Chiny autostopem 4

Wstałem równo ze słońcem, które na horyzoncie pojawiło się około 7 rano. Spakowałem wszystko i z nie do końca jasnym planem zobaczenia Wielkiego Muru Chińskiego, ruszyłem w kierunku miasta.

image

Przewodnik poinformował mnie, że opcje dostania się na mur są dwie. Pierwsza to taksówka, a druga to rower. Żadne autobusy komunikacji miejskiej tam nie dojeżdżają. Rower brzmiał bardziej przekonywujaco, ale do wypożyczalni trzeba było dojść, a do przejścia miałem 6 km przez miasto. Zszedłem z autostrady i ruszyłem w kierunku centrum.

Po drodze miałem pierwszy raz w tej podróży ogladac poranek w prawdziwich Chinach. O ile w prowincji Xinjiang bardziej czuje się jeszcze wpływy Bliskiego Wschodu niż Chin, to już w regionie Gansu, do którego wjechałem wczoraj wieczorem, przeważają te drugie.

image

image

Idąc przez miasto widzi się już tylko przedstawicieli chińskiej większości etnicznej nazywanej ‚Han’, którzy stanowią blisko 93% populacji Państwa Środka. Na każdym skwerze ludzie albo tańczą albo ćwiczą ‚Tai-shi‘. Idąc, widzę jak miasto powoli budzi się do życia. Coraz więcej skuterów, wyjeżdżających na miasto, które trabia na wiwat i często bez powodu. Mam nawet własną teorię dotyczącą trabienia w Chinach. Z reguły ma ono kilka etapów. Pierwsze trabniecie ma miejsce z dużym wyprzedzeniem, żeby np. temu kogo wyprzedzają błysneło w głowie, że ktoś go może chcieć wyprzedzić. Drugie trabniecie następuje chwilę później i istnieje tylko po to, żeby upewnić wyprzedzanego, że mu się nie wydawało i rzeczywiście ktoś chce go wyprzedzić. Kolejne w zależności od prędkości wyprzedzającego i wyprzedzanego może trwać chwilę dłuższą lub krótszą i to można interpretowac różnie. Krótkie oznacza ‚jestem obok. Mijam Cię’. Dłuższe to ‚Witam, właśnie Cie mijam, więc będę wdzięczny jeśli nie zjedziesz na mój pas’ lub ‚Jaaaaaaaaaadeeee obooook!’ . Gdy już się wszystko uda, to następuje kolejne, krótkie podziękowanie, które jednocześnie jest wstępem do kolejnego wyprzedania. Pomnóżcie to razy ilość aut w Chinach, a dosłownie je usłyszycie.

Wczoraj, nie licząc chleba na śniadanie, nie jadłem nic, więc pierwszą rzeczą, którą chciałem załatwić, to się porządnie najeść. Gdy w końcu wyczułem apetyczny zapach, rozejrzalem się i po ustaleniu jego źródła, skierowałem się w stronę ulicy, gdzie zjadłem jedno ze smaczniejszych śniadań w mojej podróży. Ciasto podsmazane na wielkim panelu z boczkiem, jajkiem, sosami i szczypiorkiem. Jak tylko wziąłem pierwszy kęs, wiedziałem że na jednym się nie skończy. Było pyszne i tanie. Po prostu.

image

W centrum rozpocząłem poszukiwanie wypożyczalni rowerów, które było w kompletnie innym miejscu niż wskazywał przewodnik. Na szczęście, mimo kompletnej nieznajomości chińskiego, udało mi się wyjaśnić przechodniom czego szukam i mi pomogli. Trafiłem do hotelu, który wypożyczał kartę na rowery miejskie.

image

Rower okazał się przygotowany po chińczyka i nawet przy maksymalnej wysokości siodełka, mało co sobie zębów kolanami nie powybijałem. Przy czym zabawę miałem przednią. Udzielił mi się system trabienia na wszystko, wszystkich i bez powodu. Moim małym dzwonkiem, umocowanym przy kierownicy, trabiłem jak głupi, wzbudzając rozbawienie wszystkich chińczyków mijanych na skrzyżowaniach.

