DSC_0033
27 lipca 2015

Mieszkanie w Singapurze

Zaczęło się od tego, że nasz samolot z Gdańska do Helsinek był opóźniony o niemalże godzinę. Oznaczało to, że na przesiadkę w Finlandii będziemy mieli mniej niż dwadzieścia minut. Jakby tego było mało, to jeszcze, jak ostatnia sierota, zostawiłem w poczekalni kamerę i zorientowałem się dopiero wchodząc do samolotu. W większości przypadków wystarczy się jedynie cofnąć korytarzem, ale pech chciał, ze nasz samolot był wyjątkowo mały i byliśmy do niego transportowani busem. Na szczęście po dramatycznej prośbie zaprawionej zaszklonymi oczyma, jeden z pracowników lotniska wsiadł w samochód i cofnął się po moją zgubę. Tym samym stałem się jednym z tych irytujących pasażerów, na których się zawsze czeka.

Zatoka Gdańska

Zatoka Gdańska

Singapur, Singapur, Singapur. Już sam fakt, że nie dalej jak kilka dni temu byłem w Brazylii, a teraz lecę do Azji był dla mnie, jeśli nie abstrakcyjny, to co najmniej zabawny. Wprawdzie o wylocie wiedziałem już dużo wcześniej, ale dopiero, gdy w Helsinkach wsiedliśmy na pokład samolotu pełnego Azjatów i Hindusów dotarło do mnie, że własnie lecę, chcąc nie chcąc, ku nowej przygodzie. Co z tego, że związanej raczej z osiadłym trybem życia, ale zawsze przygodą.

On the way

On the way

Jedyna niewiadoma polegała na tym, że o ile Paulina miała na miejscu zorganizowane i opłacone badania na uniwersytecie, to ja nie miałem załatwionego kompletnie nic. W sumie niespecjalnie się nawet tym martwiłem, bo „jakoś to będzie, a pracę zawsze się znajdzie”. Zwłaszcza, że i tak musiałem poświęcić pierwsze tygodnie pobytu w Singapurze na prace nad książką i nie było potrzeby szukania roboty. A że za pisanie mi płacą, to żyć nie umierać.

Jednakże nie jechaliśmy na kompletnym spontanie i wspólne przygotowania rozpoczęliśmy mniej więcej dwa tygodnie przed wyjazdem. Tak naprawdę nie były one jakieś wyjątkowo skomplikowane, bo ograniczyły się tylko i wyłącznie do poszukiwania mieszkania. I to, wbrew pozorom, było dużym wyzwaniem.

Mieszkania w Singapurze.

Każdy kto poważnie myśli o przeprowadzce do Singapuru i zacznie zgłębiać temat, prawdopodobnie natknie się na dwa pojęcia. Pierwszym, które dominuje w ogłoszeniach jest HDB (Housing Development Board), w którym mieszka ponad 86% Singapurczyków. Na pierwszy rzut oka są to zwykłe blokowiska. Jednak to co w naszym rozumieniu funkcjonuje jako blokowisko nie do końca oddaje charakter budownictwa mieszkaniowego tego państwa-miasta.

Typowe HDB

Typowe HDB

HDB jest to najczęściej przydługi i wysoki na około 8-10 pięter blok. Wprawdzie zdarzają się też wysokie i wąskie, ale są dużo rzadsze. Przede wszystkim dlatego, że coś co w Polsce nazywamy parterem, w HDB pełni istotną funkcję w integrowaniu społeczności lokalnych. Są tam organizowane wesela, pogrzeby, urodziny i inne lokalne wydarzenia np. coś co z Pauliną nazwałem „cotygodniową integracją ptaszników”.

Parter o poranku

Parter o poranku

Ptaszki

Ptaszki na parterze

Często znajdują się tam również knajpy z tanim jedzeniem tzw. food courty, sklepy, czy nawet lokalne „kliniki zdrowia„. Jeśli akurat nie jest organizowane nic specjalnego, to przestrzeń ta sprowadza się do funkcji deptaka, czy też miejsca, gdzie gadatliwi emeryci przesiadują całymi dniami.

HDB, podobnie jak blokowiska, są budowane kompleksowo. Zaplanowane od podstaw z charakterystycznym dla Singapuru maksymalnym wykorzystaniem przestrzeni. Łatwo to zauważyć po praktycznie nieistniejących miejscach na trawniki. Wszędzie albo parkingi, siłownie w stylu open-air, place zabaw dla dzieci, boiska do koszykówki lub badmintona i ewentualnie małe skwerki z ławeczkami dookoła.

