Kirgistan

Wczoraj wyrałem sobie najgorsze z możliwych miejsce do spania. Między toaleta a kuchnią. W mieszkaniu mojego hosta było dwóch lokatorów i dwóch couchsurferów i jak na złość, każdy tej nocy musiał wstać, albo do toalety, albo do kuchni. Opcja o pierwsza, za każdym razem kończyła się wyjątkowo głośnym spuszczeniem wody, smarknieciem i opuszczeniem klapy z hukiem. Co do kuchni natomiast, to światło z lodówki, do której ktoś w nocy zaglądał padało prosto na mnie, budząc mnie tym samym. Na szczęście pobudka ostateczna, czekała mnie dopiero o 8, więc jeszcze zdążyłem odespać nocnych podróżników

Rano wyszedłem razem z Jorgiem, który szedł do pracy i pożegnałem się z nim przed placówką firmy Belinee, która to oferuje mobilny internet. Dla mnie jest to coś niezbędnego, ponieważ bycie podróżnikiem/blogerem łączy się z koniecznością stałego kontaktu z czytelnikami. Plus ma siędostęp do niezbędnych informacji takich jak pogoda, couchsurfing itp.Tak więc w każdym kraju, który odwiedzam, zaopatruję się w kartę z internetem do tableta. Generalnie, są to kwoty rzędu 20zł za 500MB co w zupełności wystarcza na dwa tygodnie rozsądnego użytkowania.

Gdy już wszystko zalatwiłem znalazłem marszrutkę, która jechała na obrzeża miasta i ruszyłem w kierunku Yssyk-kul. Po drodze spotkałem jeszcze Niemca, który podróżuje na rowerze z Honk-Hongu do Berlina. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że nie używa ani internetu ani telefonu. Szacunek.

image

Yssyk-kul, to największe jezioro Kirgistanu i drugie najgłębsze na świecie(zaraz po Bajkale). Jechałem tam z planem dwudniowego opalania, nic nierobienia i ładowania baterii przed trekkingiem w Tien-szan.

Pierwsze wrażenia ze stopa w Kirgistanie były negatywne, bo każdy się zatrzymywał i pytał ile mu zapłacę za transport, ale nauczyłem się z tym radzić. Po pierwsze z góry trzeba przyjąć, że lokalni myślą,że jesteś albo Amerykaninem, albo bogatym turysta z Europy Zachodniej. Łatwo to obejść mówiąc na wstępie mówiąc, że jest się z Polski i jest się podróżnikiem, a nie turysta. Warto też wspomnieć,że dojechaliscie tu z kraju bezpłatnie i nikt nie brał od Was pieniędzy. Zawsze działa, bo mało kto chce być tym pierwszym ‚złym’.

Dopiero po 20 minutach stania na wylotowce z Biszket, złapałem rodzinnego stopa do Yssyk-kul. Żona, mojego 48letniego kierowcy, miała 24 lata i dwójkę dzieci. Na początku ciężko było mi się do tego przyzwyczaić, ale im głębiej wjeżdżałemw Kirgistan, tym częściej spotykałem się z takim zjawiskiem. W kulturze tego regionu obowiązuje odwiecza zasada, że facet musi się najpierw dorobić, żeby było go stać na utrzymanie rodziny. Co do kobiet, to większość miała jeden zawód – bycie żona i matką.

image

image

Nie miałem konkretnego planu gdzie dokładnie chcę się rozbić, więc postanowiłem zostawić to przypadkowi. Zabrałem się z kolejną wesoła rodzinka i tym samym trafiłem do wioski nad jeziorem, która była rozciagnieta na mniej więcej 800m wzdłuż brzegu. W jej skład wchodziła plaża, dwie cafe, sklep, klika domków i ośrodek wypoczynkowy.

image

image

Rozejrzałem się dookoła i stwierdziłem, że będzie mi tu dobrze. Mało ludzi, czysta plaża (chociaż w Kirgistanie, to pojęcie względne) i maly sklepik na niezbędne zakupy, więc idealne miejsce na odpoczynek. Podszedłem do cafe dowiedzieć się czy dużo tutaj obcokrajowców i oczywiście odpowiedź pozytywna. Na szczęście później zorientowałem się, że ‘dużo turystów’,w Kirgistanie oznacza, że raz dziennie, ktoś z obcokrajowców przejedzie przez miejscowość. Upewniłem się, że mogę rozbić namiot na plaży i poszedłem szykować swój domek z obietnią, że przyjdę do nich na kolację.

