Birma 2013

Autostopem Do Birmy

Dzień 75 Projektu Podróżniczego ” Postcards From Europe”

Zycie w sierocincu  codziennie zaczyna sie o 6.00, wiec nie mialem wyjscia i zostalem wyciagniety z namiotu przez krzyczace dzieci „Techacher sleepingo no!”. „Nie ma zmiluj, trzeba wstac.” - pomyslalem i wzbudzajac niemala sensacje, wszedlem z namiotu.

David byl na markecie i planowo mial wrocic o 7.15, zeby zawiezdz mnie na granice wraz z pierwszymi kursem po dzieciaki. Zakupy jednak sie przeciagnely i gdy wrocic powiedzial tylko, ze zawiezie mnie o 9, bo chce jeszcze ze mna zjesc sniadanie. Bylo mi to jak najbardziej na reke, bo oznaczalo to, ze mialem jeszcze troche czasu na ogarniecie wszystkiego przed przekroczeniem granicy. Wraz z Rino szukaliśmy jeszcze w internecie jakis aktualnych informacji o sytuacji na granicy Indie-Birma, ale wszystkie zrodla mowily, ze jej przekroczenie jest nie mozliwe. W sumie wiedzialem, to juz wczesniej, ale i tak sobie postanowilem, ze sie nie poddam dopoki nie pojade i nie sprawdze tego sam.

Gdy w koncu zjedlismy sniadanie, David przetlumaczyl mi moj autostopowy list i bylem gotowy do drogi. Wsiadlem do auta i jako, ze nie znosze pozegnan, to po prostu pomachalem dzieciakom, ale te zaczely krzyczec - „Picture teacher. No go!” . Znowu wymieklem i wysiadlem, zeby sobie zrobic zdjecie z moimi uczniami. Kilka minut pozniej bylem juz na granicy

IMG_20131005_101406[1]

Moja klasa tuż przed wyjazdem

Birma. Czemu wszyscy sie nia tak ekscytuja? Po pierwsze dlatego, ze strasznie ciezko sie do niej dostac. Do tej pory mozna bylo praktycznie tylko samolotem lub do miast przygranicznych na tzw „visa run”. Dopiero 28 sierpnia tego roku Birma otworzyla granice z Tajladia i posiadacze wizy(nie mozna jej nabyc na przejsciu graniczym) moga przekroczyc granice i wjechac w glab ladu. Dodatkowym problemem sa tzw. „Restricted areas”.  Z reguly gorzyste obszary, porosniete dzungla, w ktorej ukrywaja sie partyzanci walczacy o niepodleglosc niektorych regionow. W miejscu gdzie przkraczalem granice, dominujaca mniejszoscia etniczna sa Karenowie, korzy od kilkudziesieciu lat sa przesladowani i spora czesc z nich musiala uciekac wlasnie do Tajlandi. Przejazd przez te regiony wiaze sie z ryzykiem w postaci ekstra oplat, bo przed wjazdem trzeba zaplacic policjantowi, a pozniej (jak sie poszczesci), to rowniez partyzantom, ktorzy po prostu wychodza z dzungli i ustawiaja wlasne punkty kontrolne. Wiadomo zawsze jest ryzyko, ze moga porwac dla okupu czy cos takiego, ale to tez sa ludzie, wiec zakadam, ze trzeba naprawde trafic na fanatyka, zeby miec problemy.

IMG_20131005_101437[1]

Przejście graniczne między Birmą a Tajlandią

Granica po miedzy Tajlandia i Birma, to tak zawany „Most przyjazni”, ale jest to tylko droga dla turystow, bo lokalni i tak przeplywaja sobie dowolnie z kraju do kraju na lodziach, ktorych nikt nie kontroluje.

IMG_20131005_101502[1]

Widok na rzekę graniczną pomiędzy Tajlandią i Birmą

IMG_20131005_101527

Informacja o otwarciu przejścia granicznego Mae Sot

Na wejsciu powital mnie przepily straznik slowami „Witaj w naszym kraju i zaprosil do odprawy, gdzie zostalem poczestowany ciastem i w milej atmosferze odpowiadalem na klasyczne pytania „Skad?Dokad?Po co?””, a nastepnie grzecznie mnie pozegnali, zyczac szerokiej drogi.

IMG_20131005_101631

Biuro pograniczników birmańskich

IMG_20131005_101612

Brama wejściowa do Birmy

Na poczatku musialem przedreptac cale miasto i dopiero gdy skonczyly sie budynki zaczalem lapac. Pierwsze auto i zgarnal mnie facet, ktory chwile pozniej zalatwil mi transport dalej. Przez gory dane mi bylo przejechac z dwoma kobietami i facetem za lkolkiem. Zadne z nich nie mowilo po angielsku, ale jakos sie dogadywalismy. Pokazali mi, zebym sie ukrywal przy posterunkach policji, bo beda chcieli ode mnie kase. Dopiero gdy w koncu wjechalismy w dzungle, moglem oworzyc okno.Nie mniej jednak droga sama w sobie jest tragiczna, ale z pieknymi widokami. Dodatkowo, zeby bylo smieszniej, w dni parzyste mozna jechac tylko w kierunku Tajlandii, a w nieparzyste w glab ladu, bo nie ma szans, zeby dwa auta minely sie na drodze.