Siłownia pod chmurką

Siłownia pod chmurką

Co ciekawe, wszystkie HDB zostały wybudowane przez państwo, ale w 90% są wykupione (a właściwie wydzierżawione na 99 lat) przez osoby w nich mieszkające. W większości opinii, to właśnie dzięki zachęcaniu przez rząd mieszkańców do wykupywania po „preferencyjnych” stawkach mieszkań, a nie ich wynajmowaniu, większość HDB jest w bardzo dobrym stanie. Rządzący kierowali się przy tym doświadczeniami m.in Wielkiej Brytanii, gdzie tego typu blokowiska zamieszkane na zasadach wynajmu, dość szybko popadały w ruinę. Drugą ciekawostką dotyczącą HDB jest to, że rząd przydzielając mieszkania ma na uwadze wielokulturowość Singapuru i zapobiega tworzeniu się gett ,dlatego w żadnym bloku, czy okolicy nie mieszkają tylko i wyłącznie np. Hindusi, ale również Chińczycy, Biali, czy Malajowie.

Parkingi stanowią 80% przestrzeni pomiędzy budynkami

Parkingi stanowią 80% przestrzeni pomiędzy budynkami

Drugim dominującym w ogłoszeniach zwrotem jest „Condo”. Jest to nic innego, jak prywatne, ogrodzone osiedla. Najczęściej z odźwiernym, basenem i siłownią. I tu nie ma co więcej dodawać :)

Przy wyborze mieszkania w największym stopniu kierowaliśmy się jego lokalizacją. Wiadome było, że większość dnia Paulina będzie spędzać na uniwersytecie, więc szukaliśmy miejsca, z którego będzie mogła dotrzeć do laboratorium w nie więcej niż dwadzieścia minut, ale okazało się, że to wcale nie takie proste. Przede wszystkim dlatego, że o ile mieszkań na wynajem jest całkiem sporo, to już ceny i warunki zwalają z nóg.

Wynajem mieszkania w Singapurze

Najtańszy pokój, który znaleźliśmy w ogłoszeniach, nie dalej niż czterdzieści minut jazdy od uniwerku kosztował 800$ tj. 2240zł.  Oczywiście cena była taka niska z jednego podstawowego powodu – całe mieszkanie było w stanie deweloperskim. To tyle jeśli chodzi o najtańszy pokój. W innych przypadkach, ale w zbliżonych przedziałach cenowych (tj. do 1000$) najczęściej była mowa o trzech osobach w jednym pokoju (a w sumie 8 w całym mieszkaniu), zakazie gotowania, zakazie zapraszania gości, zakazie non-halal food, braku pralki, braku klimatyzacji. Co smutniejsze, mowa tu o pokojach nie powalających standardem np. stalowe piętrowe łóżko, czy materac na podłodze.  Człowiek patrzył na zdjęcia i jak sobie przeliczał, że za coś takiego ma płacić trzy tysiące złotych, to płakał.

Jurong West Ave.5

Jurong West Ave.5 mi HDB na prawo i na lewo

Korytarz

Korytarz

Mowa tu oczywiście o HDB, bo wynajęcie pokoju w condo, to już koszt rzędu co najmniej 1300$, czyli  3,5 tys. zł.

Po mniej więcej tygodniu poszukiwań udało nam się znaleźć bardzo przyzwoity pokój w cenie 1000$ za miesiąc i stosunkowo blisko od uniwerku, ale jego wynajem był obwarowany zakazami, które opisałem w akapicie wyżej.

Paulina początkowo była sceptyczna, bo jednak wprowadzanie się mieszkania do ludzi, wychowanych w innej kulturze i wierzeniach, to jednak trochę odważny krok. Nie mówimy tutaj o kilku dniowym pobycie w czasie którego nawet jak coś nas będzie męczyć, czy walniemy jakąś gafę, to za parę dni nas nie będzie, ale o wspólnym mieszkaniu i obcowaniu na małej powierzchni. Osobiście byłem jak najbardziej za. Przede wszystkim dlatego, że standard pokoju i jego lokalizacja były, jak za żądaną cenę, idealne. Jednak, żeby się uspokoić dodaliśmy naszych potencjalnych właścicieli mieszkania do znajomych na Facebooku i zaczęliśmy przeglądać co i jak. Większość zdjęć publiczna, a na nich różne wydarzenia, na oko rodzinne, w podręcznikowym wręcz hidżabie i tradycyjnych strojach odsłaniających jedynie dłonie. Poza tym zdjęcia klocków lego, ciastek i filmików z nawoływaniem do modlitwy. Ni to optymizmem, ni to pesymizmem nie napawało, ale w końcu podjęliśmy decyzję, że wolimy to, niż karaluchy i dzielenie pokoju z hindusem.

