Widoczki na miasto
5 sierpnia 2015

Multikulturowy Singapuru

Od mniej więcej dwóch miesięcy w Singapurze da się odczuć wielkie wyczekiwanie i odliczanie do 9 sierpnia. Właśnie wtedy Singapur będzie obchodził pięćdziesięciolecie swojego istnienia. Dziwne prawda? Państwo, które jest jednym z najbogatszych na świecie (w przeliczeniu na mieszkańca), najlepiej rozwiniętych i posiadających najlepsze uniwersytety, ma dopiero pięć dekad. Jednak świętuje z rozmachem jakiego nie powstydziliby się Amerykanie na 4 lipca.

Pięćdziesięciolecie niepodległości Singapuru

Przygotowania do tej rocznicy rozpoczęto prawdopodobnie dawno temu, ponieważ już teraz widać jak bardzo szeroki zakres miały oraz jak fanatycznie oddani są Singapurczycy swojemu państwu. Podstawą są tutaj czerwono białe flagi wywieszone z każdego okna i biura. Niemalże każda społeczność, nawet ta najmniejsza, przygotowuje różnego rodzaju wydarzenia, których miejsca oznaczone są wielkimi pięćdziesiątkami lub tortami dla ukochanego Singapuru na skwerach. Wszędzie widać promocje i „limited edition SG50” niemalże każdego rodzaju produktu. Począwszy od napojów, przez ubiór, naklejki, balony, lusterka, światła, koszulki, czapki. Dosłownie prawie wszystko. Na stacjach do tej pory panowała jedynie cisza przerywana komunikatami o nienajeżdżającej kolejce. Teraz zapanowały melodie ze specjalnie stworzonej na obchody płyty, gdzie każda piosenka wychwala Singapur oraz jego wyjątkowość. Mieszkańcy i turyści w każdą sobotę w ilości liczonej na ponad sto tysięcy, pojawiają się z małymi, plastikowymi flagami na próbach parady, pokazach fajerwerków, o których sylwester z Jedynką może tylko pomarzyć. Oczywiście każdy w czerwonej lub białej koszulce z Merlinem – symbolem Singapuru przypominającym skrzyżowanie krewetki z lwem. Naszego EURO2012 wygląda przy tym jak święto ubogiego krewnego. Nie mówiąc już o 11 listopada.

Merlin krewetko-lew

Merlin krewetko-lew

Lecom helikoptery

Lecom helikoptery

Torcik urodzinowy i flagi w tle

Torcik urodzinowy i flagi w tle

Fajewrwerki

Fajewrwerki

A jednak oglądając całe te przygotowania i ogólną gorączkę, człowiek ma dziwne wątpliwości co do tego, co Singapurczycy świętują i co sprawia, że czują się tacy wyjątkowi?

Co świętują Singapurczycy?

Jeśli chodzi o rozwój państwa, to w głównej mierze jest on zasługą jednego człowieka – Lee Kuan Yew. Chińczyk wykształcony na zachodnich uniwersytetach, złapał mieszkańców wyspy za fraki, wprowadził drakońskie kary za przestępstwa i potraktował miasto jako firmę. Jeśli w coś inwestował publiczne pieniądze, to tylko z założeniem, że ma na siebie zarabiać w określonym czasie. Nie zarabia? To zamykamy. Kropka. Chcemy być konkurencyjni na światowym ryku? Stworzymy więc uniwersytety, które będą miały pieniądze na kształcenie kadr na najwyższym światowym poziomie. Sprzedawajmy usługi, technologie oraz patenty, ponieważ one są obłożone najwyższą marżą. Facetowi zarzuca się rządy autorytarne, zbyt surowe prawo oraz kontrole mediów, ale póki co wygląda na to, że w najgorszym wypadku znalazł receptę na świetny rozwój państwa. Przynajmniej w perspektywie półwiecza.

Dynamiczny rozwój i dobrobyt jest podstawą świętowania, ale wciąż pozostaje pytanie – co poza tym?

W zeszły weekend razem z Pauliną, po raz chyba szósty z kolei, pojawiliśmy się w weekend na próbie generalnej przed obchodami. Różnica pomiędzy tą próbą a wcześniejszymi była taka, że dookoła zatoki postawiono olbrzymie sceny z telebimami. Na nich, ku uciesze gawiedzi, transmitowano ostatnie prób ze stadionu, gdzie będą obchodzone główne uroczystości.

