Kazachstan autostopem 5

Szlag by to! Znowu właczyłes latarkę przez sen! – nieprzytomnie pomyślałem otwierajac oczy. W namiocie jasno jak w dzień. Zacząłem się rozglądać za źródłem światła i wtedy nastała ciemność. Absolutna i kompletna. ‚Ok, coś jest nie tak’ – przemnknelo mi przez głowę, a jednocześnie do świadomości zaczęło docierać, czego mam się spodziewać.
Nie jestem pewny co było pierwsze. Najpotężniejszy grom jaki w życiu słyszałem, czy lokalne trzęsienie ziemi nim spowodowane. Szybko wyskoczylem z namiotu, żeby powbijac śledzie jak najmocniej i najgłębiej w ziemię. Ledwo wyszedłem, a zostałem zaatakowany przez chmare zmutowanych, kazachstanskich komarów. Biegalem od linki do linki, jedną ręką odganiajac krwiopijcow, a drugą wbijajac śledzie i upewniajac się, że zniosą nadchodzącą nawalnice.
Do namiotu wchdzilem wraz z pierwszymi kroplami deszczu. Ledwo zamknalem scianke i powybijalem wszystkich latajacych cwaniaków, którzy chcieli przeczekać u mnie nawalnice, a się zaczęło.
Wpierw gwałtowny, południowy wiatr, który miał wszystko usunąć z drogi nadchodzacemu gradobiciu. Wyjacy i szarpiacy namiotem na wszystkie strony. Wytrzymaj staruszku! – wyszeptalem, patrząc na napiety do granic możliwości topik namiotu. Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Po kolejnych kilku grzmotach, zaczęło lać jakby Bóg zapomniał zakrecic kran. Lało jak z cebra. Dosłownie sciana wody. Wszystkie rzeczy polozylem możliwie blisko środka i klnalem na miejsce, w którym się rozbilem. Zero osłony przed wiatrem, a co najgorsze, na glinianym podłożu, w które nie chciało chlonac wody. Ze złością i zrezygnowaniem patrzyłem na mój mały domek z kazda kolejną minutą pochlanialo błoto. Po około godzinie wichura osłabła, więc po upewnieniu się, że mogę spokojnie zasnąć, padlem jak zabity.

image

Obudzilem się około 7, ale wciąż padało. Stwierdziłem, że poczekam do jakiegoś rozjasnienia, którego na próżno było szukać na zasnuym ołowianymi chmurami niebie. O 10 juz musiałem wyjść 10 za potrzebą i tu dobra, traperska rada – ‚Jak jedziecie w step, to weźcie ze sobą papier toaletowy, bo nie ma tu ani drzew, ani krzaków, a jak ich nie ma, to nie ma też liści i jest problem.’
Tak czy inaczej papier miałem, ale gdybym go nie miał, to chyba trzeba by było poświęcić skarpety. Traperskie życie.

Wracając do namiotu znowu usłyszałem hałas. Na początku myślałem, że to odgłosy oddalajacej się burzy, ale jednak nie. Zaa pobliskiego pagórka wyłania się koń. Wielki, potężny ale i na swój sposób piękny, zatrzymał się i odwrócił się w moim kierunku, głośno rzzac. Zaraz za nim pojawiło sie kilkanaście kolejnych, a zanim się spostrzeglem, w moją stronę biegło już kilkadziesiąt koni Szybko podbiegam do namiotu i szukam kamery, jednak zaczyna mnie niepokoić coraz to glosniejszy tętent galopujacych zwierząt. Odracam się i widzę, że tam gdzie jeszcze 10 sekund temu było kilkadziesiąt koni, jest juz ich tyle, że nie ogarniam ich wzrokiem. W tym momencie się przestraszylem nie na żarty, bo wizja bycia stratowanym nie należy do najciekawszych. W ‚Into the wild’ Supertramp nie mial takiego problemu - stwierdziłem, intensywnie myśląc co zrobić lub ewentualnie gdzie uciekać. Wtedy usłyszałem pastucha, wylaniajaceo się za pagorka, który krzyczał do mnie z kiludziecieciu metrów ‚Krzycz i machaj rękoma! - usłyszałem. No to stoję juz naprawdę przestraszony, machajac rękoma w stylu ” Dudek dance” i krzycząc coś czego nawet sam nie rozumiałem. Podzialalo! Stado zaczyna lekko skrecac w lewo, omijając mnie i mój namiot. Szybko siegam po kamerę i filmuje zarówno konie jak i pastucha, którego z miejsca przechscilem na Winetou.

