Kirgistan autotopem 2

Wyspałem się. Pierwszy raz od dawna, nie obudziło mnie ani słońce, ani deszcz, ani nikt nieznajomy. Tym razem obudziłem się kiedy chciałem, a jedynym dźwiękiem, który przerywał ciszę, był szum fal, delikatnie rozbijajacych się o piaszczysta plażę.

Jeszcze leżąc, zacząłem się zastanawiać co mam dzisiaj do zrobienia. Wczoraj wszystko wydawało się proste. Odpoczywać nic nie robiąc, ale niespodziewane spotkanie z Jamesa i jego podopiecznych, zrewidowało moje plany. W pierwszej kolejności postanowiłem w końcu odwiedzić cafe, w której obiecałem wczoraj, że wpadnę coś zjeść.

Po upewnieniu się, że za jajecznice, chleb i kawę nie zapłacę więcej niż 10zł, rozsiadlem się jak król i zacząłem sprawdzać informację dotyczące gór i trasy, którą planowałem przejść się w kierunku Chin. I pojawił się problem. Mniej więcej, między drugą kromka, a trzecim jajkiem, przczytałem, że przekroczenie granicy, w miejscu gdzie planowałem, wiąże się z opłatą rzędu 100$. Jajecznica już nie smakowała tak wybornie. W internecie brak było szczegółowych i przede wszystkim, pewnych informacji jak to w rzeczywistości wygląda, więc kierując się radami innych blogerow podrozniczych, podjąłem decyzję o skorzystaniu z drugiego przejścia granicznego z Chinami. Problem był o tyle uciążliwy, że żeby dostać się do tego drugiego przejścia granicznego musiałem pokonać caly Kirgistan i potężne góry po drodze. Koniec końców, wzruszyłem ramionami i z uśmiechem stwierdzilem, że tak czy inaczej czeka mnie przygoda. To czy doswiadcze jej tutaj czy 500km na południe, nie ma znaczenia.

Gdy już skończyłem jeść, wziąłem się za kawę i pisanie posta na blog. Pewnie większości z Was wydaje się, że to nic specjalnego. Ot tyle co napisać co mi się przytrafiło. Ale uwierzcie mi, całe gimnazjum i liceum leciałem na ‚dwójach’ z polskiego, a jak już zalapałem 3, to tylko dlatego, że wspomagałem się opracowaniami. Dlatego praktycznie każdy dłuższy post, to kwestia nawet dwóch godzin. Dlatego siedząc i rozmawiając z kucharka, której byłem jedynym klientem, siedziałem i pisałem.

W poludnie wróciłem na plażę, żeby w końcu trochę się opalić(tak Mamo, posmarowałem się kremem). Ale los chciał, że ledwo wyciągnąłem karimate z namiotu na piasek, a usłyszałem dwóch chłopaków rozmawiających po angielsku. Jak na obcokrajowca przystało, pozdrowiłem ich serdecznie i zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że jeden z nich był hostem, a drugi surferem z Couchsurfingu. Host mieszkał w Biszket, a Alex, który pochodził z Słowenii, surferem i alpinista, który zatrzymał się w Biszket, żeby odpocząć po zdobyciu Piku Lenina. Nad Yssyk-kul przyjechali, żeby tak jak ja, trochę odpocząć. Po kilkuastu minutach rozmowy poszliśmy poskakac z molo(tak Mamo, sprawdziłem najpierw czy jest wystarczająco głęboko), a później pożegnałem się i ruszyłem na spotkanie z dzieciakami.

