Laos autostopem

5:00
Mhmhmmm
5:01
Chłopaki wstajemy…mhmhmmm
5:02
Dobra, wstawać irlandzko-hinduskie smierdziele, bo Was zaraz wykopie na zewnątrz.
Eanna wstał, Sunny dalej spał. Mniej więcej taki klimat i rozmowy panowały w naszym dormitorim.

Wzięliśmy paczki, które kupiliśmy wczoraj i ruszyliśmy na ulice. Mimo, że dopiero switało, to ulice były pełne siedzących na chodnikach ludzi. Usiedlismy na jednym skrzyżowaniu i obserwowaliśmy lokalnych, żeby wiedzieć jak się zachować. I było nam głupio. Wszyscy dawali mnichom jedzenie, słodycze lub owoce, a my w swoich paczkach mielismy papier toaletowy, proszek do prania, szczoteczke, paste do zębów, a wisienka na torcie była kolorowanka Barbie, która nie wiadomo skąd się tam wzięła.

Ciekawą sprawą był fakt, że mieszkańcy dzielili się na tych co dają jedzenie i na tych co o nie zebraja. Mnisi zbierali podarki od tych pierwszych, a tym drugim dawali ryż.

image

image

Po 15 minutach obserwowania, przelamalismy się, usiedlismy na chodniku i otworzylismy nasze paczki, wręczając kolejnym mnichom ich zawartość. Jak dawałem jednemu papier toaletowy, to myślałem, że się spale ze wstydu, ale on tylko się zasmial i pokrecil głową.

image

image

Gdy zostały nam tylko kolorowanki, spojrzelismy na siebie i wiedzieliśmy, że żaden z nas nie jest na to gotowy. Wstalismy i podarowalismy je jednej z dziewczynek, która siedziała obok zebrzacych rodziców.

image

Lang Prabang jest turystyczną miejscowością, ale jakimś cudem widzieliśmy tylko kilkoro turystów, którzy zabalowali dłużej, a których np. w Sopocie o 5.30 jest masa. Gdy podzieliłem się tym spostrzeżeniem z Eanna, to tylko się uśmiechnął i zaczął mi wyjaśniać. Otóż w Laosie wszystkie knajpy są zamykane o 23. Jednak w każdym mieście jest jedno miejsce, które może być otwarte do 1.30. W Lang Prabang byla to kregielnia. I jak można się domyśleć, to właśnie żeby przystopowac turystów wprowadzono takie zakazy, bo zdecydowana większość z nich baluje w Laosie dzień w dzień. Zachęcają również ceny alkoholu, bo w ekskluzywnym klubie piwo kosztuje około 5zł, a w sklepie 40gr. Mocniejsze trunki okolo 15zł. Dla mnie to tanio, a co dopiero dla Niemców, Anglików i Francuzów, których jest w Laosie multum.

Gdy wróciliśmy do hostelu, spotkaliśmy parę Austriaków, którzy dopiero co przyjechali z Wietnamu i byli po wyczerpujacej 31h podróży autokarem. Stef i Phil, bo tak się nazywali, idealnie wpasowali się w klimat naszej ekipy. Mimo, że byli parą, to roznili się kompletnie. Stef była taka jak ja – postrzelona wariatka. Natomiast Phil zrównoważony i spokojny.

image

O ile Phil poszedł odrazu spać, to Stef siedziała ze mna i Eanna w ogródku i czekała na otwarcie sklepów. W końcu o 7 rano na horyzoncie pojawił się wózek z kanapkami i po szybkiej wyzerce oznajmiłem, że idę wypożyczyć motor i jadę nad wodospady, bo wszyscy je zachwalają. Stef zapytała czy może jechać ze mną, a ja się zgodzilem, bo to oznaczało, że się podzielimy kosztami (30zł za 24h). Gdy tylko poinformowała Phila, ruszyliśmy do wypożyczalni.

image

Motoru nigdy nie prowadziłem, ale po 5 minutach jazdy opanowałem zasady i ruszyliśmy w kierunku wodospadów. I tutaj napiszę kilka zdań o Stef, bo przypadek chciał, że nasza motorowa wyprawa była początkiem pięknej znajomości.

Czasami jest tak, że w życiu spotyka się kogoś, kto jest tak zwaną bratnia duszą. Nie znacie się, ale się rozumiecie. Jedno czegoś zapomni, ale ten drugi zupełnie przypadkiem to weźmie. Później okazuje się, że zostaliscie wychowani w oparciu o te same wartości, oboje macie ‚coś’ w głowach, nadajecie na tych samych falach i nie musicie rozmawiać na blache tematy, tylko jak już jakiś, to naprawdę taki, który daje do myślenia. Właśnie taka była moja znajomość ze Stef. Wiem, że niektórzy zaraz zaczną się doszukiwać romansu, ale takiego nie było, bo pisząc bratnia dusza, naprawdę mam na myśli bratnia duszę.

