dorwie, to nie odpusci i dopilnuje, żebyś zapłacił za hotel. Dobra rada. Jak już jakiś Was dorwie i zapyta pytanie o kolejne miejsce, to zawsze podawajcie jakieś duże miasto. Czemu? Otóż ostatnio dowiedziałem się ostatnio, że imigracyjni, to jedna wielka, zamknięta rodzinka, wpełni oddana służbie państwu. Żaden z nich nie pozostaje w jednym miejscu dłużej niż miesiąc, a następnie jest przenoszony w kolejne miejsce. Co pół roku mają 3 miesiące przerwy i znowu. Jeśli powiesz jednemu, gdze jedziesz, to bądź pewny, żezadzwoni do kumpla i powie, żeby się Ciebie spodziewał(zakładając, ze jedziesz do małego miasteczka).

IMG_20131009_094955IMG_20131009_094925IMG_20131009_094814IMG_20131009_094755IMG_20131009_095519IMG_20131009_095458IMG_20131009_095404IMG_20131009_095329

Co do zwiedzania, to są tu może takie typowe 3 ‚must see’. Jest to Złota Pagoda, Bagan i Jezioro Inle’. Wszystkie zdeydowanie polecam. Co ludzie robią tutaj przez miesiąc? Przepadają. Poważnie. Mimo, że każde miasteczko jest dla mieszkańców mikrokosmosem, który rzadko opuszczają, a które dla przyjezdnych wygląda identycznie jak 10 poprzednich, to jest w tym coś magicznego. Maleńki bar z podstawowymi daniami, tradyjna zabudowa, drewniane wozy z zaprzegnietymi bawolami, dzieci kapiace się w rzecze i kobiety, które pilnują ich robiąc pranie. No i widoki. Birma jest przesliczna. Nie mam pojęcia czemu, ale tu po prostu nie ma krzaków, wszędzie trawa, pola lub góry i rzeki, ale zawsze znajdziesz kawałek ziemi dla siebie.

Post o wszystkim i o niczym,ale wracając do mojej rowerowej przejażdżki, to jakimś cudem zajechalem do portu, gdzie też żyją ludzie, ale warunki uwlaczalyby nawet zwierzętom.

Później trafiłem jeszcze do kompleksu pagod, ale żadna mnie specjalnie nie powalila. Wychodząc natknąłem się na masę stoisk z klasyczną tandeta dla turystów, ale przechadzalem się to w jedną to w drugą stronę, żeby coś wybrać dla rodzinki, aż w pewnym momencie uskyszalem pytanie po angielsku – ‚nie znudziło Ci się?’ Zdebialem, bo słowa te wypowieziala mniej więcej 8 letnia dziewczynka, która sprzedawała bizurterie. Okazało się, że mówi płynnie po angielsku, więc usiadłem obok niej i przegadalem dobre 45 minut, wzbudzając sensację wszystkich sprzedawców.

IMG_20131009_095246Do hotelu wróciłem o 18, wziąłem prysznic i poszedłem do kafejki internetowej planować trasę na jutro. Do Indii z Mandalay prowadzą dwie trasy.Zasugerowalem się tym co mówiły Google Maps(glupi ja) i na początek wybrałem opcję Mandalay-Shewbo-Kalewa. Ale to, na jakie natrafiłem problemy, będziecie mogli poczytać jutro:)

Strony:1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

1 komentarz dodany:

Dodaj komentarz