Kazachstan autostopem 3

Szczerze obawiałem się kaca, ale gdy o 9 wstalem, nic takiego nie czułem. Pewnie jeszcze jestem pijany - pomyślałem, z przerażeniem przypominając sobie ilość wypitej wczoraj wódki i obejrzanych zdjęć rodzinnych.

Wyszedłem na podwórze, przeciagnalem się i rozciagajac wszystkie mięśnie, szeroko ziewnalem. Spojrzałem w kierunku kuchni i zobaczyłem, to o czym marzyłem – kawę. Wszedłem, przywitalem się i z rozbawieniem zerknalem na głowę rodziny, który jeśli czuł się tak jak wyglądał, to mu współczuję. Oczywiście, zauważył moj uśmiech i sam się zaczął z siebie śmiać.

Po śniadaniu rodziciele musieli podskoczyc do sklepu, więc wskoczylem na kanapę przed domem i zacząłem pisać. Pisząc i myslac o podróży praktycznie nie czułem jak szybko płynie czas. Byłem czysty, najedzony, wypoczety i zdrowy, co czyniło mnie szczesliwszym niz ponad 90% ziemskiej populacji, której zawsze czegoś z tych kilku brakuje.

Około godziny 12 trochę zaczęło mnie nosić i chciałem już wracać na drogę, ale gospodarze mnie poinformowali, że nie ma opcji, żebym pojechał nie jedząc z nimi obiadu. Więc zostałemna obiad. A po obiedzie na kawę. I już chciałem wychodzić, gdy gospodarz zauważył zdjęcia, których nie zdarzylismy wczora przejrzeć. Tylko nie to! Ale było już za późno. Sięgał po pozostałe 500 zdjęć. I tym samym znowu zaczęła się epopeja pod tytułem ‚Ja,moja żona i pomnik’, tym razem z Włoch. W końcu o 16 zauważył moje, już dość wyraźne, znuzenie i oznajmił, że czas jechac. Raz dwa pobieglem po spakowane rzeczy i minutę później zameldowalem się pod autem.

Na trasie byłem dopiero o 17. Po szczerym i serdecznym pożegnaniu z rodziną, ustawilem się i lapalem dalej. Tylko, że nic nie jechało. 10, 15 min i zero aut. Jak coś przejedzie, to mi machaja, że zaraz skrecaja. Mam czas, więc się nie stresuje tylko lezę oparty o plecak i cieszę popoludniowym słońcem. Sporo osób się mnie pyta czy w takich sytuacjach się nie nudze. Prawda jest taka, że gdy jestem w drodze, nawet gdy czekam, to się nie nudze, bo jest wiele form zabijania czasu. Ja najczęściej śpiewam. Wszystko od Golec u Orkiestra począwszy, przez Disneya, a na kolendach kończąc. Jak jestem sam to nikt się nie męczy słuchając mnie. Sygnałem, że czas zmienić repertuar są ptaki, które zmęczone moimi coverami podnoszą się z pola i uciekają. Druga sprawa to modlitwa. Jestem wierzący i praktykujący, więc gdy tylko jest okazja, to się modlę. Najczęściej o zdrowie dla moich Babci i Dziadków, których strasznie kocham, a to właśnie zdrowia im najczęściej potrzeba. Czasami też o cierpliwość dla rodziców, którzy są tolerancyjni, ale jak zrobię jakąś głupotę, to się denerwują ( Mamo, przepraszam za skok na bungee,ale żyje i mam się dobrze, więc się nie martw). Oprócz tego zawsze staram się dziękować za każda osobę, która spotykam na trasie. Więc nie, w drodze nigdy się nie nudzę.

Po mniej więcej godzinie wylegiwania, w końcu przeszkodziło mi auto jadące 250km w kierunku Astany. Wstaje i patrzę na relikt przeszłości, o dumnej nazwie Kamaz. Wskakuje do szoferki i witam się z kierowcą. Ruszamy.

image

image

Dopiero w trasie zaczynam sobie uświadamiać, co znaczy bezkresny step i morze pszenicy. To pierwsze, to trawiasta pustynia rozciagajaca się nawet tam gdzie wzrok nie sięga. Trawa we wszelakich odcieniach i rodzajach. Od kęp soczystej zieleni do wypalonych słońcem żółtych polan. I ani jednego drzewa czy krzaków.Step, bezkresny step, plaski niczym stół.

Morza pszenicy zobaczyłem dopiero podczas zachodu słońca. Było to tuż po wspólnym posiłku, gdy kierowca sprawdzał czy towar się nie obluzowal podczas jazdy po wybojach a, ja stałem na skraju drogi i patrzyłem przed siebie. I gdzie nie spojrzałem zieleń, wciąż jeszcze nie gotowej do zbioru pszenicy. Kierowcą wydawał się nadal zajęty, więc zrobiłem kilkanascie kroków na przód i stanąłem po pas w kłosach. Zachodzące słońce idealnie współgrało z porywistym wiatrem, który kolysał każdym kłosem tak ja robi to z każdą falą na morzu. Stoję i widzę, że co chwilę dociera do mnie kolejny podmuch wiatru, a wraz z nim uginają się całe połacie zieleni, w której stoję. Patrząc w dal dostrzegam setki takich miejsc, które razem tworzą piękny obraz. Buszujacy w zbożu’ -  pomyślałem i odwróciłem się w kierunku kierowcy krzyczacego ‚Pasza, dawaj! Pojechalim!’ Powoli wyszedłem z zielonego morza i podbieglem do wysłużonego Kamaza.

image

Około 21 postanowiłem poprosić kierowcę, żeby się zatrzymał i pozwolił mi wysiąść, bo chcę spędzić noc w stepie. Trochę się zdziwił nie rozumiejąc po co, ale w końcu zjechał na pobocze. Zatrzasnalem drzwi z hukiem, zarzucilem plecaki na plecy i ruszyłem przed siebie. Czystość, wolność, niezależność. W step.

image

Strony
Rosja <<<< 1 2 3 4 5 6 7 8 >>> Kirgistan

Dodaj komentarz