IMG_20140524_075322795_HDR
24 sierpnia 2014

Głupi fejm

Od dłuższego czasu zastanawiałem się, czy przygotować ten wpis, czy może jednak olać sprawę i się niczym nie przejmować. Podjęcie decyzji ułatwiło mi przypadkowe znalezienie w sieci dyskusji o tym, że mam parcie na szkło i lansuję się na „króla autostopu”. Tym samym, w napływie irytacji, przygotowałem te parę słów dla wszystkich przysłowiowych, internetowych hejterów oraz tych, którzy z utęsknieniem czekali na kolejny wpis na blogu.

W poszukiwaniu źródeł

Temat w sumie należałoby zacząć w miejscu, gdzie zaczął się ów nieszczęsny „fejm„, czyli na początku kwietnia 2012 r. Właśnie wtedy zdecydowałem się upublicznić swoje zapiski z podróży, które odbyłem między 2009 a 2011 rokiem. Nic takiego. Zwykłe, krótkie zdania i opowieści, które jak teraz czytam, to aż się śmieję, bo opisy są zwyczajnie kiepskie :) Czemu wyszedłem z tym do ludzi? Banalny powód, który dziesiątki razy przetaczałem w rozmowach i na prezentacjach – miałem dość opowiadania non stop o tym jak było rodzinie (bliższej i dalszej) oraz znajomym (tym bliższym, dalszym oraz poznanym przy piwie w piątkowy wieczór).

Później, gdy ruszyłem w kolejną podróż, zacząłem pisać na bieżąco, na kolanie, z błędami w składni i ortografii, ale wiedziałem, że czytający to rodzice i znajomi, chcą wiedzieć co u mnie. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że czytają to również znajomi znajomych i ludzie kompletnie mi obcy, a statystyki bloga zaczęły rosnąć przekraczając liczby trzycyfrowe.

Jako, że ruszając w podróż do Iranu, zobowiązałem się, że po powrocie zrobię prezentacje w kilkudziesięciu liceach i chciałem się z tego wywiązać. Już po pierwszej uświadomiłem sobie, że lubię opowiadać i sprawia mi to przyjemność. Dlatego opowiadałem. Co najmniej kilkadziesiąt razy. Co za tym idzie? Coraz więcej ludzi zaczynało śledzić bloga. Czemu? Bo włożyłem ogrom pracy, w robienie czegoś więcej niż spamowanie w komentarzach na zasadzie „Super tu u Was! Udostępniamy i zapraszamy do siebie!„, wrzucanie zdjęć pięknych miejsc, co by edgerank szybował, czy  zgłębianie wiedzy o pozycjonowaniu czy SEO.

Boom!

Chciałem napisać, że kolejny rok i kolejna podróż, ale to nie była tylko podróż, ale również projekt „Pocztówki z Europy”. Dziwne, co? Nie pojechałem tak sobie, tylko zrobiłem coś więcej. 100 dni podróży, pogodzenie tego ze studiami i uczciwie zarobione fundusze. Codzienne pisanie wpisów i poświęcanie czasu, żeby osoby, które sprawiły, że jestem tym kim jestem, wiedziały co u mnie; żeby znajomi mogli przy wakacyjnym piwie powiedzieć -
„Czytaliście co Przemo odwalił? Wariacik z niego!”; żeby Ci, którzy na bloga trafili przypadkiem lub po prezentacji powiedzieli sobie – „Przecież o jest taki sam jak ja! Jak on może, to czemu nie ja?!” – żeby też realizowali swoje marzenia, a nie tkwili dzień w dzień przed komputerem.

Podróżowałem, pisałem i nagle się okazało, że jest ogólnopolskie spotkanie blogerów Blog Forum Gdańsk, na którym zostanie wyłoniony blog roku czytelników. Poprosiłem – „Zagłosujecie?” po czym birmańska rzeczywistość odcięła mnie od sieci, a wszystkie wcześniej wymienione osoby głosowały. Z komórek, z komputerów, swoich i kumpli z pracy, oraz całe klasy na zajęciach z informatyki. Kilka tysięcy głosów w przeciągu pięciu dni i bum! Blog Autostopem przez życie, został laureatem głównej nagrody i z miejsca propozycja napisania książki. Czy zasłużyłem? Nie mnie oceniać.

