Kazachstan autostopem 6

Już od 7 rano przewracałem się z boku na bok i nie wiedzieć czemu, nie mogłem spać. W końcu sie zirytowałem i siadłem na pobliskim taborecie, myśląc co robić dalej. Pracownicy kawiarni mieli przyjść dopiero o 10, więc mialem dwie opcje. Pierwsza, to angielskie zawiniecie się i pozostawienie podziękowania, a druga to czekanie az wrócą i nic nie robienie. Jako, że nienawidzę pożegnań, zdecydowałem się na pierwszą opcję. Posprzatalem po sobie, zostawiłem mała polską flagę i ruszyłem na szosę.

Jako pierwsza zabrała mnie rodzinka, która jechała starym Kamazem aż do Taszkientu, ale że było już ich w środku czworo, to podwiezli mnie tylko do wjazdu na autostradę. Tam już po 5 minutach machania kciukiem miałem transport do Astany.

image

Astana, to stosunkowo młode miasto, które jeszcze przed 1997r. było nazywane Celinogradem. Dopiero wtedy prezydent Kazachstanu podjął decyzję o przeniesieniu stolicy z Almaty właśnie do Celinogradu, a miasto zmieniło nazwę na ‚Astana’ co po kazachsku znaczy ‚stolica’. Dlaczego przenieśli stolicę? Pytałem wielu osób, ale w sumie nikt do końca nie wie. Najsensownieszym wytłumaczeniem jakie usłyszałem, to że Almaty jest położone w górach i już nie może sie bardziej rozrastac. Dodatkowo z niektórych części kraju trzeba było 3 dni, żeby dojechać do stolicy. Dlatego postanowiono zaprojektować nowe miasto, w centralnym Kazachstanie, żeby każdy mógł dojechać w stosunkowo krótszym czasie.

Samo miasto dzieli się na dwie części przedzielone rzeką. Prawy brzeg, to stary Calinograd, niczym się nie wyróżniający spośród innych miast. Lewa strona jest kompletnie inna. Gdy tylko przekroczy się łukowaty most łączący obie części, odnosi się wrażenie, że wkroczylo do miasta przyszłości. Szerokie ulice, przypominające przestrzenne aleje Paryża, a przy każdej z nich  jeszcze młode drzewa, zasadzone z wrecz nieznośna symetria. Przechadzajac się pomiędzy kolejnymi ulicami, co jakiś czas instynktownie mruży się oczy, bo słoneczne refleksy odbijajace od strzelistych wiezowcow, potrafią oslepic. Każdy budynek został starannie zaprojektowany, żeby komponować się z innymi. Dominuje biel, morski błękit, świeża zieleń oraz elementy złota, które subtelnie przyciągają uwagę przechodniów. Centralnym punktem jak i równocześnie symbolem miasta, jest wieża widokowa ze złota kopułą, która góruje nad pozostałymi budynkami. Miasto zdecydowanie największe wrażenie robi nocą, gdy każdy z budynków jest podswietlony setkami tysięcy małych lampek, mieniacych się w rozmaitych kolorach.Niestety poza podziwianiem architektury nowego miasta, w stolicy nie ma nic ciekawego. Miasto bez historii, która tak uwielbiam.

image

image

image

Tak czy inaczej do miasta jechałem z nadzieją przeprania ciuchów i małego odpoczynku. Nocleg znalazł się w ostatnim momencie, bo zaledwie dzień wcześniej napisała do mnie Svietlana, która poinformowała mnie, ze sama mnie nie może przenocować, ale jej znajomi-owszem.