image

Życie jednak zweryfikowało moje plany. Jak tylko ‚ustroilem palatke’ i byłem gotowy na kolację, zaczęli mnie wołać ludzie z drugiej cafe. Podchodzę do nich i widzę rozesmiane towarzystwo, gdzie średnia wieku grubo przekracza 60 lat. Bez zbędnych ceregieli sadzaja mnie na taborecie i nawet nie proszą, tylko rozkazuja – Kuszaj, kuszaj! Dopiero po pierwszym talerzu, pełnym mięsa i ryżu, zaczęli mi zadawać pytania. Skąd jestem? Czemu sam? Czy szukam żony? Czy lubię Kirgistan?

image

image

A potem zaczęły się toasty. Okazało się, że całe spotkanie jest zorganizowane z okazji 60lecia ślubu jednej z obecnych par. Na początku myślałem, że źle usłyszałem, bo wyglądali bardzo młodo, ale jak ich spytałem, jaka jest recepta na wieczną młodość, to mi odpowiedzieli, że kirgistanskie góry. Polecam.Pili jak na 18stce, ale kończyli jak na 60leciu ślubu i po godzinie już miałem problemy, żeby zrozumieć co mówią. Grzecznie się pożegnałem i poszedłem chwilę popływać.

Tak się złożyło, że jak tylko wskoczyłem do jeziora, rozpadało się. Siedząc po szyje w wodzie, patrzyłem na uciekających z plaży ludzi i po 5 minutach byłem ostatnim z żywych na dworzu, w promieniu kilkusetmetrow.

Po wyjściu z wody, wygrzalem się w spiworze i jak tylko przestało padać, poszedłem ‚zwiedzać’ miasteczko.

Gdy już upewniłem się, że nie ma tam absolutnie niczego, odwiedziłem ośrodek wypoczynkowy, z którego dobiegały dźwięki gitary i śmiechy

Po bezproblemowym wejściu do świetlicy, stanąłem między grupą około 30 nastolatków, w wieku 14-18 lat, grających w kalambury. Co więcej, mieli przy tym tyle zabawy, że sam się z nich śmiałem. Podszedłem do opiekunki całej ekipy, z pytaniem czy mogę zostać i pograć z nimi. Z uśmiechem się zgodziła, więc zacząłem wypytywać co to za obóz. Gdy mi wytłumaczyła, to aż podskoczyłem z radości. Były to wakacje zorganizowane dla dwóch domów dziecka z Biszket. Cały podekscytowany, zacząłem tłumaczyć swój projekt i wypytywać, czy mógłbym zorganizować dla nich zajęcia. Odpowiedziala, że muszę wszystko ustalić z Jamesem, amerykaninem, który prowadził kalambury i koordynuje plan zajęć.

image

image

James okazał się być milym facetem, który przyjechał do Kirgistanu na roczny wolontariat. Jak mu wytlumaczyłem na czym polega projekt ‚Postcards from Europe’ i pokazałem pocztówki, to zaczął się ekscytować bardziej niż ja. Umówiliśmy się, że jutro o 14 poprowadzę zajęcia z rybiata.

image

Cały szczęśliwy zostałem jeszcze na ostatnich zajęciach prowadzonych przez Jamesa i padłem. James usiadł na środku sali z gitarą i zaczął śpiewać. Jako pierwszą piosenkę wybrał ‚Adele – rolling in the deep’. Jak usłyszałem początek, to instynktownie sięgnąłem po kamerę. Śpiewał po prostu niesamowicie. Gdy skończył zapytałem się go, gdzie śpiewał wcześniej i okazało się, że w zespole muzyznym, a z większych sukcesów, to występ w półfinale amerykańskiego ‘Mam Talent’.

image

O 23 wróciłem do namiotu i zerkając jeszcze na nadchodzącą znad jeziora burzę, padłem jak zabity.

Jutro wieczorem kolejny wpis:-)

Strony
Kazachstan <<< 1 2 3 4 5 6 7 >>> Chiny

4 komentarzy dodanych:

    1. Hej!
      Dzięki serdeczne za informację! :) Już naprawione i wszystko śmiga :) Niestety, dopiero co przenoszę wszystko, więc błędy się czasami pojawiają :)

  1. Czytam i czytam, podziwiam Cię bardzo ! Ja byłam w KG z grupką kolegów, też wylądowaliśmy na wsi przy issyk-kul, ale niestety oni wolą luksusy jak chociażby porcelanowy kibelek. :)

Dodaj komentarz