Czy chciałem napisać książkę? Głupie pytanie. Kto by nie chciał w wieku dwudziestu trzech lat napisać książki, niech pierwszy rzuci kamieniem. Czy jestem pisarzem? Jeszcze głupsze pytanie. Nie byłem, nie jestem i pewnie nigdy nie będę, bo nie chcę, ale o tym napisałem już tutaj.

Tym samym przechodzimy do sedna sprawy.

Książkę wydało jedno z największych wydawnictw w Polsce – Muza S.A. Za taką firmą idzie kolejna, mniejsza, która zajmuje się tylko i wyłącznie promocją książek. Czym jest promocja książki? To umieszczenie informacji o książce w każdym możliwym miejscu, wciśnięcie autora do każdej audycji i do każdego programu, żeby tylko powiedział kilka słów o podróżowaniu i o swojej, nowej pozycji na rynku wydawniczym. Czy ja się tym zajmowałem? Nie. Nie miałem ani czasu, ani potrzebnej wiedzy, czy znajomości, żeby ogarnąć to, co zrobił Rafał – niesamowity chłopak, który włożył w promocję książki mnóstwo zdrowia, czasu i pewnie nigdy mu się za to nie odwdzięczę.

Ze swojej strony zorganizowałem tylko szesnaście spotkań w całej Polsce. Dzień w dzień w innym mieście. W każde włożyłem całe swoje serce, energie i tyle uśmiechu, ile tylko mogłem, a na ostatnim, we Wrocławiu, gdzie już pod sam koniec spotkania tworzyłem puentę, rozkleiłem się, bo wtedy dotarło do mnie silniej niż kiedykolwiek wcześniej, że mam swoją małą misję. Tak, misję. Brzmi tandetnie, ale gdzie tylko jestem, walczę ze stereotypem, że autostopowicze, to menele, złodzieje, że na stopa nie biorą, że nie jesteśmy straconym pokoleniem, że wiary nie trzeba się wstydzić, że nie musi być skrajna, że dla podróży nie trzeba rzucać wszystkiego, że marzenia są po to, żeby je spełniać, że można podróżować też dla innych, że życie jest po to, żeby je przeżyć jak najpełniej.

A media, kochani, to kula śnieżna. Wystąpisz w jednym, drugim, trzecim programie i jeśli umiesz mówić i masz co powiedzieć, to zaproszą Cie do kolejnego. Zwłaszcza w sezonie ogórkowym, bo dla większości naszego społeczeństwa, podróże to wciąż temat do wciśnięcia między psychologię miesiączki a modę na wielkie pupy.

Czy mam parcie na szkło? Nie, ale chcę zmieniać świat, a żeby to zrobić trzeba pokonać wiele stopni. Jednym z nich jest konieczność zaistnienia w mediach, żeby przebić się z kolejnym pomysłem, który już za miesiąc Wam zaprezentuję.

Czy jestem „królem autostopu”? Jeszcze większe nie. Są dziesiątki Polaków i setki obcokrajowców, którzy podróżują dłużej, dalej, lepiej i często robią dużo ciekawsze rzeczy niż ja. Jedyny ich problem polega na tym, że tego nie opisują i dlatego nikt o nich nie wie, nie słyszał i jara się Przemkiem, który sobie na stopa do Birmy pojechał. Ot powód. Mi ta łatka nie potrzebna.

Nowy projekt?

„Po co?” – zapytają jedni. „Fejmu szuka” – dalej, twardo i uparcie, odpowiedzą drudzy. Za przeproszeniem „Gówno prawda”. Wychodzę z jednego, prostego założenia – jeśli mam siłę i wiarę w to, że mogę zrobić coś więcej dla innych niż tylko „kolekcjonować wspomnienia”, to to robię. Nie zastanawiam się czy mi się to opłaci, czy warto, albo czy się uda lub nie, tylko wkładam całą energię i serce w zrobienie czegoś co pomoże innym. Wcześniej były to pocztówki, teraz będzie to realna pomoc dla tych, którzy jej potrzebują nie, żeby żyło się lepiej, ale żeby w ogóle żyć.  Nie gdzieś daleko w Afryce, ale na naszym, nieatrakcyjnym medialnie, polskim podwórku. Pomagać ludziom, którzy zostali pokrzywdzeni nie przez konsekwencje własnych wyborów, ale dlatego, że Bóg tak chciał i nigdy nie będzie nam dane dowiedzieć się czemu. Pomagać tym, którzy stracili to co w życiu najważniejsze – zdrowie i rodzinę.