Changi Airport

Wylądowaliśmy na słynnym lotnisku Changi, które rokrocznie zdobywa nagrody jako najlepszy port lotniczy na świecie. Dobrze oznakowany, z darmowym i

Formalności

Formalności

nternetem i licznymi atrakcjami, które pomogą aktywnie spędzić czas oczekującym na przesiadkę. O ile jeszcze ani razu nie rzucaliśmy tam zachwalanym przez wszystkich frisbee, to zdarzyło się już nam ruszać z niego w okolicę. To co na pewno robi wrażenie, to sprawność obsługi. Normalnie na lotnisku musisz być co najmniej godzinę przed odlotem, a tutaj wszystkie formalności oraz dotarcie do bramki zajmuje dosłownie chwilę.

Bezpośrednio z lotniska wsiedliśmy w kolejkę MRT, o której pewnie też kiedyś  ze dwa słowa napiszę, i z jednego końca wyspy przejechaliśmy nią na drugi – Jurong West – gdzie według mapy znajdował się uniwerek i nasze nowe lokum.

Dopiero, gdy wysiedliśmy z kolejki, poczuliśmy słynną singapurską wilgoć i gorąc. Do tej pory, począwszy od wyjścia z samolotu, przez terminale i kolejkę, aż do wyjścia z niej, nie czuliśmy nic poza arktycznym chłodem wszechobecnej klimatyzacji. A tu jak wyszliśmy, to po mniej niż minucie dosłownie się z nas lało. Jeszcze targając za sobą walizki po ścieżkach nazywanych PCN, zaczynałem rozumieć czemu Singapurczycy kochają klimatyzacje.

Po mniej więcej piętnastu minutach, w czasie których zdążyliśmy przemoczyć zarówno koszulki jak i spodnie, trafiliśmy do naszego mieszkania.

Pierwsze było zaskoczenie. Nie wiedzieć czemu spodziewaliśmy się maleńkiego i skromnego mieszkania, a już na wejściu uderzyło mnie to, że w miejscu, gdzie powinna znajdować się dziurka na klucze, jest czytnik linii papilarnych.

Samo mieszkanie w naszym HDB okazało się być dwupiętrowe. Na parterze znajdowało się dużych wymiarów pomieszczenie łączące salon, jadalnie, kuchnię oraz pralnie. Piętro natomiast zajmowały sypialnie – ich i nasza. Pokój jak na zdjęciach i łazienka, to samo, więc ciężar spadł nam z ramion. Jedyne co nam pozostało, to wręczyć prezenty w postaci wyrobów kaszubskich, podziękować i zacząć rozmawiać w nadziei na dobry początek wspólnego mieszania. O tym, że jednak jest ciężko, pewnie też napiszę wpis ;)

Parter naszego mieszkania

Parter naszego mieszkania

I schody do dwóch sypialni i łazienek :)

I schody do dwóch sypialni i łazienek :)

Tego dnia nasi gospodarze wzieli nas jeszcze na wspólny obiad oraz obwieźli po mieście opowiadając o zwyczajach, miejscach i rzeczach charakterystycznych dla Singapuru. Wbrew pozorom, jak na państwo wielkości Warszawy, Miasto Lwa ma ich naprawdę sporo. Ale jak się pewnie domyślacie – będzie to temat kolejnych wpisów ;)

A jesli się podobało, to pierwszy raz od bardzo dawna zachęcam do wsparcia Hospicjum :)
Zbiórka kompletnie stanęła w miejscu, więc przydałoby się ją chociaż trochę pchnąć do przodu - O TUTAJ :)

5 komentarzy dodanych:

  1. Z ciekawości weszłam dziś na bloga, a tu niespodzianka, obiecany singapurski wpis :D Powodzenia w azjatyckim świecie, czekam na kolejny wpis :)

Dodaj komentarz