Stef przy pożegnaniu wręczyła mi pocztowkę, na której ujęła naszą znajomość dużo piekniej niż ja, więc po prostu przeczytajcie.

image

‚Drogi Pasha,
ostatnie 5 dni były kompletnie zwariowane, ale ważniejszy jest fakt, że poczułam się jak ta mała dziewczynka, uśmiechnięta od ucha do ucha, z masą szczęśliwych chwil. Na początku nie byłam pewna czego się po Tobie spodziewać, ale właśnie te pięć dni sprawiło, że dzięki Tobie zrozumiałam, że przyjaciele, których spotyka się na szlaku, pozostają przyjaciółmi na zawsze. Nie znam Cię, ale w jakiś sposób jesteśmy połaczeni i przeżyliśmy wspólnie wiele szalonych momentów i wyzwań. Pasha, jesteś uroczą, szaloną i wyjątkową osobą. Usmiechaj się tak dalej i do zobaczenia wkrótce w Austrii lub Polsce. Stef.”

Trochę ekschibicjonizm z mojej strony, ale nie mam czego ukrywać.

Pomysł przyjechania na wodospady z samego rana okazał się być strzałem w dziesiątkę. Na początku oprócz nas nie było nikogo. Skakalismy do wody z drzew ciesząc się jak male dzieci, aż w końcu przyszła grupa chińskich turystów i zaczęła nam robić zdjęcia. Na początku plywalismy w wyznaczonym miejscu, ale później splynelismy kawałek dalej i znaleźlismy jeszcze fajniejsze miejsce.

image

image

image

image

image

Gdy byliśmy gotowi wracać okazało się, że tak naprawdę to jeszcze nie widzieliśmy wodospadow. Te prawdziwe były wyżej. I tutaj słowa są zbędne, bo wystarczy, że popatrzycie na zdjęcia, a zrozumiecie, że to jedno z takich miejsc, gdzie czlowiek po prostu stoi i patrzy, bo się napatrzec nie może. Tylko Stef krzyczała gdzieś z oddali ‚Pasha, przestać myśleć, bo dziwnie się krzywisz i widać, że Cię to boli.’

image

image

image

Po wodospadach przyszedł czas na powrót, serię głupich fot na motorze oraz naukę jazdy Stef, która w drodze cały czas mnie pouczała, więc chciałem się zrewanżować.

image

image

Gdy dojechalismy do hostelu okazało się, że Phil już wstał i wypożyczył motor. Dodatkowo Eanna przyznał się, że mimo, że jest w Lang Prabang 3 tygodnie, to wodospadow jeszcze nie widział. Stef i Phil postanowili pojechać na wodospady razem, a ja i tak miałem plan popisać bloga, więc dałem Eanna szybki kurs jazdy i cała trójka pojechała wspólnie. Z tego co mi pozniej opowiadali, to spotkali tam również Sunnego, który jak skakał na bombę, to wodospady się cofaly.

Wszyscy wrócili do domu dopiero pod wieczór, więc postanowiliśmy, że wspólnie pójdziemy na obiad, na bazar i później gdzieś na piwo. Naszą rozmowę podsłuchal właściciel i zaproponował, żebyśmy po obiedzie wybrali się do lokalnego baru, gdzie sprzedają piwo w cenie detalicznej, czyli za 40gr. Spojrzelismy tylko po sobie i bez konsultacji, podjęliśmy jednogłosna decyzję.

Za obiad na bazarze płaci się 4zł, a ile sobie nalozysz na talerz, to już Twoja sprawa. Miejsce mega ciekawe, bo spotykają się tam wszyscy turyści, więc w pewnym momencie przy stole siedzieli Austriacy, Żydzi, Hindus, Irlandczyk, Francuz, Polak i Australijczyk. Było śmiesznie i wesoło, ale problemem w takich miejscach jest to, że wszystkie rozmowy zaczynają się zawsze tak samo i po jakimś czasie można mieć dość.

image

Po obiedzie udalismy się do wskazanego baru, gdzie wzbudzilismy niemała sensację, bo obcokrajowcy odwiedzają tylko dwa miejsca w mieście. Bar o nazwie Utopia, a później wszyscy jadą na kregle, które są jedynym miejscem w mieście, które jest otwarte do 1.30. W kregle mało kto tam gra.

