Chiny autostopem

Do przejechania z Kashgaru do Turpanu miałem blisko 1700km, czyli na autostopowe oko, dwa dni jazdy i powinienem być wieczorem dnia drugiego.

Nie chcąc tracić czasu, dzień wcześniej ustawiłem budzik na 7 rano. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy o 7.15 wyszedłem na ulicę i zobaczyłem pustkę. Ani jednej żywej duszy na ulicy. Zdziwiony, poszedłem do recepcji zapytać się, czy przypadkiem nie pomyliłem godzin jak przestawiałem zegarek. W recepcji, tak jak na ulicy, pustka. ‚Coś jest nie tak’ - pomyślałem i zacząłem szukać kogokolwiek. Po chwili spotkałem zaspanego francuza, który uświadomił mnie, że owszem jest 8 rano, ale czasu pekińskiego. Normalnie, życie w Kashgarze zaczyna się dopiero o 10, bo o 8 rano jest jeszcze ciemno.
image

Przyjąłem tą wiadomość z zadowoleniem, bo oznaczało to, że do porannego szczytu jest jeszcze trochę czasu. Zarzuciłem na siebie plecak i ruszyłem w kierunku wylototowki.

Idąc, minąłem na przystanku autobusowym dziewczynę z nieco mniejszym plecakiem, więc się uśmiechnąłem, pozdrowiłem i już miałem ją minąć, gdy do mnie zagadała po angielsku. Okazało się, że też właśnie opuszcza Kashgar, ale chciała jechać autobusem. Gdy jej wyjaśniłem, że jadę na stopa, ucieszyła się i zapytała czy może jechać ze mną. W sumie spodobał mi się ten pomysł, bo była rodowita Chinka, więc byłoby mi łatwiej na początku. Dalej ruszyliśmy wspólnie, mijając po drodze potężną kolejkę po bilety na dworcu autobusowym.
image

W końcu stanęliśmy na wjeździena autostradę. Tuż nad nami drogowskaz napisany w dwóch językach, ale bynajmniej nie po angielsku. Cel – Aksu, miasto w którym Sandy(tak się przedstawiła) odbija na północ, a ja jadę dalej na wschód. Mniej więcej 600km wspólnej trasy. W sumie nie wiem czemu, ale wyobrażałem sobie, że Chińczycy piszą w pionie i będę trzymał tabliczkę odwróconą o 90 stopni, a tu psikus i trzymam ją normalnie.
image
image
image
image

Staliśmy może 5 minut, gdy zatrzymał się pierwszy stop z rodzinka w środku. Sandy rozmawiała, a ja się cieszyłem, że jadę. Wysadzili nas 100km dalej i tam znowu lapiemy. 10 min i kolejna stukilometrowa podwozka. Później był TIR, gdzie zostaliśmy poczestowani pysznym arbuzem, aż w końcu zgarnął nas kierowcą, który wysadził nas w miejscu, które według niego było ‚w naszym kierunku’. Na mapie nijak mi się to nie zgadzało, ale zaufalem mu i to był błąd. Zero aut jadących do naszego miasta, więc trzeba było się cofnąć na piechotę. I wtedy Sandy zaczęła marudzic. Mieliśmy do przejścia około 3km czyli 30 min marszu, ale po 15min Sandy już nie miała siły. Pokonanie tego dystansu zająło nam godzinę.
image
image
image

Na początku byłem zły, ale później się ogarnąłem, bo przecież dzięki niej pierwszy dzień stopa był banalnie prosty. Gdy już w końcu dotarliśmy do autostrady,spotkaliśmy tam parę innych autostopowiczow. Zgodnie z zasadami autostopowania, przywitalismy się i zaszlismy na bok poczekać aż coś złapią. Zajęło im to mniej niz 5 minut z czego 3minuty rozmawiały z kierowcą na środku zjazdu. Zaraz po nich lapalismy kolejne dwie minuty i mieliśmy juz transport do miasta gdzie pozegnalem się z Sandy i zacząłem łapać sam na bramkach.
image
image
image

Było śmiesznie, bo okazało się, że jeden z policjantów tam obecnych mówił po angielsku, więc usmiał się nieziemsko jak wytłumaczyłem mu co tam robię i pozwolił łapać na autostradzie. 5 minut i miałem transport na kolejne 500km. Potężny TIRa, bez krepacji zatrzymał na środku autostrady i jego kierowca krzyknal do mnie po chińsku. Wskakuje i wypowiedzialem trzy rzeczy. Pierwsza, to nazwa miejscowości gdzie jadę. W odpowiedzi otrzymałem kiwniecie głową. Później już tylko ‚dziękuję’ i ‚Nie mówię po chińsku’ i ruszyliśmy. Pierwsze co, to obowiązkowa fajka pokoju z kierowcą. Zawsze przełamuje wszystkie lody i od tej pory jest się kumplami. Później zaczął mnie częstować Redbullami i paskudnymi parowkami, ale najgorsze miało dopiero nadejść.
image

Gdy w końcu o 2 w nocy dojechalismy na stację benzynową, zaproponował, że pójdzie kupić piwo i coś do jedzenia. Zgodziłem się i czekałem. Uprzedzając pytania odpowiadam – Google translator na tablecie, to coś co naprawdę ułatwia kontakt.

Wrócił po 5 minutach i zaczęliśmy pić piwa, grać w kalambury(zgadniecie, że chce zobaczyć mój przewodnik zajęło mi 10 minut) i jeść po kolei suszony, zielony groszek, ciasteczka, cukierki próżniowo zamkniętego kurczaka o dziwnym kolorze i wtedy przyszło coś czego się nie spodziewałem. Podał mi kolejną plastikową torebkę, w której było coś co na pierwszy rzut oka wyglądało mi jak makaron. Jakież było moje zdziwienie, gdy wziąłem kawałek i ugryzłem, a przed nosem zobaczyłem żółtawy paznokieć. Momentalnie myślałem, że zwrócę wszystko na tapicerke. Przyjrzałem się uważniej i zdałem sobie sprawę, że coś co wygląda na palec wiedzmy, w rzeczywistości jest kurza stopą. Dyskretnie, żeby mój kierowca nie zauważył, wyrzuciłem cała paczkę za drzwi.
image

Później miałem problem. Przez cholernego Iranczyka z zeszłego roku jestem bardzo na nie, gdy kierowcy proponują mi nocleg w kabinie, więc w końcu przeczekalem go aż zasnie, a sam się usadowilem w fotelu i drzemalem do rana, kiedy to mój żołądek brutalnie zdał sobie sprawę z tego gdzie jestem i jak paskudne żarcie jadłem tego dnia.

Strony
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17

Dodaj komentarz