Zaciekawieni i z podziwem dla organizacji, oglądaliśmy idealną synchronizację piosenek i pokazów na stadionie, przelotów odrzutowców, parady służb publicznych, olbrzymich samolotów Singapore Airlines, pokazu fajerwerków oraz synchronizacji telefonów wszystkich Singapurczyków, które o 20.15 zaczęły migać na czerwono-biało.

Jednak podczas wyświetlania transmisji ze stadionu, na telebimach były pokazywane filmy przedstawiające Singapurczyków opowiadających o swoim życiu, czy też wyjątkowości swojego państwa. Właśnie wtedy, pierwszy raz w życiu, zobaczyłem coś o czym bez zastanowienia mógłbym powiedzieć – propaganda. Poważnie, TVN przy tym to pikuś.

Kwintesencją było nagranie odpowiedzi około cztero-pięcioletnich dzieci, które mówiły kim chcą zostać w przyszłości. Ja tam chciałem być Batmanem, supermanem, czerwonym wojownikiem PowerRanges, Luce’em Skywalkerem, strażakiem, ale gdybym miał podać uzasadnienie, to byłby już ciężej. Pewnie coś w stylu – „Bo chciałbym biegać po ścianach”. Odpowiedzi dzieciaków – „Chcę zostać żołnierzem, aby bronić Singapuru przed wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi.” WTF?

Kolejną abstrakcją było dla mnie coś, co dla rządu singapurskiego jest nijako beczką prochu, czyli zróżnicowanie rasowe. Singapurczycy to w 74% Chińczycy (większość Hokkien i Teochew), 13% Malajowie, 9% Hindusi i 3% inni. Do tego dochodzi fakt, że ponad 43% urodziło się poza Singapurem. No i trzeba pamiętać o religii. W Singapurze 33% to buddyści, 18% chrześcijanie, 17% ateiści, 15% muzułmanie a pozostałe 17% to różnego typu mniejsze wyznania, czy wierzenia.

Właśnie ta różnorodność kulturowa, oraz to jak sobie wspaniale z tym radzą, wzajemnie akceptują i lubują w swojej inności, była czymś, co na filmach było podkreślane dziesiątki, jeśli nie setki razy. W późniejszej kolejności jedzenie i zakupy. Jeśli zapytasz napotkanego na drodze mieszkańca Singapuru, aby jednym słowem opisał Ci swoje państwo, to prawdopodobnie będzie to właśnie słowo „multicultural”. Wzorzec idealny dla zwolenników przyjmowania niczym nie regulowanej ilości imigrantów do kraju.

Multikulturowość Singapuru

Rząd singapurski podejmuje wiele działań, które mają na celu zbliżenie kulturowe i wzajemne zrozumienie, dlatego działania na tym polu są dość aktywne. O tym, że przydział mieszkania w znacznym stopniu zależy od rasy i kultury pisałem w poprzednim poście. To samo tyczy się szkół. Jedną z podstaw tworzenia klas jest zróżnicowanie kulturowe. W ten sposób oswaja się dzieci z innymi wierzeniami, kulturą, zwyczajami, czy językiem już od małego. Po szkole przychodzi czas na obowiązkową dwuletnią służbę wojskową, gdzie obowiązuje ten sam system. Dodatkowym czynnikiem spajającym jest język angielski, który jest językiem urzędowym i podstawowym w szkołach. Dodatkowo, za jakąkolwiek obrazę na tle religijnym czy rasowym najzwyczajniej idzie się do więzienia lub płaci grzywny liczone w dziesiątkach tysięcy dolarów.

Czy to działa?

W krótkiej historii niepodległego Singapuru zamieszki miały miejsce dwukrotne. Pierwsze w 1969 r. kiedy to Chińczycy stanowiący większość w mieście, starli się z Malajami. Głównym powodem były tutaj informacje o prześladowaniach Chińczyków w Malezji oraz wciąż trwiące w pamięci wydarzenia sprzed pięciu lat. Wtedy to w nie będącym jeszcze samodzielnym państwem mieście, pomiędzy tymi dwoma grupami wybuchły zamieszki na stricte rasowym. W pierwszym wypadku zginęło 36 osób i rannych zostało 500 osób. W drugim cztery osoby zmarły a 80 raniono.