Jak mam zamiar pomóc podróżując autostopem? O tym już niedługo, ale w tym tygodniu projekt wchodzi w decydującą fazę realizacji, więc będę wdzięczny za trzymanie kciuków i modlitwę, żeby wszystko się udało jak najlepiej.

Z pozdrowieniem,
Przemek „Lansiarz” Skokowski

 

36 komentarzy dodanych:

  1. Stary, jak najstarsi górale mawiają „haters gonna hate”. I możesz popełniać takie wpisy jak powyższy, tylko że do tych tumanów to i tak nie dotrze :) Szacun za to co robisz, trzymaj się swoich postanowień, marzeń i pomysłów.
    Peace & love i powodzenia na nadchodzącej wyprawie!

  2. Nie przejmuj się hejtami i dalej rób swoje. To Ty będziesz miał co wspominać. Niektórych po prostu szlag trafia, że można połączyć przyjemne z pożytecznym. Trzymam kciuki za kolejne podróże! :)

  3. Przemek, nie przejmuj się hejterami! Każdy kto staje się mniej lub bardziej popularny ma swoich przeciwników. Rób swoje bo robisz to dobrze :D

  4. Twój blog był dla mnie inspiracją,żeby w końcu zdobyć się na odwagę,spakować plecak i ruszyć przed siebie. Dzisiaj mogę się już pochwalić,co prawda,małymi,ale trzema i całkowicie autostopowymi wyprawami, Dlatego nie powinieneś się tym totalnie przejmować,tylko dalej robić swoje,inspirować i motywować!

  5. Hej,
    tekst bardzo prosty w wymowie i treści, lecz osobiście uważam, że adresaci i tak go nie przeczytają lub nie zrozumieją, bo przecież oni wiedzą lepiej. :)
    Nie wiem czemu tak jest, że są niewielkie grupy ludzi, którzy są pełni zawiści i tylko czekają na okazję aby ją rozładować w postaci „wpisów” w anonimowym internecie. Nigdy by nie byli na tyle odważni aby powiedzieć to podpisując się prawdziwym imieniem i nazwiskiem lub prosto w oczy.
    Zawsze byłem i jestem zwolennikiem konstruktywnej krytyki bo ona rozwija i pozwala iść do przodu, jednak negatywne, anonimowe, nieeleganckie i kompletnie nie merytoryczne komentarze staram się puszczać mimo uszu, choć wiem że nie zawsze jest to łatwo.
    Głowa do góry i będzie dobrze.
    pozdrawiam
    łukasz

  6. Od tego posta bardzo urosles w moich oczach, bo udowodniles juz po raz kolejny ze jestes zwykłym człowiekiem. I ze sukces Cię nie zmienił. Dodatkowo nie skrywasz skrzętnie powodów swojego powodzenia (co często robią ludzie „sukcesu”). Otwarcie mówisz o ludziach bez których nie mógłby zaistnieć. Poprostu żyjesz w prawdzie i to jest coś niezwykle cennego w dzisiejszym świecie. REWELACJA będzie śledził Twoja podróż z wypiekami na twarzy, powodzenia! ( i pomodle się- nie uważam zeby bylo to niemeskie ani wiesniackie co próbuje się ludziom wmawiać )

  7. Zasada stara jak świat: rób swoje.
    Opowiadasz bardzo ciekawie, robisz to co lubisz – na dodatek masz trochę szczęścia. Ja tu bym zbyt wiele nie zmieniał. Tak trzymać.
    HikingTours

  8. Nie przejmuj się tylko rób to co kochasz i co daje Ci szczęście. Trolle internetowe i hejterzy po prostu nie mają odwagi przeżyć swego życia, tak jak by chcieli, więc prześladują tych, którzy podążają za swymi marzeniami! Powodzenia!