IMG_20131005_101721

Nawet nie mam pomysłu jak opisać to zdjęcie

IMG_20131005_101808

Mój pierwszy kierowca w Birmie

IMG_20131005_101830

Pasażerka czytająca list autostopowicza

IMG_20131005_101854

Droga przez góry

IMG_20131005_101914

Klasyczny autobus w Birmie

IMG_20131005_101739

Birmańskie normy ekologiczne

IMG_20131005_101937

Hej przechyły i przechyły, za autem auto mknie.

IMG_20131005_102001

Wprzedzanie na drugiego. Poboczem

IMG_20131005_102026

Typowa zabudowa w birmańskich górach

IMG_20131005_102052

Prawie jak Trójmiejski Park Krajoobrazowy

IMG_20131005_102113

V jak Vandetta

Gdy w koncu przejechalismy gory zatrzymalismy sie na obiad. Dostalem miske ryzu i nieznanego pochodzenia mieso, ktore bylo calkiem znosnie. Ciekawostka Nie mialem pojecia jak sie je w Birmie, wiec po prostu czekalem az wszyszycy zaczna i dopiero wtedy zauwazylem, e jako jedyny mam sztucce. Moi wspolpasazerowie jedli rekoma. Nie chcac byc gorszy, odstawilem lyzke oraz widelec i zaczalem babrac rekoma w ryzu. Wywolalem tym sporo smiechu, ale widzialem tez, ze byli mega szczesliwi, ze tak jem. Oprocz ryzu dostalem zupe, ktora pachniala tak, ze az mi sie plakac chcialo. Gdy sprobowalem, moje obawy sie potwierdzily – pikantna jak diabli. Kazda kolejna lyzka wypalala mi usta i wnetrznosci, a jedyne o czym moglem myslec, to to jakie kongo bede mial wieczorem w toalecie.Gdy w koncu skonczylem, umylismy rece i wsiedlismy do auta. W pewnym momencie mijalismy kozy i po gestach kobiety obok mnie zrozumialem, ze na obiad zjadlem koze.

IMG_20131005_102136

Pierwszy birmański obiad

IMG_20131005_102159

Ibidem.

IMG_20131005_102220

Ibidem, ale już z brudnymi rękoma

IMG_20131005_102241

Soczek ze świeżych owoców.

Po opuszczeniu gor droga stala sie po prostu sliczna. Wszedzie plasko i przepiekne drzewa. Nie wiem czemu, ale najbardziej podobaly mi sie drzewa., ktore oplataly liany dwa razy grubszeniz udo Pudzianowskiego. Dopiero gdy dojechalismy do wiekszego miasta poczulem, ze cos jest nie tak, bo kierowca zjechal z glownej trasy. Okazalo sie, ze chcial mnie wcisnac do autobusu. Wytlumaczylem, ze „no bus, no taxi, no train” i gdy okazalo sie, ze oni tutaj koncza, to po prostu zarzucilem plecak na siebie i ruszylem dalej.

IMG_20131005_102308

Pierwsza kontrola Imigracyjnych

IMG_20131005_102341

żaluzje birmańskie

IMG_20131005_102405

Typowa zabudowa Birmy

IMG_20131005_102426

Podrywaczka „na śpioszka”

IMG_20131005_102446

klimatyzacja, widoki i komfort w jednym

Na mapie mialem do przjscia ponad 8km przez miasto, ale sie poszczescilo i zabral mnie bardzo nuczynny motocyklista, ktory wywiozl mnie az na trase w kierunku Yangonu.

IMG_20131005_102513

Transport przez całe miasto na skuterze

IMG_20131005_102546

Thanton – jezioro

IMG_20131005_102701

Thanton – jezioro – Pasha

IMG_20131005_102737

Nienajgorsze miejsce na rozbicie namiotu

Byl juz 16, wiec za dwie godziny mialo zaczac sie sciemniac, dlatego postanowilem dojechac do kolejnej miejscowosci na trasie i po prostu tam poszulkac miejsca na nocleg. Zranelo mnie malzenstwo, ktore jechalo dokladnie tam gdzie chcialem, ale niestety znowu skonczylem w centrum, wiec musialem dralowac z buta. Minusem Birmy czy Laosu jest to, ze wiekszosc mniejszych miejscowosci jest po prostu usytuowanych wzdluz drogi i ciagna sie przez kilka kilometrow. W koncu o 20 zdecydowalem sie na tup-tupa . Za rownowarosc 1$ mlody chlopak zgodzil sie mnie wywiezc. Koniec koncow tak sie dogadywalismy, ze nie tylko mnie wywiozl, ale tez wskazal idealne miejsce i pomogl rozbic namiot.

IMG_20131005_102754

Chwila rozmowy na migi…

IMG_20131005_102811

…i jest nocleg!

W koncu dalem do zrozumienia, ze planuje isc spac, wiec sie pozegnalismy, a ja wzialem swoj prysznic w btelce i zaleglem spac.

Strony:
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

Dodaj komentarz