Spotkałem się z nią w pubie w centrum skąd poszliśmy do jej znajomych, którzy okazali się być zwariowaną mieszanką. Pierwszy z nich to Stas, który jest zawodowym muzykiem, grającym w zespole jazzowym. Drugim Genia, który administruje portal Wirtualny Kazachstan, a trzeci to Amur, który jest ‚czlowiekiem metalem’ i uczy fizyki na uniwerku. Jakimś cudem wszyscy żyją ze sobą od lat, a mieszkanie nie rozlatuje się.

image

Małym utrudnieniem był fakt, że nikt z nich nie mówił słowa po angielsku, ale przyzwyczajony do takiego stanu rzeczy robiłem co mogłem. Wieczorem zaprosili mnie do ‚pubu’ gdzie miał grać Stas. Myślę sobie ‚Dobrze, że pub, a nie klub, bo jedyne ciuchy jakie mam to bojówki i obciachowe krótkie spodenki’. Stas wyszedł wcześniej, a ja z Genia później, bo mieliśmy jeszcze razem podejść po jego znajomą. Okazało się, ze owa znajoma, to żadna kumpela do pubu tylko dziewczyna, którą poznał dwa dni wcześniej i zaprosił ja na randkę.

Spotkaliśmy się z nią pod jej blokiem. Wysoka blondynka, w 15cm szpilach i kiecce jak na rozdanie Oskarow. Patrzę na nią w tych moich czarnych bojowkach, białych adidaskach, t-shircie z logo pocztówek, piwem w ręku i nagle dotarło do mnie, że ‚pub’, do którego idziemy chyba jednak trochę mija się z tymi ktore znam z Gdańska. Jakby tego było mało, Genia bierze dziewuszke pod rękę i idziemy. ‚Świetnie, randka, a ja jak kula u nogi’ – pomyślałem. Ale okazało się Genia biorąc mnie miał ukryty plan. Jako, że ich wspólne tematy skończyły się razem z odpowiedzią na pytanie ‚co tam u Ciebie’, byłem głównym tematem rozmowy. Gdzie byłem, co robiłem i jak to się stało, że Genia bohater mnie nocuje. W końcu już nie mogłem wytrzymać ze śmiechu i wycofalem się w celu robienia zdjęć, zostawiając ich pogrążonych w niezrecznym milczeniu.

image

Gdy w końcu dotarliśmy do ‚pubu’ okazało się, że jest to bardziej restauracja dla burzujow i pasowalem tam jak pięść do nosa. Genia zamówił piwo dla mnie i dla siebie, a ja przywitalem się z pozostałymi 3 dziewczynami członków zespołu, które też wystrojone nie przejawialy większej ochoty do rozmowy. Usiadlem jak największy nerd oglądając mecz, gdy obok ekipa rozmawiała w najlepsze. Gdy mecz się skończył pozostało mi już tylko piwo i Facebook, bo Genia był zajęty niegadaniem z towarzyszka, a dziewczyny pilowaly paznokcie, słuchając grających chłopaków. Co najsmutniejsze, oprócz nas w restauracji były tylko 2 osoby i barmani. Dopiero o północy przyszły dwie kolejne znajome Geni, Dinara i Anastazja, ktorym też się przedstawiłem i bez większej nadzieji zapytałem czy mówią po angielsku – ‚yes, we do’. W pierwszym momencie myslalem, że się przeslyszalem, ale nie! Jak zacząłem nawijac, to chyba się nawet Genia obraził, bo teraz on był tym nerdem z piwem. Później dołączyli do nas jeszcze chłopaki z zespołu, więc było naprawdę fajnie. Z dziewczynami umowilem sie na jutro, że pokażą mi miasto.

image

image

W sobotę plany trochę popsuła pogoda, bo znowu lał deszcz, więc pierwszą część dnia spędziłem w domu, a później spotkałem się z dziewczynami na obiedzie. I wciąż padało. W końcu Dinara zaproponowała żebyśmy poszliśmy do domu jednej z nich na herbatę, żeby przeczekać deszcz. Z herbaty nic nie wyszło, bo deszcz przerodził się w burzę i piorun rozwalil transformator obok bloku. Więc siedzieliśmy i rozmawialismy az do popołudnia, kiedy to w końcu pojechaliśmy zobaczyć miasto. Okazało się, że Dinara, ma ma znajomych alpinistów, którzy organizują skoki na bungee i jak chcę, to jutro możemy pojechać i poskakac. W sumie jedyny plan na niedzielę był, żeby pójść na polską mszę i nic więcej, więc chętnie się zgodziłem.