  9. Negatywne opinie pojawiają się zawsze i wszędzie, a powodowane w ogromnej większości zazdrością. Masz jednak wystarczająco duże grono ludzi, którzy Cię wspierają (a których to non stop przybywa), żeby dalej realizować podejmowane działania i wiedzieć, że masa osób Cię w tym dopinguje, a jeśli tylko może- pomaga. Także życzę zawsze wspaniałej drogi i dobrych towarzyszy, powodzenia ze świetnymi projektami, trzymam kciuki!

  10. Nie przejmuj się! To co robisz jest wspaniałe, i najważniejsze to dążyć do swoich celów i marzeń, czyli to co Ty robisz. :)
    Czekamy na Twoją kolejną podróż i już nie możemy się doczekać kolejnej książki ( pewnie równie wspaniałej co pierwsza) :)

  11. Przemku!

    Jestem jednym z wielu czytelników/słuchaczy, którzy śledzą i śledzili Twoje dokonania – tak, nie boję się tego słowa, dokonania – w dziedzinie podróży, przekraczania kolejnych granic (nie tylko geograficznych), ale przede wszystkim w dziedzinie bycia dobrym człowiekiem. I w dziedzinie zarażania (bo to chyba choroba, ale taką którą każdy chciałby się zarazić) innych jasną stroną świata. Uśmiechem, uściskiem, zachwytem, dobrym słowem, zdrową ciekawością, zadumą, zastanowieniem się, modlitwą, rozmową, pomocą, opowieścią, nadzieją, marzeniami. Każda z tych rzeczy, zasiana w tym naszym świecie chociaż raz, jest czymś wyjątkowym i godnym podziwu. Pojedynczo są wielkie, ale połączone w kupe i stanowiące część większej całości, to coś genialnego. Patetyczny ton, wiem, ale właśnie z niego schodzę:) Przyzwyczailiśmy się do herosów, kapitanów ameryków, owsiaków, księży z „plebanii” innych telewizyjnych ideałów którzy zbawiają świat. Potrzebujemy ich, potrzebujemy kogoś kto świeci i niczym drogowskaz wskazuje drogę, świętych telewizji – tak samo jak potrzebujemy mitów, które nas okłamują, ale dają nadzieję, uporządkowują świat. Ale wydaje mi się, że czasami tym „telewizyjnym ideałom” zrzucamy na barki nasz własny obowiązek czynienia dobra. Albo wrzucamy do puszki raz w roku 10 zł i mamy rozgrzeszenie, a nawet błogosławieństwo do kolejnego stycznia. Już nie musimy czynić dobrze, bo dobrzy święci z telewizji czuwają. Efekt uboczny, bądź owoc prymitywnej opinii publicznej, do której jeszcze wrócę.

    Nie jesteś takim herosem. Jesteś szarym człowiekiem o szarych oczach, z szarego miasta. Jak każdy z nas. Wiem, doskonale o tym wiesz, ale trzeba to powiedzieć głośno, bo to implikuje ważną kwestię. Jako szary szarak postanowiłeś robić coś fajnego. Wszystko to, co opisałem wcześniej, zyskuje jeszcze większą wartość ze względu na tę szarość. Jesteśmy przyzwyczajeni, że coś dużego robi Ochojska czy inna Matka Teresa, ale jakis typek z osiedla? To przechodzi nasze pojęcie, bo wtedy okazuje, się, że to może robić każdy, nawet ja. Ten fakt motywuje, zachęca i upomina do ruszenia dupy sprzed komputera. Stawia wymagania. A to już jest niebezpieczne, bo my nie lubimy wymagań. Owsiak (ten urojony, z naszej głowy) nie wymaga od nas wiele, podobnie jak śliczna pani z telewizji, cała ta papka spod znaku mega hitu o 20:00 nie wymaga od nas niczego. Kolejny wymiar „opinii publicznej”. Musimy wiec coś zrobić z takim Przemkiem, który nam nie pasuje do pięknego, czarno-białego swiata. Który zaczyna robić rzeczy których my przeciez nie możemy robić! Mamy dom, szkołę, studia, pracę, dzieci, zakupy psa i kota! Możemy więc albo wywindować go na poziom ideału (co robi część z czytelników i moim zdaniem jest to dość szkodliwe) albo obrzucić błotem i kazać wracać na swoje miejsce (czego doświadczasz na sobie). Prymitywizm opinii publicznej objawia się w tej dychotomii – nie znamy sfer pośrednich, musimy mieć bohaterów albo zdrajców, czerń i biel, zbawionych i potępionych. Na jednych zrzucimy swoje grzechy, na drugich wrzucimy swoje obowiązki czynienia dobra.

