Chiny autostopem 11

Wczoraj wieczorem napisał do mnie Tomek, Polak mieszkający w Chengdu, że mnie serdecznie zaprasza do stolicy Syczuanu. Okazało się, że również jest autostopowiczem i może mnie przenocować od poniedziałku. Tylko, że była dopiero sobota. Miałem całe dwa dni i tylko 500km do przejechania.

Na śniadanie zszedłem dopiero o 9, a gdy wróciłem do pokoju, wziąłem jeszcze prysznic na zapas( zawsze w podróży jem na zapas, biorę prysznic na zapas, pranie i toalete, bo nigdy nie wiem kiedy będzie kolejna okazja)  i postanowiłem zrobić prezent mojemu dobroczyncy, który zapłacił za mój pobyt w Xian.

W recepcji poprosiłem, żeby przetlumaczyli mi krótkie podziękowanie, które następnie wysłałem MMSem na numer podany na jego wizytowce. Jeśli im wierzyć, to naskrbalem tutaj coś w stylu ‘Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłeś’. A co! Niech się chwali, że ma zdjecie białego z tabliczka.

image

Hotel opuściłem dopiero o 11 i poszedłem kombinować jak się wydostać z miasta. Wbrew pozorom, nawet w dużych chińskich miastach, komunikacja działa w miarę logicznie. Jedyny problem, to ustalenie, który autobus jedzie w kierunku wylotowki. Z reguły po prostu podchodzi się do każdej osoby na przystanku i pokazując miejsce na mapie oraz rozkład autobusów, można dość sprawnie ustalić, który z nich nas interesuje. Czasem trochę to trwa, bo mimo posługiwania się angielskim na poziomie przedszkolaka (‚I go here. Show me bus. Go there’ ) i żywej gestykulacji, jest dla nich niepojęte, że ktoś może nierozumiec krzaczkow pisanych w pionie.

image

Na bramkach pojawiłem się mniej więcej po godzinie jazdy i trzykrotnej zmianie autobusu. Bez sensu było jechać prosto do Chengdu, wiec postanowiłem zwiedzić jedną miejscowość, która leżała kilkadziesiąt kilometrów od głównej trasy. Mimo, że było to nieco ponad 400km, to dojazd tam zajął mi ponad 6 godzin. W głównej mierze dlatego, że za każdym razem jak już coś złapałem, to akurat trafiałem tak, że sobie kierowca robił przerwę.

image

image

image

Do miasta Langzhong dojechałem o 19 i miałem do wyboru dwie opcje. Albo iść do miasta i spać w hostelu albo rozbić się gdzieś przy autostradzie i dopiero rano pójść zwiedzić miasto. Wybór prosty. Namiot.

Znalazłem urocze pole gdzieś między hangarami a bagnami i już o 20 leżałem w spiworze. W sumie nie wiem czemu, ale zawsze gdy śpię w namiocie, to następnego dnia jestem dużo bardziej wypoczęty aniżeli po nocy w hostelu. Dlatego cały szczęśliwy, ze świadomością, że się wyśpię w ciszy i spokoju powiedziałem sam do siebie ‚Niach, niach, niach’ i zakopany po sam nos zasnąłem. Nie pytajcie czemu ‚Niach, niach, niach’, po prostu tak mam. Koty mrucza jak im dobrze, a ja robię ‚Niach, niach, niach’ i się zakopuje po nos.

Dzień 43

Obudziłem się o 8 rano. Po 11 godzinach snu byłem jak nowonarodzony i wciąż stosunkowo czysty. Przeturlalem się po kilku kamieniach znajdujących się na wysokości nerek i przecierajac oczka zacząłem się pakować. Dzisiaj w planie zwiedzanie, a później wyjazd na trasę i nocleg w odległości okolo 200km od Chengdu.