image

Gdy już udało mu się przegonic wszystkie, podjechał do mnie i zaczęliśmy rozmawiać. Ot przypadkowa rozmowa polskiego autostopowicza z kazachskim pasterzem koni, gdzieś na bezkresnym stepie. Okazało się, że pod swoją opieką ma ponad 500 sztuk, o które dba na zmianę z bratem.

image

Gdy już ochłonąłem spojrzałem dokładniej na namiot. Cały w błocie i bez perspektyw, że wyschnie w najbliższym czasie. Trochę zły, zabrałem się za jego pakowanie,slizgajac się od czasu do czasu w błocie.Po 20 min meczarni, cały ublocony, stanąłem na drodze, obserwując majaczace jeszcze w oddali stado Winetou.

W sumie ujechalem tylko 200km na dwa stopy. Pierwszym była rodzinka jadąca na wesele, a drugim dwie kobiety jadące do pracy w niedalekiej cafe. Wysiadlem z nimi i zacząłem się rozglądać. Nic specjalnego. Ot zwykła buda i grill na szaszlyki. Zaproszony na kawę nie odmówiłem i zacząłem rozmawiać. Okazało się, że to nie do końca zwykła cafe. Kawałek z budą znajdowały się dwa namioty wędrownych Kazachów, tak zwane Jurty.

image

image

image

image

image

image

image

image

Przeszedłem się je zobaczyć i w środku zobaczyłem, że dwie kobiety próbują  zacerowac sufit. Zacząłem się dowiadywać co się stało. Dziewczyny wytlumaczyly mi, że wczorajsza, niszczycielska burza zerwała poszycie i muszą ja naprawić do wieczora.
Do Almaty miałem 300km, więc bez problemu mogłem tam dotrzeć w klika godzin. Zapytałem czy może potrzebują pomocy i z wdzięcznością stwierdzili, ze tak, wiec wziąłem się do roboty. Tym samym spędziłem cały dzień pomagając naprawić Jutre, po wyjatkowo silnej burzy.

image

image

Wbrew pozorom nawet zwykła pomoc przy sprzątaniu i naprawianiu dachu może być porzadna lekcją kultury, zwyczajów i historii. W Jurcie tak banalna rzecz jak ułożenie dywanów, miejca poszczególnych stołów czy nawet poruszanie się w środku ma znaczenie. Oczywiście na początku myślałem, ze pomogę przez godzinke i fajrant, ale było kompletnie inaczej. Spędziłem bite 10 godzin na zaszywaniu dziur, wietrzeniu namiotu, podwieszaniu dywanów i ubijaniu podłoża. Naprawdę ciężka praca, zwłaszcza dla samych kobiet. Zobaczyłem, że oprócz naszej trójki uwijajacej się jak w ukropie, na terenie Jurt było dwóch mężczyzn nic nie robiacych. Zapytałem pracujących ze mną, czemu nam nie pomagają i odpowiedź mnie powalila „bo to nasi mężowie”. Kropka. Koniec. Żadnego innego wytłumaczenia. Po prostu bycie facetem oznacza nic nie robienie. Dramat.

Pod koniec dnia byłem padniety. Zjadłem kolację przygotowaną przez moich gospodarzy, chwilę pobawilem s
ię z córką gospodarzy i poszedłem prosto do Jurty, gdzie spędziłem noc. Byłem nawet zbyt zmęczony, żeby docenić fakt, że śpię w miejscu gdzie kiedyś spały całe pokolenia rodzin.

image

Kladac się, jeszcze tylko pomyślałem, ze to jest właśnie autostop, który kocham najbardziej. Drugi tydzień podróży i za mna już 5000km, a to jedynie jakieś 15% tego co zaplanowalem. Przygoda trwa!

Strony
Rosja <<<< 1 2 3 4 5 6 7 8 >>> Kirgistan

1 komentarz dodany:

  1. Niesamowite historie :) czytam z uśmiechem na twarzy i inspiruję się do dalszych wypraw. Uwielbiam Twoje relacje i nie mogę się doczekać książki. Dziękuję Ci za opisy i za Twoją przygodę. Pomoc przy cerowaniu Jurty- cudnie. Za to jakbym zobaczyła ‚stadko’ koni na stepie to chyba dostalabym ataku serca. Będę śledzić! Powodzenia we wszystkim ;)

Dodaj komentarz