Kirgistan autostopem 6

Skwar. Godzina 6.30, a w namiocie jak w piecu. Rozpinam śpiwór i skopuję go nogami na drugi koniecmojego małego domku. Wdech, wydech. ‚Nigdy więcej samogonu w Kirgistanie.’ pomyślałem, czując jednocześnie jak mi się wszystko w żołądku przewraca. Chwilę jeszcze rozważałem czy nie pospać dłużej, ale nie było szans. Za gorąco. Po 10 minutach stałem już ubrany, spakowany i gotowy do dalszej drogi.

image

Los jednak chciał, że gdy szedłem już w kierunku szosy, podszedł do mnie starszy jegomość z pytaniem, czy może chcę zjeść śniadanie. Po szybkiej konsultacji z żołądkiem, doszedłem do wniosku, że jedyne co mogę przełknąć, to jajecznica. Przekazuję facetowi, że chętnie i ruszam z nim w kierunku pobliskich barów. Do przejścia mieliśmy mniej niż 500km, a koleś 4x pytał mnie co chcę zjeść. Przyjrzałem się mu uważniej i sam aż się zasmiałem. Koleś był pijany.

Kelerki nie wpuściły go do środka, a ja siedząc już przy stole, stwierdziłem, że jak tu jestem, to coś zjem. Patrzę w menu,a tam cyrylica i zero obrazków. Mówić potrafię, czytać już niespecjalnie. Jak to z reguły bywa w takich sytuacjach, zdaję się na szczęśliwy palec wskazujący i losuje. W Kirgistanie miałem to szczęście, że czego bym nie wybrał, to i tak zawsze będzie z mięsem. I nie inaczej było tym razem. Trafiłem na szaszłyk z cebulą. Żołądek rozpaczliwie protestował, ale nie miał wyjścia, bo już zapłaciłem. Było tanie(5zł )i dobre, bo tanie.

image

Po śniadaniu, na tyłach restauracji, znalazłem kran z zimną wodą i gniazdka z prądem. Od kilku dni niczego nie ładowałem, więc wszystko podłączyłem, usiadłem w cieniu, na betonowym murku i czekałem.

image

Oczywiście moja obecność nie pozostała niezauwazona i po kilku minutach zostałem otoczony przez kucharki i zasypany mnóstwem pytań. Większość z nich była gotowa brać ze mną ślub choćby zaraz, oczywiście pod warunkiem, że zabiorę je ze sobą do Europy. ‚Pomeczyły’ mnie tak godzinę, aż w końcu musiały wrócić do pracy.

image

Poczekałem jeszcze godzinę aż wszystko będzie naładowane i przeszedłem się na trasę.

Gdy rysowałem tabliczkę z napisem miejscowości, obok mnie zatrzymał się młody chłopak. Nie żeby wziąć, ale żeby pogadać.

Generalnie Kirgistan jest krajem z burzliwą historią, a zwłaszcza tą najnowszą. W 2005 roku do władzy, po tzw. Rewolucji Tulipanowej( na podobieństwo tej z lat 70 w Portugalii) do władzy doszedł nowy prezydent. Na początku zapowiadał zmiany, ale skończyło się na jeszcze większej korupcji i nepotyzmie na szczeblach władzy. Po 5 latach ludzie mieli dość. Rok 2010 był rokiem kolejnej rewolucji. Niestety tym razem krwawej. Zaczęło się od protestów i zamieszek w wyniku, których urzędujący prezydent uciekl właśnie do Osz. A tam zaczęły się najkrwawsze starcia. Na początku dochodziło do starć między zwolennikami i przeciwnikami obecnego prezydenta, ale w ciągu kilku dni zamieszki przemieniły się w krwawą wojnę na tle etnicznym. Kirgizi przeciwko Uzbekom, których w Osz żyło około 40%. Zamieszki miały też podłoże finansowe, bo w mieście walczyły ze sobą rywalizujące gangi. Tak czy inaczej sytuacja uspokoiła się dopiero po kilkunastu dniach, a w wyniku zamieszek śmierć poniosło kilkaset osób(niektórzy mówią, że ponad 2000).

image

W rozmowie z chłopakiem zapytałem jak teraz wygląda sytuacja w mieście. Odpowiedział, że normalnie, bo co najmniej kilkadziesiąt tysięcy Uzbekow opuściło Osz.

W tym momencie przerwało nam auto, które zatrzymałosię obok. Klasycznie, najpierw pytanie ile im zapłacę, ale w końcu biorą mnie za darmo. Syn z ojcem, z którymi jechałem wracali Biszket, gdzie to byli ze szwagrem, żeby kupić – uwaga – Matiza z Polski(a dokładniej z Chojnic).

image

Wysadili mnie na wylotówe z Osz, gdzie spotkała mnie jedna z tych historii, które ruszają do żywego.