Kolejnym przykładem zamieszek na tle rasowym, choć spowodowanych inną historią, były nie tak dawne rozruchy w Little India pod koniec 2013 r. Pech chciał, że chiński kierowca potrącił hinduskiego pracownika na głównej ulicy dzielnicy. Potrącił, albo wypchną z busa. Różne wersje i historie w zależności od tego od kogo je słyszysz.  Główne powody wybuchu zamieszek są trudne do ustalenia, ale z minuty na minutę, w miejscu wypadku gromadziło się coraz więcej hindusów oraz policji. Aż w końcu coś poszło nie tak. Ponad 40 osób zostało rannych, a szkody liczone były w milionach dolarów.

Zaraz po zamieszkach pojawiły się spekulacje dotyczące ograniczenia liczby pracowników tymczasowych oraz informacje o coraz szybciej rosnących napięciach etnicznych, ale na próżno było szukać tego typu informacji w mass mediach. Te będąc pod kontrolą rządu zrzuciły winę na alkohol. Rząd zareagował zabronienieniem sprzedaży w całej okolicy na okres sześciu miesięcy oraz zamknięcia większości barów. Rok temu ograniczenia zostały zniesione, ale wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu po 22.

Rzeczywistość

Od kiedy tu mieszkam ani razu nie widziałem, aby Hindusi spotykali się w grupach mieszanych z Chińczykami, czy Malajami. Czy to podczas przerwy na obiad w pracy, czy też na spotkaniach po niej. Jedni chodzą z jednymi a drudzy z drugimi.  Różnego typu parki trzymające się za ręce nad bulwarem, czy też w metrze – to samo. Chińczyk-Chinka, Hindus-Hinduska. Wyjątkiem są tutaj pary Biały-Chinka, ale już w druga stronę to nie działa. Idąc dalej tym tropem zauważymy, że nie licząc czasu spędzanego w pracy, większość ludzi dość szczelnie zamyka się w swoim kręgu kulturowym. Każda  z grup kultywuje swoje tradycje i religie, dlatego na ulicach można zobaczyć kobiety w sari, czy burkach zaraz obok ubranych w obcisłe żakiety Chinek. Hindusów, którzy bez skrępowania ślinią się na każdą ładniejszą w metrze, Chińczyków zapatrzonych w swoje telefony pokonując kolejne level’e w Candy Crush oraz białych ze słuchawkami na uszach i nosami w książkach.

Jeden język też sprawdza się, ale tylko i wyłącznie w kontaktach między poszczególnymi grupami, a nie w obrębie jednej. Chociaż i z tym jest problem. Angielski w wykonaniu Hindusów brzmi kompletnie inaczej, niż ten artykułowany przez Malajów, czy Chińczyków. Dla osoby mówiącej „mainstreamowym” angielskim, zrozumienie ich jest szkołą cierpliwości i wyłapywania sensu zdania po znaczeniu poszczególnych słów.

Czy to ma szansę się sprawdzić?

Głównym czynnikiem łagodzącym obyczaje są, nie oszukujmy się, pieniądze i dobrobyt. Dużo łatwiej jest znieść swoją niechęć do sąsiada, który non stop smaży paskudne żarcie i nie sprząta tworząc idealne siedlisko karaluchów, jeśli stać Cię na piękne mieszkanie, klimatyzację i dźwiękoszczelne okna. Nie mówiąc już o pracy, w której obowiązujące godziny pracy to 11-21, Nie przeszkadza Ci to dopóty płacą Ci lepiej niż dobrze i stać Cię na weekendowy wypad na Bali. Obecnie sytuacja większości osób mieszkających w Singapurze własnie tak wygląda. Powodzi się. Jednak pozostaje pytanie co stanie się, gdy gospodarka wpadnie w recesję, a ludzie zaczną tracić pracę lub oszczędności? Historia pokazuje, że każdy zawistnie zaczyna wtedy patrzeć w kierunku tych, którym najlepiej się powodzi, a do głosu dochodzą właśnie niesnaski kulturowo-rasowe.