W niedziele o 12 poszedłem do kościoła dowiedzieć się o polskiego księdza, który jest tam na misji i powiedziano mi, że będzie odprawiał mszę o 18. Nie mialem nic do roboty przez 6 godzin, więc po prostu chodziłem po mieście, utwierdzajac się w przekonaniu, że jutro z rana, jak tylko zalatwie rejestrację, to uciekam dalej. O 18 znowu byłem w kościele, ale msza odprawiana była po rosyjsku i angielsku. Po mszy odwiedziłem zakrystie i dowiedziałem się, że ksiądz Piotr się rozchorowal. Trochę rozczarowany, wróciłem do domu skąd odebrała mnie Dina z mamą i razem pojechaliśmy na obrzeża miasta.

Skoki na bungee odbywały się z dachu opuszczonej fabryki wysokiej na 55m. Wbrew pozorom skok był najbepieczniejsza częścią, bo żeby wejść na samą górę trzeba było skorzystać z żelaznych schodów, a ostatnie 10m po drabinie, która ani nie wzbudzała zaufania ani nie była w żaden sposób zabezpieczona. No ale jak już powiedziałem, że skocze, to nie moglem się wycofać mimo, że podświadomość mi podpowiadala, że jak coś się stanie, to ubezpieczenie tego nie pokryje.

image

Dima skoczyła pierwsza, a ja drugi. I polecam każdemu. Chyba nawet lepsze uczucie, niż skakanie z klifu do morza na Ukrainie. No i żadnych meduz na dole. Po wszystkimi pomogłem zawinac sprzęt i pojechaliśmy do chłopaków do domu wszystko zostawić i przejść się po bulwarze.

image

image

image

image

Plan na poniedziałek był jeden – zrobić rejestrację i uciekać z miasta. Poszedłem więc o 10 pod wskazany mi adres i się przeraziłem. Przed budykiem kolejka około 100 krzyczących i przepychajacych sie osób. Na początku starałem się grzecznie stać w ‚kolejce’, ale po godzinie stania w miejscu zirytowalem się i zacząłem się bezpardonowo pchać. Zadziałało, bo o głowę przewyzszalem wszystkich Uzbekow, Kirgizow, Tadzykow i Rosjan. I masa też zrobiła swoje.
image

Dopchalem się do okienka po 2 godzinach od przyjścia. A tam kobieta mi mówi, że się spóźniłem i powiniennem był, to zrobić w piątek. No to jej mówię, że chciałem to już zrobić we wtorek, dzień po przyjeździe, ale mi na policji powiedzieli, że mam 5 dni licząc od pierwszego dnia po wjeździe i nie uwzględniając weekendów. Urzędniczka pozostaje niewzruszona, a mnie wypychaja kolejne osóby. Jestem w punkcie wyjścia. Dziki tłum dookoła, a jakimś cudem muszę ustalić co dalej. Byłem już ostro zirytowany panującym hałasem i przepychajacymi się ludźmi, więc schowalem kulturę do kieszeni i wpychalem sie do każdego okienka bez kolejki. W końcu udało mi się ustalić pokój, do którego mam iść.

Przed pokojem kolejka, ale chrzanie ją, powtarzając ‚amerykaniec, amerykaniec’ i wpycham sie do środka. Tam staję oko w oko z urzędowym wielorybem. Wielki waleń, ledwo mieszczacy się na fotelu, który swobodnie mógłby sobie na brzuchu postawić nie piwo, ale całą skrzynkę. Patrzę na jego spocona, od panującej w środku duchoty, twarz i tłumaczę sytuację. On, nic nie mówiąc, uśmiecha sie tylko pod nosem i drapie po spoconej lysinie. Gdy skończyłem odpowiada mi po kazachsku. Tlumacze, że rozumiem jedynie rosyjski. Odpowiada mi tylko wzruszenie ramion, po którym fotel steknal z bólu. ‚Dziengi, amerykaniec, dziengi’. Nie wierzyłem w to co słyszę. Facet bez skrępowania każe mi kłaść kasę na stół. Wyciagam 1000 tengie, tj. około 5€, ale on, że jeszcze. No to kładę kolejne 1000 i okazuje się, że nagle mówi po rosyjsku i informuje mnie, że karą za spóźnienie jest 150$ do zapłacenia w banku. Zły jak wsie diabli, biorę papierek i idę do banku. Tam kolejna godzina czekania i znowu do urzędu.
image