image

Po szybkiej konsultacji z Jamsem, dowiedziałem się, że mam sam poprowadzić całe zajęcia. W sumie chciałem tego już w Moskwie, ale tam miałem do czynienia z dziećmi w wieku 8-12 lat, a tutaj stałem przed grupą nastolatków w wieku 14-18. Tylko, że bezsensownie się stresujac, nie wziąłem pod uwagę, że młodzież w Kirgistanie może się różnić od tej w Polsce. Żadnego, tak bardzo irytujacego mnie gimbusiarstwa, żadnego olewackiego stosunku do starszych, żadnego ostentacyjnego okazywania jak bardzo ich nic nie obchodzi. Stałem za stołem, na którym rozsypałem wszystkie pocztówki, przed grupą młodych ludzi, którzy z zainteresowaniem czekali na to co chcę im powiedzieć.

image

Zacząłem podobnie jak w Moskwie, od pytań z nagrodami, a później poprosiłem, żeby żeby każdy podszedł i wybrał sobie pocztowkę, na którą chce odpisać. Nie podeszli. Na wariata podbiegli, ze śmiechem, przepychajac się jeden z drugim. Jako, że nie miałem kupionych dla nich pocztówek, poprosiłem, żeby odpisywali w formie listów.

image

image

Gdy już każdy wybrał pocztowkę zaczęła się ciężka praca. Byłem sam z Jamsem, wiec tłumaczenie każdej pocztówki na rosyjski, dla 30 podekscytowanych młodych ludzi, było nielada wyzwaniem. Gdy już każdy wybrał pocztowkę zaczęły się pytania. Co napisac? Czy chłopak może pisać do dziewczyny? Czy można podać adres email, bo po wakacjach już nie może mieszkać w domu dziecka i nie wie gdzie będzie za dwa miesiace? Czy można zaprosić do Kirgistanu?

image

image

image

Aż w końcu odpisywanie, którym mnie zaskoczyli kompletnie. Każdy, dosłownie każdy, starał się jak mógł i pisał samodzielnie po angielsku. Co jakiś czas podchodzili i pytali się jak coś napisać, albo czy są błędy, ale nawet jak byly, to mówiłem, że jest super i bezbłędnie, bo błędy typu ‚My english so-so’ szczere i prawdziwe, a przez to tak urocze.

image

Gdy już powoli chciałem zbierać każdy list, zobaczyłem, że jedna 13letnia dziewczynka, zrobiła też własnoręcznie kopertę i wsadziła do środka mały kwiatek, który wycieła z tektury. Pochwaliłem ją za to, co poskutkowało odbieraniem ode mnie listów, przez resztę i każdy wział się za robienie wlasnorecznych kopert, wstażek, a jeden chłopak oregamii. A ja stoję na środku i nie wierzę. Własnoręcznie robione listy są warte tysiackrot więcej niż kupione pocztówki i od niechcenia wypisane. Mają duszę.

image

image

image

Gdy już wszyscy skończyli, chłopacy pobiegli grać w piłkę, dziewczyny w gumę, którą im dalem, a ja zostałem jeszcze chwilę i pogadałem z opiekunami i wróciłem do siebie, gdzie zaległem na drzemkę, bo rybiata wyssała ze mnie całą energię.

image

Obudziłem się dopiero pod wieczór, więc poczytałem przewodniki, poplywałem i poszedłem naladować wszystko przed dalszą podróżą.

Na kolację kupiłem w lokalnym sklepie suszona rybę, chleb i siedzialem na karimacie przed namiotem, podziwiając przepiękny zachód słońca nad Yssyk-kul. I to właśnie zachody słońca są tym co najbardziej lubię w noclegach na dziko przy jeziorach czy nad morzem. Można usiąść i przesypujac piasek w dłoniach cieszyć się powoli chowajacym sie za horyzontem słońcem. Nie wazne czy dzień był dobry czy nie. Taki widok wynagradza wszystko lub dopełnia pięknego całokształtu.

image

Tak, to był udany dzień. Kolejny z wielu, które czekały na mnie w Kirgistanie, kraju gdzie ludzie nie mają prawie nic, ale są gotowi oddać Ci prawie wszystko.

Strony
Kazachstan <<< 1 2 3 4 5 6 7 >>> Chiny

Dodaj komentarz