    Sądzę, że stąd biorą się Twoje problemy z Internetami. Problem nie tkwi chyba w „lansowaniu” (bo to jest chyba skutek, a nie przyczyna hejtów), a w tym niebezpieczeństwie wymagań. Ludzie, którzy rozumieją to co robisz (a mam nadzieję, że do nich się zaliczam), wiedzą, że prawda jest duzo bardziej skomplikowa, ale i w przedziwny sposób prosta. Nie trzeba byc herosem zeby robic rzeczy heroiczne. Nie trzeba mieć tarczy z vibrantium zeby móc przytulic kogoś na drugim końcu świata. Trzeba tylko robić całą masę prostych rzeczy, które owocują w ogromnych kopalniach dobra:) Marzyć, śnić, rozmawiać, przytulać, modlić się, uśmiechać, zastanawiać, dawać,pomagać, miec nadzieję, inspirować i wymagać, przede wszystkim od siebie.

    Dlatego bardzo proszę, bądź dalej zwykłym szarym człowiekiem który robi niezwykłe rzeczy i daje mentalnego kopa takim jak ja, podświadomie buduje w nas wymagania do samych siebie, udowadnia, że się kurwa da. Lansuj się ile wlezie, bo widzę, że wychodzi Ci to dobrze, a szczekającymi na karawanę psami się nie przejmuj.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia!

    PS: Gdybyś się kręcił wokół Katowic to wpadaj koniecznie na piwo do Namaste :D

  12. Każdy kto czytał bloga wie, że to co piszą w komentarzach oglądając jakieś urywki to stek bzdur. Świadczą o tym przecież podziękowania i na fb i tu na blogu i osobiście na spotkaniach (np. jak było w Białymstoku). Dajesz wielkiego kopa do tego by spełniać marzenia nie tylko podróżnicze ale w ogóle, by uczyć się czerpać z życia i zobaczyć, że to co się chcę można osiągnąć, ale jedynie ciężką pracą a często też wyrzeczeniami. Zarobiłeś na swoje podróże i teraz też przez wakacje pracowałeś. To nie jest tak, że nic Cię to nie kosztuje. Ja dzięki Tobie przejechałam całą Polskę autostopem, poznałam wielu cudnych ludzi, ale też spełniłam swoje marzenie nagrywając film i pokazując go ludziom na dużym ekranie. Marzenia DA się spełnić! Twój blog, sposób w jaki się realizujesz to dowód na to! Pozdrawiam! : )

  13. Wydaje mi się, że problem nie tkwi tutaj w lansowaniu i robienia z siebie gwiazdy, ale o dużej popularyzacji czegoś, co kiedyś było mniej znane i chyba bardziej „mistyczne”. Przemek, rób co kochasz i bądź sobą :)

  14. Przemciu nie przejmuj się :***
    Ja hejtuje momentami i bronię czasem Ciebie jak inni hejtują.
    Nie ma czym się przejmować. Nie pytasz o wylotówki na acm więc jest dobrze.
    Tefcio Master

  15. Niestety tak juz jest na tym swiecie. Kiedy przedstawiasz ludziom (nawet najblizszym) swoje szalone plany i marzenia to najpierw przecieraja oczy ze zdumienia i pukaja sie w czolo mowiac: „Chyba oszlalas! Gdzie ty chcesz jechac” albo potakuja glowa a w ich oczach widac zwatpienie ( Dobra, dobra i tak ci sie nie uda. Gadaj zdrow”). Kiedy juz zaczynasz je realizowac to sie bardzo dziwia ze jednak probujesz i nawet cos ci z tego wychodzi, ale nadal jest to na tyle daleki etap, ze raczej watpia z twoj sukces. Potem przychodzi stan niedowierzania polaczonego z powatpiewaniem (cholera ona jednak chce to zrobic 0.0 ) A kiedy juz oznajmiasz dokladna date wyjazdu i powrotu to wtedy ludzie dziela sie na dwie grupy: tych, ktorzy uciesza sie z twojego sukcesu i beda ci juz kibicowac do konca (zazwyczaj jest to rodzina i przyjaciele) oraz na tzw. „zazdrosnikow”, ktorzy: 1. nadal nie wierza, ze ci sie udalo. 2. patrza na ciebie krzywo i sztucznie sie usmiechaja i gratuluja sukcesu (a w glebi duszy zazdroszcza, ze nie mieli na tyle odwagi zeby realizowac swoje marzenia). 3. nadal nie wierza, ze osiagnelas to sama i na pewno nie z wlasnych funduszy.

