Kazachstan autostopem 7

Do Borovoje przyjechałem odpocząć, ale odpoczynku nie znalalem. Wyglądało to mniej więcej tak, jakbym przyjechał do Zakopanego cieszyć się naturą i równocześnie chcąc odpocząć od ludzi. Owszem, ładne jeziora i góry, które wyrastały nie wiadomo skąd, ale mnóstwo turystów. I tak czekają Was dwa nudne wpisy, a to pierwszy z nich.

Spałem długo, jakbym chciał wszystko odespać i jeszcze wyspać się na zapas. Ze śpiwora wygoniło mnie dopiero południowe słońce, które nagrzało wnętrze namiotu tak, że nawet leżąc, pociłem się. Dobra, koniec leżakowania – pomyślałem i biorąc ręcznik, pobiegłem do pobliskiego jeziora. Tak, zdecydowanie potrzebowałem takiego orzezwienia, żeby się w końcu ogarnąć.

image

Zjadłem resztki wczorajszej kolacji i jako, że mam świra na punkcie planowania, ustaliłem plan dnia.
1) zbieranie drewna na wieczorne ognisko
2) polowanie na obiad
3) spacer w góry
4) nic nierobienie
5) ognisko

Realizacja punktu pierwszego przebiegała opornie. Cały półwysep był oblegany przez turystów, a drzew jak na lekarstwo, więc i z opałem było ciężko. Przez dwie godziny laziłem i uzbierałen akurat tyle drewna, żeby ognisko pożadnie paliło się przez 30 minut.

Po 15 i mój żołądek irytujaco upominał się o strawę(aż sam się śmieje, że tego słowa użyłem). Przeszedłem się, więc na polowanie do pobliskiej wioski, gdzie umykajac przed nachalnymi taksowkarzami i wszechobecnymi kebabami, trafiłem do sklepu. Tam zaopatrzylem się w coś co oni nazywają kiełbasą( prawdopodobnie nigdy nie widzieli polskiej), konserwy, chleb i piwo, a następnie wróciłem do namiotu.

image

Po jakże niesmacznej konserwie, przegryzionej jakże starym chlebem, postanowiłem się przejść po górach, które wznosiły sie nad jeziorami.

O ile sama droga na szczyt była dość prosta i urokliwa, to denerwował mnie wszechobecny syf. Nie wiem czemu, ale wszyscy maja tu w zwyczaju wyrzucać śmieci gdzie popadnie. Na drodze, na szlaku, w miescie i w lesie, w domu i na podwórku. Jednym słowem dramat. Tak czy inaczej widok ze szczytu, nawet mimo otaczających mnie butelek po piwie, był piękny.

image

Schodziłem dość szybko, bo zapowiadało się na deszcz, a przecież mialem jeszcze w planie ‚nic nierobienie’ i ‚ognisko’.

Do namiotu dotarłem równo ze zmierzchiem i wziąłem się za ustawianie paleniska. Punkt honoru jak zwykle jeden, który wbił mi do głowy Tata – ‚Prawdziwe ognisko rozpala się jedną zapałka’. Dla pewności użyłem mnóstwo przypadkiem znalezionego kartonu i papieru.

Udało się. Pali się ładnie, więc nie pozostało nic innego jak położyć w poprzek kratkę do grilla i czekać, aż z ogień przygasnie.

image

Tak sobie siedzę, myśląc o wszystkimi i o niczym, patrząc się w powolnie przygasajacy ogien. I wtedy zaczęło kropić. W pierwszym momencie delikatnie, ale po chwili nadeszła ulewa. A ja siedzę jak frajer, który zamiast nadziać kiełbasę na patyk i cieszyć się ciepłym jedzeniem w 2 minuty, czekał na grilla. Szybko wskoczyłem do namiotu, gdzie zjadłem wszystko na zimno i zapiłem ciepłym już piwem. Słabo, ale miało być jeszcze słabiej.
Ledwo się położyłem, a z baru odległego o co najmniej 2 kilometry rozległa się muzyka ustawiona na full regulator. Dramat. Zły, że nie znalazłem tego czego szukałem, postanowiłem, że jutro jadę na południe. Zajadę do Almaty przeprać ciuchy i w końcu Kirgistan. Góry, jutry i ludzi jak na lekarstwo.

I znowu złe wieści. Kolejny wpis będzie znowu o dwudniowej podróży i o kolejnych dwóch dniach w mieście, w którym moim zdaniem nie ma kompletnie zobaczenia. Postaram się to wszystko streścić w jednym wpisie, a później będę miał dla Was pełne przygód wpisy z mistrzowskimi zdjęciami:)

Strony
Rosja <<<< 1 2 3 4 5 6 7 8 >>> Kirgistan

Dodaj komentarz