Idę przed siebie, w poszukiwaniu dobrego miejsca do łapania, a obok mnie zatrzymuje się auto. Na początku myślałem,że facet po prostu chce się zatrzymać, ale otwiera oknao i mówi, żebym wsiadał. Zdziwiłem się, bo nie łapałem stopa, a w Kirgistanie jeszcze nikt się nie zatrzymałot ot tak, z dobrego serca. Okazało się, że w prawdzie jedzie w moim kierunku, ale tylko dwa kilometry. Jeszcze raz upewniam się czy za darmo i wskakuje.

Zaczynam rozmowę i tłumaczę gdzie jadę, jak żyję i tak dalej. Azmat, bo tak miał na imię uśmiechnął się tylko i zapytał czy jadłem już obiad. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że jeszcze nie, bo nie widziałem żadnego sklepu po drodze. ‚No to zapraszam Cię na obiad do siebie’. Przyznaję, zdębiałem. O ile takie historie zdarzają się w innych krajach, to w Kirgiatanie nie, bo ludzie są po prostu biedni. Przyjąłem zaproszenie i po 10 minutach stałem już przed jego domem na ganku.

image

To co w rzuciło się w pierwszym w pierwszym momencie w oczy, to ogród, na środku, którego znajdowało się zbite desek siedzisko. Wszędzie jabłonie, mnóstwo winorośli, prowizoryczna szklarnia i  warzywa i krowa, która leniwie wylegiwała się na ścieżce do nich.

Nagle, z piskiem wybiega do mnie 4-letnia Marika, która z rajstopami na głowie, wykrzykuje do mnie ‚Kak Was zawut?!’. Jescze nie zdążyłem odpowiedzieć, a Azmat przedstawia swoją drugą córkę, 7letnią Weronike. Gdy już się grzecznie przedstawiłem, Marika złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę domu, przy którym pracowały dwie kobiety. Pierwsza z nich, była żona Azmata, druga natomiast jego matka. Zaskoczone przerwały wekowanie pomidorów i jak tylko Azmat wyjaśnił co tu robię, usmiechneły się chyba jeszcze szerzej niż dziewczynki i znikły w domu przygotować obiad. Usiadłem z gospodarzem i czekałem rozmawiając to z jedną, to drugą dziewczynką, które prześcigały się w zadawaniu mi pytań.

image

Obiad składał się z arbuza, winogron, chleba, klasycznego zestawu ‚śmietana + cukier/masło’, ciastek i herbaty. Gdy tylko wszystko było już na stole, dosiadła się do nas żona Azmata, która jest jedną z bardziej uroczych kobiet jakie spotkałem. Uśmiechnięta, gadatliwa, pełna życia, a jej oczy to az się śmiały. Przyłączyła sie do rozmowy i przez dobre 30 min przerabialismy chyba wszystkie tematy związane z Kirgistanem i dziewczynkami, które znudzone powazniejszym klimatem, zaczęły się bawić z kotami. W pewnym momencie zapytałem czy mogę podłączyć gdzieś tableta do podladowania i Azmat poprosił mnie, żebym poszedł z nim do domu, gdzie było gniazdko.

image

Z zewnątrz dom wyglądał na malutki i taki był, ale dopiero gdy wszedłem do środka uświadomiłem sobie, w jakiej biedzie żyje Azmat z rodziną.

Po przekroczeniu progu byłem pewny, że mają remont. W pierwszym momencie myślałem, że mają remont. O ile w przedsionku była jeszcze posadzka, to już w pokoju dziewczynek i ‚salonie’ tylko stary,  poplamiony, wypłowiały i podziurawiony dywan. Na salon składało się jedno łóżko zbite z desek, stół (a raczej dwa taborety z deską pomiędzy nimi) stara szafa i lustro. Pokój dziewczynek wyglądał podobnie z tą różnicą, że nie było szafy ani lustra, a pod ścianą stał mały wózek z lalka bez ubranka. Ani jeden pokój nie był pomalowany. Na ścianach tynk, a w rogach grzyb. Okna drewniane i tylko w salonie koc zamiast firanek. Poszliśmy do kuchni, która równocześnie była połączona z jako takim prysznicem, który był przedzielony od kuchnii cerata. Byłem w takim szoku, że zapomniałem po co tu przyszedłem i dopiero jak Azmat drugi raz pokazał gniazdko, schylilem się i podłączyłem tableta.
Wyszedłem i subtelnie sprowadziłem rozmowe na temat tego czym się zajmują. Okazało się, że Azmat jest bezrobotny, ale latem jeździ kosić trawę lub sprzedawać owoce na targ, a jego żona opiekuje się dziećmi i jego matką, która już nie jest samodzielna. Szybko zacząłem liczyć i myśleć. W ich przypadku, nawet jeśli Azmat pracując zarabia średnia krajową(tj. 60$), to na pięćosób, to jest tyle co nic. Zwłaszcza, że muszą przeżyć zimę, która tutaj trwa czasami nawet pięć miesięcy. ‚A ja dalem się zaprosić na obiad i siedzę jak pasożyt’ pomyślałem.