image

W Laosie piją prawie tylko piwo, ale piją je w małych szklankach z lodem(sic!). I tak samo było w ‚naszym’ barze. Na początku chcieli Nas skasować jak turystów, ale gdy powiedzieliśmy, że będziemy pić ‚Lao style’ policzyli nas 40gr za piwo i 80gr za każdy kubelek z lodem.

image

image

Gdy zamykali, pojechaliśmy na kregle i tam, któryś z nas wpadł na niezbyt rozsądny pomysł kupienia lokalnej wódki i wypicia jej na trzy osoby. Wprawdzie było to tuż przed zamknięciem, ale skutki picia wódki mieliśmy później w drodze powrotnej. Otóż kierowcą naszego Tuk-tuka, okazał się być koles który pił z nami. Czasami tak jest, że rozmawiacie ze znajomymi i nagle pojawia się ktoś kogo nie znacie. Ja myślałem, że to może znajomy Eanna, ale problem polegał na tym, że każdy myślał, że to kogoś znajomy, a koniec końców był naszym kierowcą. Jak to zwykle bywa, powroty są wariackie. Po co siedzieć w środku Tuk-tuka, skoro można na dachu, zderzaku lub po prostu uczepic się drzwi?  Nie można podjechac do górkę, bo koła wiszą w powietrzu? Nie ma problemu! Popchamy.

image

image

Dzień 62

Wbrew pozorom było łatwo. O 2 byliśmy w domu, więc o 9 obudziłem się rzeski, wyspany i głodny. Eanna miał to samo, więc poszliśmy w to samo miejsce, gdzie wczoraj jadłem sam. Klasycznie zamówiliśmy sobie kurczaka z ryżem i czekaliśmy. W pewnym momencie, zauważyłem dwóch obcokrajowców stajacych przed wejściem i jakby wahajacych się czy wychodzić czy nie. Zawołałem ich i okazało się, że to Anglicy, których poznałem dwa dni wcześniej na północy. Porozmawialismy dobre 30 minut i pożegnaliśmy się, bo chłopaki mieli dzisiaj w planach tylko jeść i spać, a my musieliśmy załatwić jeszcze parę spraw na mieście, bo to był ostatni dzień Eanna w Laosie.

Po powrocie do domu cała rodzinka z ‚Backpackera’ siedziała na tarasie i rozmawiała. W pewnym momencie Eanna już się nie mógł doczekać pożegnania, więc poszedł po alkohol. Ja nie miałem ochoty nic pić, bo jutro rano planowałem ruszać dalej, ale reszta wrecz odwrotnie. Stwierdziłem, że nie ma co się z nimi kłócić i tłumaczyć czemu nie chcę pić i po prostu wziąłem motor i pojezdziłem po okolicznych wioskach. Wracając zaszedłem do sklepu po ciastka, ale jak zwykle, w całym swoim sieroctwie, przydzwonilem głową o strop. Zrobiło mi się ciemno przed oczyma, a po chwili poczułem, że po skroni leci mi krew. Szybko podbieglem do łazienki, ale na szczęście okazało się, że po prostu lekko rozciałem skron. Szybko zebrałem sie do domu, żeby zdezynfekowac ranę, ale w drodze wpadłem na pomysł, że sciemnie chłopakom, że zostałem pobity.

Jak wymyśliłem, tak zrobiłem, a zakrwawiona twarz wzmocniła efekt. Wszyscy, niczym młode pelikany, lykneli scieme i byli gotowi ze mną wracać i wyrównać porachunki. Gdy zacząłem brnac w historię opowiadając coraz to bardziej niestworzone rzeczy, to w końcu się domyslili,że sciemniam i zaczęli sami śmiać się z siebie.

W międzyczasie na ulicy pojawił się totalnie zalany Anglik, który nie dość, że prowadził motor, to gdy z niego spadł, zaczął bić przypadkowe osóby. Normalnie w takich sytuacjach delikwenta się obezwladnia i czeka na policję. Niestety, w Laosie policja wprawdzie istnieje,ale z reguły jest to 2-3 funkcjonariuszy, którzy pomagają tym co płacą więcej. Kolesia uspokoilismy, ale nie mieliśmy jak go powstrzymać od ponownego wejścia na motor, więc odjechał w sina dal. Między innymi dlatego część mieszkańców Laosu nietrawi turystów.