Rząd może mówić i proponować jedną wersję, ale objawy rasizmu spotkaliśmy w Singapurze już pierwszego dnia. Przykładem byli właściciele pokoju, który wynajmujemy. Będąc Malajami już pierwszego dnia nam powiedzieli, że nie wynajmują Chińczykom, bo ich nie lubią, a Hindusom bo są brudasami.  I sądząc po opiniach osób z pracy, czy znajomych, nie są w takich osądach wyjątkami. Różnica polega na tym, że każdy ocenia każdego. Charakterystyczne jest tutaj myślenie, że przecież nie obrażam np. moich Hinduskich znajomych, bo oni są normalni, ale „tych brudasów” z doków.

Wiem, że to niepoprawne politycznie i wbrew mainstreamowym poglądom, ale jestem rasistą. Wprawdzie nie tym, który ocenia ludzi po kolorze skóry, ale rasistą kulturowym. Nie ma różnicy pomiędzy Czarnym, Azjatą, czy Hindusem wychowanym w tej samej kulturze, ale za to jest już znacząca, gdy wychowa się w kompletnie innej. Do tej pory żyłem ze wbijanym mi do głowy przekonaniu, że przecież ludzie są tacy sami. Otóż nie są i uświadomiłem to sobie dopiero tutaj na miejscu.

Pisząc ten wpis z małym rozbawieniem zacząłem sobie myśleć o skali do jakiej urósł problem przyjmowania imigrantów do Polski. Jeśli mówimy tu zaledwie dwóch tysiącach osób, to medialna afera jaka na tle tego wybuchła sprawia, ze śmiać mi się chce. O problemie możemy mówić, gdy rozkład kultury i społeczeństwa jest tak skomplikowany, jak ma to miejsce właśnie w przypadku Singapuru lub zbliża się do tego poziomu.

To multikulturowe państwo-miasto może być ciekawym przykładem dla wszystkich, którzy zmagają się zarówno z problemem imigrantów, jak i zróżnicowania kulturowego. Czy recepta jest dobra? Póki co i nie pozostaje nam nic innego jak tylko czekać i obserwować, jak to wszystko będzie u nich funkcjonować. A obserwować i badać trzeba, bo niewątpliwie Europę czeka podobna perspektywa. Mieszkańcy Afryki i Azji już niedługo będą stanowić ponad 3/4 mieszkańców naszego globu, a taka ilość będzie nie do zatrzymania moralnymi sposobami. Pytanie czy przygotujemy się na to tworząc odpowiednie strategie i rozwiązania, czy obudzimy się z ręką w nocniku podczas kolejnej konferencji prasowej dotyczącej zamieszek na tle rasowym i kulturowym.

Wiem, że wpis jest nieco inny niż zwykle, ale jakoś tak mnie naszło, żeby go napisać. Mam nadzieję, że zachęci on Was do wsparcia akcji Autostopem dla Hospicjum i podopiecznych Fundacji Dzieci Osieroconych. Korzystając z okazji, chciałbym też podziękować oficjalnie wszystkim dziewczynom z Klubu Polek, które postanowiły samodzielnie promować akcję i wesprzeć ją wpisami z całego świata :)

12 komentarzy dodanych:

  1. Miło, że kolejny dojrzały człowiek wyrasta z propagowanej polityki multi-kulti i dostrzega wady takiego systemu.
    Ciekawy artykuł. Swoją drogą drogi Przemku, zaktualizuj w wolnej chwili rubrykę „Gdzie aktualnie jestem”. Co prawda posty jasno zdradzają, żeś w Singapurze, ale informacja w tamtej rubryce o przygotowywaniu książki, która wyjdzie w maju jest tak trochę nie na miejscu ;)

  2. Przemo jak to jest? Ty jesteś z ta Paulina tak wiesz w życiu czy to nadal taka dobra kumpela ze szkoły i podróży? Bo w sumie to zdecydowałeś sie na Singapur tak nagle, ze niby podróże Ci sie przejadły i musisz sie gdzieś osiedlić a tu nagle drugi koniec świata z Paulina ^^. Zastanawiające ;). Dobry wpis! ;)

    1. Nic nie przychodzi nagle :D Paulina, to ma luba i pewnie dostanę buziaka za to publiczne wyznanie ;)
      I dzięki za komplement! :)

  3. A ja myślałam, że takiego fajnego, zakręconego autostopowicza nie cechuje etnocentryzm. Europę kocham, ale tego myślenia,że tylko kultura europejska jest git … nie trawię. Właśnie przez to myślenie, Europejczycy zabijali Indian i Aborygenów, a tych co pozostali ubrali i posadzili w kościele. Czy to nie chore?