Myślałem, że teraz dostanę pieczątkę i wszystko, ale to byłoby zbyt proste. Znowu musiałem się dopchac do wcześniej poznanego walenia i zamiast pieczątki dostałem 2 białe kartki, dwie zielone i jedną żółtą do wypełnienia w cyrylicy. Oczywiście wszystkie w formacie A4. Szlag mnie trafił, bo rozmawiać, to owszem potrafię, ale pisanie, to już wyższa szkoła jazdy. Gdy to wytłumaczyłem urzędnikowi, zobaczyłem tylko błysk chciwości w oku i kolejne 10€ wyfrunelo z mojego portfela, ale papierki wypełnił i zaniósł do okienka gdzie miałem czekać na sprawdzenie wszystkiego.
image

Po 30 minutach okazało się, że wszystko okej i mam 72 godziny na opuszczenie Kazachstanu. Na początku myślałem, że nie zrozumiałem, ale gdy powtórzyła upewniłem sie, że owszem mogę zostać dłużej, ale to kosztuje 20€ . Oczywiście paragonu nie dostałem.

Plujac ogniem, wróciłem do chłopaków, którzy mnie oswiecili, że tutaj to norma, chociaż zdarli ze mnie wiecej niż z lokalnych. I oni nie nazywają tego lapówkarstwem tylko ‚zrozumieniem’.Tak czy inaczej zaproponowali, żebyśmy jutro z rana pojechali razem nad jezioro do Borowoje, które było odległe o 260km od Astany. I w sumie po sprawdzeniu w internecie jak tam wygląda, chętnie się zgodziłem. Ale podczas gdy ja poszedłem z dziewczynami na ciacho i wino, ekipa ostro zapiła i rano nie byli w stanie wstać.

image

image

Zadzwoniłem więc do Dinary i okazało się, że wraca do domu na północ, czyli w kirunku Browoje. Zaproponowałem, żebyśmy pojechali razem, przyczym tylko i wyłącznie autostopem. Zgodziła się, ale zamiast wyjechać o 10, to ruszyliśmy o 14, bo wieki minęły zanim była gotowa.

image

W sumie dobrze, że jechaliśmy razem, bo Dina ogarniała autobusy i linie, których na próżno było szukać w internecie, więc dość sprawnie wydostalismy się z miasta na wylotowke, z której po dosłownie sekundzie zgarnął nas major armii kazachstanskiej, jadący do miasta Dinary. Wysadzili mnie po drodze, skąd już piechotą ruszyłem na poszukiwanie odludnego miejsca gdzie będę mógł w spokoju odpocząć.

image

Gdy już takie miejsce znalazłem, to rozlozylem namiot i wziąłem się za jego czyszczenie, bo był w opłakanym stanie. Zebralem jeszcze trochę drewna w nadzieji, że zrobię sobie ognisko, ale niestety wieczorem rozpadalo się na dobre, więc padniety zaleglem spać, ciesząc się, że w końcu uciekłem z miasta.

image

Czemu cały pobyt w Astanie opisałem dość sucho w jednym poscie? Bo nie lubię miast. Te historyczne, z zabytkami, to owszem, ale zwykłe molochy, choćby nie wiadomo jak piękne mnie po prostu nie cieszą, a nawet męczą po dwóch trzech dniach. I szkoda czasu na opisywanie ich szczegółowo, bo specjalnie się od siebie nie różnią.

Strony
Rosja <<<< 1 2 3 4 5 6 7 8 >>> Kirgistan

1 komentarz dodany:

Dodaj komentarz