Jak zwykle rano moim największym problemem jest namiot mokry od środka. Mimo, że otwieram wszystkie lufciki i zostawiam uchylone ‚drzwi’ to i tak wilgoć osiada na ściankach. Jestem gorący chłopak( bynajmniej nie ciepły, hehe), ale czasami ta wilgoć po postu jest irytujaca. Czekanie zanim wszystko wyschnie, to czesto kwestia nawet 45minut. Dodatkowo pogoda dzisiaj też była przeciwko mnie i od rana kropilo, więc namiot pakowałem mokry

(Tutaj powinno być zdjęcie namiotu i miejsca gdzie spałem, ale jak zwykle przypomniałem sobie o tym jak już wszystko było spakowane)

Przeszedłem się w kierunku miasta i na chybił trafił, wsiadłem w autobus, który na moje szczęście jechał w pobliże starego miasta. Średnio chciało mi się zwiedzać z dwoma plecakami, więc zaszedłem do jednej z wielu knajp i zapytałem czy mogę na godzine zostawić rzeczy. Oczywiście bezproblemowo się zgodzili.

Stare miasto Langzhong jest typowym przykładem chińskiego budownictwa sprzed kilku wieków. Kilkanascie małych uliczek zabudowanych niskimi, ciemnobrazowymi budynkami, z czarnymi dachami i wszechobecnymi czerwonymi lampionami.

image

image

image

image

Ładne i lekkostrawne zwiedzanie, po którym przeszedłem się do restauracji i zjadłem obiad. Klasycznie zdałem się na mój szczęśliwy palec wskazujący, który tym razem w przedziale 5-10zł wylosowal mi piekielnie ostre warzywa z ryżem.

image

Była dopiero 14, więc miałem full czasu. Postanowiłem odwiedzić serwis elektorniczny, bo tablet, z którego korzystam, miało ostatnio spotkanie trzeciego stopnia z ziemią i słabo łapał sygnał. Byłem przygotowany na ciężką walkę i próbę wytłumaczenia co mi szwankuje w tablecie, ale okazało się, ze gdy zadałem pytanie ‚Do you speak english’ w odpowiedzi usłyszałem ‚yes, what’s up?’. Nie tylko mi naprawili antenę(tj. dolutowali drucik, żeby lepiej łapała sygnał), ale uprzejmie poinformowali, że jeśli planuję spędzić w Chinach dodatkowe dwa tygodnie, to muszę doladowac konto.

image

W końcu o 16 wyjechałem na wylotowke i zacząłem łapać. Mniej niż minuta, a już jechałem tam gdzie planowałem. Jedynym problemem był coraz to mocniej padający deszcz. Nie dość, że miałem mokry namiot, to jeszcze zapowiadało się, że będę spał w deszczu. Jednym słowem szykowałem się na chłodną i błotnista nocke.

Po 2 godzinach jazdy, mój kierowca wysadził mnie na rozjezdzie dróg. Paskudnie padało. Mając czare myśli, zacząłem iść przed siebie i wtedy zobaczyłem stację benzynową. Szczęśliwy, podszedłem bliżej i natknąłem się na barierki i zamknięte ogrodzenie. Nieczynna stacja benzynowa! Przeskoczyłem płotek i zostawiając plecaki pod dachem, poszedłem na rekonesans. Sam budynek zamknięty na cztery spusty, kamery zdemontowane i otwarta toaleta. Nie wierząc we własne szczęście, sprawdziłem jeszcze czy jest prąd w gniazdkach. Był. Autostopowy nocleg marzeń. Do autostrady mniej niz 200m, dach nad głową, prąd i toaleta. Jakbym jeszcze znalazł biały papier toaletowy to bym się pewnie obudził, bo wszystko wyglądało jak w śnie. Rozbilem, a raczej tylko rozłożyłem namiot i wziąłem się za pisanie bloga.

image

Jeszcze przed snem porozmawiałem z rodziną i zadzwoniłem do Tomka, ustalilić o której spotykamy się w Chengdu. Stanęło na 11.30.

image

Strony
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17

Dodaj komentarz