    Nie wazne co bys zrobil i jak sie staral to zawsze znajda sie ludzie, ktorzy beda watpic, szydzic, smiac sie z twoich marzen i celow, przewaznie ze zwyklej ludzkiej zazdrosci. Nie da sie zadowolic wszystkich. Czasami sukces sam przychodzi do czlowieka nieproszony, ale skoro juz przyjdzie to grzechem byloby go niewykorzystac do zrobienia czegos pozytecznego i dobrego.
    Jesli wierzysz w to co robisz i masz do tego odwage to nie wazne ile ludzi w ciebie watpi, a czasami ich zwatpienie daje wiecej motywacji do dzialania (na przekor niedowiarkom!!!) :)

    Ps. przepraszam za brak polskich znakow, komputer obsluguje tylko angielska klawiature :P

    Pozdrowienia zza Wielkiej Wody dla Ciebie i wszystkich spelniajacych swe marzenia :D

  16. Dopadł i Ciebie hejt ludzi, którzy siedzą w domach, sfrustrowani, bez odwagi żeby zrobić choć jeden krok w kierunku swoich marzeń (o ile je w ogóle mają), którzy bardziej szukają wymówek niż możliwości. sama zazdroszczę Ci przygód i książki i spełniania marzeń, ale kibicuję Ci, myślę sobie „ale super że mu się takie fajne rzeczy udały!” i wierzę że mi też się uda :) proponuję olać frustratów pełnych negatywnej energii i pielęgnować w sobie pozytywność bo jest mnóstwo ludzi którzy jej potrzebują i którzy z chęcią podadzą ją dalej :)

  17. Każda gwiazda ma hejterów, więc to chyba oznaka, że jesteś naprawdę popularny ;D do serca bierz sobie tylko opinie osób, które siedzą w tym środowisku, albo jeśli ich opinie są konstruktywne.

  18. Moim zdaniem w 100% realizujesz swój cel, żeby ludzie uwierzyli w swoje marzenia, że zwykły człowiek jest w stanie dokonać wielkich rzeczy. Nie przejmuj się w ogóle tymi wszystkimi śmiesznymi ludźmi, bo za hejterskimi komentarzami stoi jedynie zazdrość i przysłowiowy „ból dupy” :)

  19. Widze, ze juz sporo ludzi Ci madrze napisalo co mysla o tych bzdurnych komentarzach, ale ja sie tylko dolacze. Zaczelam czytac Twojego bloga kiedy sama bylam w nieco wydluzonej podrozy po Ameryce Poludniowej i zawsze czytalam go z wielka przyjemnoscia. I nigdy nie mialam odczucia, ze jestes przez swoja slawe zepsuty. Wrecz przeciwnie: zawsze bila od ciebie skromnosc, co bardzo mi sie podobalo. Tak wiec tak trzymaj, pracuj ciezko, a hejtami sie nie przejmuj, bo najczesciej sa to ludzie, ktorzy sami sa zbyt leniwi zeby zrobic cokolwiek w kierunku realizacji swoich marzen wiec wola narzekac na innych.
    Pozdrawiam serdecznie!

  20. Tak jak zostało pięknie napisane ja podaję Ciebie sobie i moim znajomym za przykład robienia czegoś „mega” tak zwyczajnie. Nikt Ciebie nie zmuszał, nie było presji tylko czysta zwykła ludzka chęć robienia czegoś dla innych. Może nie każdy to ma i dlatego nie rozumie, ale wydaje mi się, że jednak nawet jak się pomoże 80-letniej sąsiadce wnieść zakupy na 2 piętro bo nie ma windy, czy podniesie się za kimś 20gr bo mu wypadło i się odda, to jakoś tak serce rośnie i fajnie się robi. Ty jeździsz po świecie bo lubisz i robisz coś dla innych, ale przecież każdy może choćby zrobić detal, ale codziennie i bez wyjątków. Mnie podróże i autostop tak nie kręcą (wygodnicka jestem), ale czytając Twojego bloga lubię przywrócić sobie wiarę w ludzi i się zatrzymać na chwilę. Spojrzeć na świat z Twojej perspektywy, bo przez podróże widzisz więcej i rozumiesz więcej niż Ci co siedzą przed TV czy kompem.