image

Okazało się, że część Muru, na która przyjechałem ma dwie części. Pierwszą jest warownia, która jest równocześnie ostatnią i najdalej wysuniętą na zachód pozostałością po Imperium Chińskim, za którą znajdowały się już tylko demony i dzikie hordy barbarzyńców. Druga część, to po prostu mur, który ciągnie się wzdłuż pobliskich szczytów.

image

Najpierw postanowiłem zobaczyć warownie, która była bliżej, a później przejechać się rowerem 9km dalej i przejść po samym murze.

Warownia jak na Chiny przystało była przygotowana pod chińskie zwiedzanie. Oczywiście poza kompletną renowacja całego kompleksu(co jest akurat bardzo fajne), znajdowało się tam mnóstwo atrakcji. Począwszy od wypożyczalni tradycyjnych strojów, przez możliwość uderzenia w tradycyjny bęben, na klasycznym zdjęciu z wielbładem kończąc. Wszystko oczywiście za niedrobna opłatą.

image

image

image

image

image

Pochodziłem po okolicy ponad godzinę, natykajac się po drodze na ludzi robiących mi zdjęcia, Polkę urodzona w Niemczech i 8latka zachwalającego Chiny płynnym angielskim.

image

image

image

image

image

Popołudniem, na moim niebieskim, miejskimi rowerku ruszyłem w stronę właściwego Muru. Jadąc mijałem ludzi, którzy widząc białego, na miejskim rowerze śmiali się i pozdrawiali, a ja wciąż maltretujac dzwonek, zawzięcie pedalowałem.

image

Chciałbym napisać, że gdy dojechałem na miejsce podziwiałem widoki, cieszyłem się czy coś w tym stylu, ale prawda jest inna. Bolał mnie zadek. Przestrasznie. Mój rowerek był stworzony z myślą o krótkich dystansach po asfaltowych trasach i pewnie dlatego zamontowali w nim plastkiowe siodełko. Godzinna jazda po wybojach zrobiła swoje i ostatnie metry pokonywałem jadąc na stojąco, z bolesną swiadomoscia, że muszę jeszcze wrócić.

W tym miejscu warto wspomnieć o jednej rzeczy zwiazanej z murem. Otóż pewnie większość z Was wyobrażago sobie jako potężny mur wznoszący się na co najmniej 10m,a w rzeczywistości jest nieco inaczej. Owszem są takie fragmenty, ale w większości miejsc wysokość muru nie przekracza 5-6m. W dodatku jest dość wąski.

image

image

Po krótkim odpoczynku na murze, ruszyłem w drogę powrotną do miasta, gdzie zapłaciłem 5zł za wypożyczenie roweru i ruszyłem w kierunku autostrady. Nie miałem już ani siły, ani ochoty na marsz w palącym słońcu, więc po prostu zaryzykowałem i wsiadałem w każdy autobus jadący w moim kierunku, a gdy skrecał z trasy, to po prostu wysiadałem.

image

image

Sposób w sumie zadziałał, bo autobus musiałem zmieniać tylko dwa razy i po 20 minutach stałem już z tabliczka, na której miałem napisany mój kolejny cel – Zhangye. 5 min stania i jadę.

Do Zhangye dojechałem przed zmierzchem, więc bez problemu znalazłem sobie fajne miejsce na nocleg w polu kukurydzy i poszedłem do sklepu zrobić zakupy na kolację – woda,’ kiełbasa’, chleb i banan. Gdy już się najadłem, powoli zaczął zapadać zmierzch, więc postanowiłem się jeszcze wykąpać w traperskim stylu. W małej butelce wody scyzorykiem wywiercilem otwór i miałem ręczny prysznic.

image

Szedłem spać czysty i pachnacy z poczuciem, że dzisiaj zacząłem prawdziwe zwiedzanie prawdziwych Chin.

Strony
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17

Dodaj komentarz