    1. Czasy się zmieniły i już nikt nikogo nie ubiera i nie zmusza do chodzenia do świątyń (chociaż tutaj można dywagować w kwestii Islamu).
      Czasy się zmieniły i kultury również :) Nie wiem czy jestem etnocentrykiem,bo nie wywyższam kultury europejskiej ponad wszystko (Azjaci, Żydzi czy Hindusi w wielu dziedzinach są od nas lepsi) ale prawdą jest, że najlepiej czuję się kulturze zachodniej czyt. w domu :)

  4. Odnosnie tych 2 tys imigrantow wpychanych do polski to mysle ze jest to dopiero poczatek. Za niedlugo beda nam wciskac kolejnych. Poza tym strasznie mnie irytuje ze taki imigrant ma dostac 2tys euro na miesiac miszkanie itd. A zwykly polak ciezko pracujacy dla tego kraju czasem nawet mieszkania nie ma swojego ani godziwej pensji.

  5. Singapur sprowadza imigrantów o wiele mądrzej niż Europa czy USA bo pozwala zostać na stałe tylko tym którzy maja wysokie wykształcenie lub duże pieniądze. Czyli budowlaniec z Bangladeszu czy pielęgniarka z Filipin ma zerowe szanse pozostać w Singapurze po zakończeniu kontraktu. To obywatele Bangladeszuwłaśnie sprowokowali burdy dwa lata temu. Na dodatek imigranci nie mogą zachwiać obecnych proporcji etnicznych, tzn. Najwieksza szanse na uzyskanie prawa stalego pobytu maja etniczni Chińczycy. Europa jest za głupia na taka dalekosiężna politykę.

  6. Hej.odwaznie prezentujesz swoje poglady- nie wystawiasz ich na pokaz ku pochwale swiata za haslo w stylu”wszyscy ludzie sa rowni”.bo tak nie jest i byc nie moze co widzimy dopiero jak pomieszkamy chwile w takich tworach jak Singapur.bardzo blisko jest mi do twojego sposobu analizowania multi-kulti. Moim zdaniem Australia wypracowala niezly system dla wspolistnienia kultur- pozwala zostac na stale tylko dobrym fachowcom i ludziom bogatym z jak to ujmujesz”europejskim wychowaniem i wyksztalceniem”.nie spotkasz tam etnicznej biedoty,ktora wymyslila sobie ze zamieszka w AU na zasadzie uchodzcy socjalnego. Kazdy mlody Chinczyk,Hindús czy Filipin marzacy o Australi jako miejscu do zycia to osoba posiadajaca juz rys kyltury zachodu i dobry fach lub están majatkowy ponad przecietna(i oczywiscie wladajaca dobrym angielskim bo od 2012 zmiany prawne zlikwidowale wiekszosc szkol jezykowych do ktorych trafiali na pocz.swej emigracji „obcy”. Nie jest latwo zostac w AU bo trzeba sie wykazac wartoscia dla panstwa. Obserwuje teraz najazd extranjeros w Hiszpanii gdzie mieszkam od prawie roku i tutaj rowniez zaostrza sie kwestie jezyka bez znajomosci ktoregos ciezko jest teraz otrzymac nr ident. NIE…i zostac na stale. Nie latwo sie scala kultury i narodowosci w obrebue jednych granic i chyba juz teraz wyznaje poglad ze to niemozliwe i niepotrzebne. Gdy podrozujesz, multi-culti jest egzotyczne.Gdy zas zamieszkasz na stale dostrzegasz ilosc problemow i ich skale naprawde.
    Zostaje i czytam dalej:) i pozdrawiam.

Dodaj komentarz