    Dzięki Przemek, że jesteś, tak po prostu.

  21. Przemku ludzie, którzy nigdy nie ruszyli tyłka ze swojej kanapy nigdy tego nie zrozumieją, wolą wylewać jad na wszystko i wszystkich będąc przy tym anonimowymi, bo tak jest im łatwiej, tym się ‘żywią’ i czerpią z tego energie.
    I tutaj od razu przyszła mi na myśl piosenka Comy – Los Cebula i Krokodyle Łzy – Cytat: ‘’ Po co czytasz komentarze sfrustrowanych miernot? Niech się durnie trują jadem, oszczędź sobie złego.’’

    Najważniejsze jest, że widzisz sens w tym co robisz, a póki tak jest, po prostu rób swoje. Trzymam kciuki za dalsze projekty!!!

  22. Wiesz, że też myślałem, że pewnie lansiarz z Ciebie? Dopóki nie poszedłem na jedno ze spotkań z Tobą (bo tego nie mogłem przepuścić). No i się jednak okazało, że ten Przemek to spoko gość. Dlatego życzę powodzenia. No i istniej dalej w mediach bo chcę się dowiadywać o kolejnych projektach. Pozdr!

  23. Nie ma co się przejmować takimi głupotami, które gadają ludzie. Zawsze było i zawsze będzie tak, że jeżeli robisz coś fajnego, oryginalnego (nie tylko dla siebie, ale i dla innych), to znajdą się ludzie, którzy zarzucą Ci właśnie zbytnie „parcie na szkło” i lansiarstwo. A prawda jest taka, że po prostu Ci zazdroszczą (ja sama zazdroszczę wyprawy do Azji) :))

    Pozdrawiam serdecznie,
    http://www.im-bookworm.pl

  24. Widzę bratnia dusza. Każdy kto wybije się medialnie w naszym kraju musi przejść przez pewien nieprzyjemny etap. Hejtu. Nieważne czy dobrze gotujesz, czy jeździsz po świecie, czy jesteś genialnym muzykiem czy tylko celebrytom. Hejt cię dopadnie. Ale to są mali ludzie. Trzeba umieć ich olewać. Życzę Ci abyś się tego szybko nauczył. Powodzenia i wielu pięknych podróży!

  25. Dwa dni temu zaczęłam czytać Twoją książkę, po 3 stronach już nie mogłam się oderwać, jest genialna! (a z książkami podróżniczymi bywa różnie, natykałam się także na te nudnawe) Od jakiegoś czasu jeżdżę stopem z chłopakiem, najbardziej intensywnie zaczęliśmy na Sycylii (podczas Erasmusa, kiedy trzeba było oszczędzać), W krótkim czasie oszczędzanie zamieniło się przyjemność obcowania z Sycylijczykami oraz przygody! Potem stopem jeździliśmy jeszcze w Belgii i Holandii.
    Zapraszam Cię do siebie na bloga i pozdrawiam serdecznie!
    PS tymczasem wracam do książki!

  26. Zawistni byli, są i będą. Zazdroszczą Ci chyba pasji, umiejętności jej realizacji, pewnej wizji i możliwości przeżycia niesamowitych przygód. A przecież każdy z nas może zrobić coś więcej niż tylko leżenie na kanapie z pilotem w ręku, tylko nie każdemu się chce. I stąd rodzą się hejterzy :) Jak to się mówi, trzeba mieć twardą d*** i się nie dawać. Życzę powodzenia :)

  27. Dopiero niedawno zaczęłam czytać twojego bloga i muszę powiedzieć, że bardzo ciekawie piszesz i podróżujesz. gratuluję tylu osiągnięć i życzę powodzenia w dalszych projektach.

Dodaj komentarz