Gdy skończyliśmy jeść, dziewczynki zabrały się za sprzątanie, a Azmat z żona usiedli razem przy pomidorach i zabrali się za ich wekowanie na zimę. Był to kolejny niecodzienny obrazek w tej rodzinie. Mężczyzna pomagający kobiecie przy jakiejkolwiek pracy, to wyjątkek w górzystym Kirgistanie. Chciałem im pomóc, ale powiedzieli, że jestem ich gościem, więc mam odpoczywać.
Leżałem więc tam gdzie jedliśmy i obserwowałem obrazek wydawało by się z sielanki. Dzieci, radośnie bawiące się przed domem, mąż pomagający żonie przy wekowaniu i piękny ogród. Do tego wszystkiego nie pasowało mi tylko to co zobaczyłem w domu.

image

Gdy odpocząłem, podjąłem decyzję o ruszeniu dalej. Podszedłem do Azmata, żeby grzecznie podziękować za gościnę, ale powiedział, że mnie podwiezie za miasto, to szybciej coś zlapię.

image

W czasie gdy Azmat poszedł umyć ręce i wziąć klucze, ja poszedłem się pożegnać z jego bliskimi. Gdy już usciskałem te małe, wesołe szkraby i się odwróciłem w stronę auta, żona Azmata powiedziała coś, co mi chyba na zawsze zostanie w pamięci. ‚Pasza, Wiktoria idzie w tym roku do szkoły. Mógłbyś dla niej przysłać z Polski plecak?’. Spojrzałem się na nią, bo powiedziała to tak szybko, że myślałem, że źle zrozumiałem. Nie prosiła mnie o dolary czy euro, tylko o głupi ‚rugzak’ dla córki. Zatkało mnie. Była wyraźnie speszona i wyglądała tak, jakby wstydziła się tego o co zapytała. Ale nie byłem lepszy, bo jak spojrzałem na nią i na stojącą obok w szarej, poszarpanej sukience, Wiktorie, to myślałem, że się rozkleje. Jedyne na co się zdobyłem, to pytanie ‚Jakiego koloru?’. Weronika aż podskoczyła z radości i zaczęła w kółko powtarzać ‚Różowy!Różowy!’, a w oczach żony Azmata chyba pierwszy raz w życiu zobaczyłem nieopisana wdzięczność. Ogarnąłem się i poprosiłem, żeby zapisali mi adres. Komputera ani telefonu nie mają, wiec na zapas poprosiłem adres też adres brata Azmata.Jak tylko wszystko mi zapisali, wskoczyłem do auta i  pojechaliśmy za miasto.
Azmat wysadził mnie w dobrym miejscu i tam pierwszy raz zapłaciłem za stopa. Na siłę wcisnąłem mu do ręki równowartość 10$, które miałem i się pożegnałem. Jak tylko zniknął za horyzontem, usiadłem na plecaku i się poryczalem. Pierwszy raz od dłuższego czasu. A facet jak już beczy, to naprawdę musi być powód. Po prostu nie mogłem się pozbierać. Wiem, że świata nie naprawię i że jest pełen niesprawiedliwości, z której zdajemy sobie sprawę dopiero jak ją zobaczymy, ale siedząc przy drodze postanowiłem sobie jedno – jak wrócę z podróży, to zrobię zbiórkę. Owsiak bedzie robił WOŚP, inni Szlachetną Paczkę, a ja zrobię paczkę dla nikomu nieznanej rodziny, w nikomu nieznanym mieście, gdzieś w Kirgistanie. I zaklinam się, że Weronika będzie miała co włożyć do swojego różowego plecaka, a Marika dostanie lalki z ubrankami i długimi włosami. Nie dlatego, że ich historia jest wyjatkowa, tylko dlatego, że okazali się być po prostu dobrymi ludźmi, którzy nie mając nic, bezinteresownie wzieli do domu obcego człowieka i ugoscili go jak brata.

Stopa do Sary Tash złapałem po kilku minutach stania,ale nie byłem dobrym towarzyszem do rozmowy. W ostatnim mieście przed granicą z Chinami, rozbiłem się gdzieś na zboczu góry i po dość długiej modlitwie zasnąłem.

Strony
Kazachstan <<< 1 2 3 4 5 6 7 >>> Chiny

3 komentarzy dodanych:

Dodaj komentarz