Kazachstan autostopem 2

Ciepło. Czuję jak pierwsze promienie sloneczne ogrzewaja mi twarz. Przeciagam się w łóżku i patrząc za okno usmiecham szeroko. W końcu znalazłem to czego szukałem – słońce. Tak odległe, a tak cieszy. Rozgladam się dookoła i usmiecham jeszcze szerzej. Przygoda z chlopakami z warsztatu jak najbardziej pozytywna. Powoli zaczynam się pakować i słyszę, że chłopaki też się ogarniaja. Wchodząc z pokoju patrzą na mnie i zaczynają się śmiać. ‚Ale myśmy wczoraj pijani byli’  – powiedział jeden z nich i zaczął się śmiać jeszcze głośniej. W piewszym momencie myślałem, że mnie nie pamiętają, ale po chwili rzucili hasło, które jest melodia dla mych uszu ‚chodź Pasza! Zjemy śniadanie i podrzucimy Cię na wylotowke w kierunku Indii’ , dowcipnisie.

image

image

Na wylotowce stanąłem o 11. Najedzony, czysty i szczęśliwy. Było przyjemnie gorąco, więc podwinalem rekawki i zacząłem łapać na Astane. Miałem 4 dni zapasu, więc zero pośpiechu.2 minuty później i zatrzymalo się pierwsze auto. Do Astany nie jadą, ale mogą mnie podrzucic na trasę krajową. Wskakuje do auta i zaczynam się upewniac co do trasy. Polscy kierowcy, których spotkałem wczoraj powiedzieli, że najlepsza jest droga M35. Lokalni, że P36. Uznałem, że kierowcy znają się, więc po prostu z miejsca, gdzie mnie wysadzili moj pierwszy stop, chciałem się przejść 2km na M35 bo była niedaleko. Los chciał inaczej.

image

Mimo, że nie lapalem stopa, idąc przy trasie, zatrzymało się auto. Ze starego T2, wyskakuje mężczyzna w średnim wieku i krzyczy, że mnie podwiezie. Pytam sie go skąd wie gdzie jadę skoro nawet nie mam tabliczki. Okazało się, że widział mnie wcześniej jak lapalem na Astane. Szafa gra! Wskakuje do auta i drugie pytanie, a właściwie stwierdzanie, które usłyszałem brzmiało ‚Jesteś glodny(?)’. Deja vu z Gruzji. Przez chwile jeszcze oponowalem, ale Sasza pozostał niewzruszony. Jego żona zrobiła wczoraj za dużo klopsikow i trzeba je zjeść. I tym samym, po godzinie spędzonej na pochlanianiu lokalnych specjałów, znowu stałem na trasie. Kciuk w górę i łapie. Minuta stania i zatrzymuje się auto. Dwa auta! Jedno z naprzeciwka, a drugie w moim kierunku. Podchodzę do tego pierwszego i widzę 4 osobową rodzinke. Jadą w Sarykol, czyli w miejsce gdzie chciałem pojechać i odpocząć nad jeziorem. Pakuje się z bagażem na tylnie siedzenie i jedziemy.

image

Sarykol jest małym miasteczkiem, w którym nie ma dosłownie nic do zobaczenia.

image

W trasie zapytałem się czy może znają jakąś kafejke internetową, gdzie mogłybym przerzucić zdjęcia, ale niestety, takowej nie ma. Wtedy zaproponowali, żebym skorzystał z ich komputera. Cały szczęśliwy podziekowalem. I gdy dojechalismy pod ich dom podążyłem za gospodarzem. Rodzinka żyła skromnie acz schludnie, a w mieszkaniu czuć było ogrom pracy wlozonej w utrzymanie porządku. Przerzucanie zdjęćzajęło mi dobre 30min, a gdy skończyłem usłyszałem, że czas pokuszac. Rodzinka zaprosiła mnie na obiad, który zjadłem z wielkim apetytem.

image

Gdy już pojedlismy, dyskretnie przypomniałem o sobie, pytając jakie jest to jezioro, nad które się wybieram. Zadziałało. Wsiedlismy do auta i jedziemy.

image

Na mapie jezioro było bardzo blisko miasta, a my już dobre 10 min jedziemy po polnych drogach. Dwadzieścia minut i nic tylko trawa dookoła. Zacząłem sie poważnie zastanawiać jak z tego jeziora będę wracał,bo na oko juz dobrą godzinę na piechotę. W końcu padło hasło – Ozioro! Spogladam przez przednią szybę auta, a tam zamiast jeziora widzę raczej coś na kształt bajora. Bajora otoczonego błotem i dwumetrową trzicna. Dramat. Zacząłem się zastanawiać co teraz, bo nie usmiachala mi się opcja zostania turaj na noc. I wtedy rodzinka zaproponowała, żebym spędził noc u nich. Aż podskoczyłem z radosci. W drodze powrotnej zacząłem wypytywac co się stało z jeziorem. Wyschlo – odpowiedieli. Od 2 lat w czasie zimny notowali małe opady śniegu, a to w głównej mierze dzięki niemu istnieją jeziora w rej części Kazachstanu.

image

image

Gdy wróciliśmy jako gość zostałem oprowadzony po gospodarstwie, a następnie usiadlem jeszcze na godzinę przy komputerze, aby przygotować wpis. Jak tylko skończyłem wyszedłem na podwórko i zobaczyłem, że trwają przygotowania do dwóch rzeczy – wyprawy na grzyby i bani.

image

Najpierw poszedlem z ojcem i synem na grzyby do slicznego lasu brzozowego, a następnie do innych gospodarzy po kumus, czyli mleko z konia.

image

image

image

Jak już wróciliśmy do domu, to czekała na nas potężna kolacja składająca się z makaronu z konina sałatek i ziemniaków. Gdy skonczylismy głowa rodziny zarządziła sprzątanie poobiadowego pobojowiska i przgotowania do bani. Jako, ze byłem gościem, to pierwszy z niej skorzystałem.

image

image

Bania składała się z trzech pomiszczen. Pierwsze, w ktorym się odpoczywalo, rozmawiało i pilo. Drugie było natomiast uproszczoną wersją prysznica. Bylo tam wiadro z zimną wodą, której używało się po wyjściu z trzeciego i ostatniego pomieszczenia, czyli jedno osobowej sauny, nagrzewanej oczywiście drewnem.

Wychodząc z sauny zobaczyłem, że na stole stoi zmrozona wódka i kilka pudełek. Zapytałem co jest w pudełkach i odpowiedź mnie przerazila – zdjęcia rodzine. Jak zaczęliśmy je oglądać i pić o 24, to skonczylisy o 5. Umieralem, ale bynajmniej nie od ilości alkoholu, ale zdjęć. Poznałem cała ich rodzinke oraz chyba wszystkie posągi Paryża, które fotografowali na swojej podróży poslubnej 25 lat temu. Do łóżka dotarłem jak już switalo.

image

Strony
Rosja <<<< 1 2 3 4 5 6 7 8 >>> Kirgistan

Dodaj komentarz