Tak czy inaczej chłopaki chcieli koniecznie dzisiaj znowu balowac, bo to był ostatni dzień Eanna w Lang Prabang i jutro wracał do Irlandii.
Dla mnie skończyło się na jednym piwie,ale dla pozostałych dużo gorzej. Oprócz mnie również Stef nie chciała pić i jakoś się tak złożyło, że wracaliśmy razem do hostelu. W drodze zapytała mnie czy może jechać ze mną na stopa do Vang Vieng, kolejnej miejscowości na tzw. ‚Turist Highway’, gdzie zmierzali zarówno ona z Philem, jak i Sunny i Jorg, ktory do nas dołączył po południu. Od miejscowości dzieliło nas nieco ponad 200km, więc w sumie dystans do zrobienia w jeden dzień. Po chwili namysłu zgodziłem się i zapadła decyzja, że jutro jedziemy razem autostopem, a reszta ekipy autobusami.

Dzień 63

Planowo mieliśmy ruszyć rano, ale chłopaki wrócili o 3 w nocy i do 5 halasowali w ogródku. W międzyczasie Sunny wskoczył na mnie kilka razy tak, że myślałem, że mi żebra połamał. Zasnąłem dopiero o 5.30, ale musiałem byc na nogach już o 8, żeby oddać motor. Okazało się, że oprócz mnie, nie wyspala się również Stef i właściciel, więc zemsta była słodka(a raczej głośna).

image

4 butelki po wódce w ogródku były dowodem, że 4 naszych wspolloktorow zabalowalo pierwszorzednie, więc urzadzilismy im pobudke. Najpierw właściciel zniósł cały swój sprzet grający przed wejście do pokoju i ustawił na full regulator zarówno bas jak i glośność. Drugim krokiem było odpalenie playlisty z Justinem Biberem i zapetlenie piosenki ‚Baby oh’. Trzecim i ostatnim elementem zemsty było skakanie po ich łóżkach w rytm muzyki

image

Trochę przypominało to skakanie po zwłokach, ale gdy się upewnilismy, że się obudzili, wylaczylismy muzykę i wyszliśmy. Oczywiście nie zostawiliśmy ich w spokoju i gdy po kolejnych 10 minutach znowu padli jak zabici, to powtórzylismy scenariusz, a jedyną różnicą była piosenka – ‚It’s fantastic to be plastic‘.

Następnie razem ze Stef poszliśmy zobaczyć świątynię Buddy, z której roztaczal się wspaniały widok na cała okolicę i rzekę Mekong.

image

image

image

image

image

Gdy wróciliśmy, to chlopacy znowu spali, więc i tym razem ich obudzilismy. Dla odmiany zamiast skakania po łóżkach zaczęliśmy ich okładać poduszkami. Poskutkowało.

Koniec końców cała ekipa wyjechała z hostelu o 13, a ja ze Stef poszliśmy z buta na wylotowke. Po drodze zjedlismy obiad i natrafilismy na szewca, który Stef naprawił buty, a mi zlutowal niesmiertelnik.

image

image

image

Na trasę wyszliśmy dopiero o 15 i znowu było ciężko, bo nic nie jechało. Cały ruch skupiał się wokół miasta, które było jak czarna dziura i praktycznie nic nie wyjeżdżało poza nią.

image

Nie mniej jednak ubaw mieliśmy pierwszorzedny, bo próbowaliśmy zatrzymywać motory i rowery co wywołało uśmiech na wielu twarzach Nie mieliśmy co robić, więc Stef rozbawiala kierowców, a ja robiłem im zdjęcia.

image

image

image

image

Przyjęliśmy zasadę ’45 min stania i 30 marszu’. Po drodze byliśmy zapraszani do domów i obdarowywani cukierkami, ale koniec końców o 18.30 już się sciemniało, więc wzięliśmy się za poszukiwanie noclegu.

Mieliśmy szczęście, bo za jedną z wiosek znaleźliśmy polanę i tam obozowalismy. Gdy już rozbilismy namiot i się splukalismy resztkami wody, wskoczylismy do środka, gdzie panowały istnie tropikalne warunki. Gorąco, duszno i wilgotno. Namiotu otworzyć też nie można, bo na zewnątrz czaila się armia komarów, więc po prostu siedzieliśmy do 22 i graliśmy w szachy, aż w końcu ja zasnąłem czekając kiedy w końcu Stef zdecyduje się ruszyć. Ktoś pomyślałby, że to koniec histori, ale nie. Gdy Stef się zorientowała, że zasnąłem grając z nią w szachy, to mnie obudziła mnie tylko po to, żeby stwierdzić, że jestem dupkiem i skończyć partię.

image

Strony
Chiny <<< 1 2 3 >>> Tajlandia

Dodaj komentarz