wpis
18 czerwca 2014

Przygotowania do wyprawy – czas start

Jednym z najczęściej zadawanych mi przez Was pytań na spotkaniach, jest pytanie o czas przygotowań do podróży. Przed pierwszą poważną podróżą, gdzie koszty,  jak na studenta, były już dość wysokie, poświęciłem około dwóch miesięcy. Wtedy jednak miałem odłożone zdecydowanie za mało pieniędzy i bawiłem się w szukanie sponsora. O tym możecie poczytać tutaj. Rok temu, przed wyprawą do Azji, połowę potrzebnej kwoty zaoszczędziłem, a drugą zebrałem dzięki portalowi Polak Potrafi, który opiera się na crowdfoundingu.

Teraz rozpoczynam przygotowania do następnej podróży. A od czego? Od zarobienia na to pieniędzy.

„Przecież podróże autostopem są darmowe!” – To prawdopodobnie będzie pierwsze zdanie większości osób, ale nie do końca się z nim zgodzę. Owszem, podróże autostopem są tanie i mogą być darmowe, ale osobiście uważam, że nie o to w nich chodzi.

Jasne, pierwszy raz pojechałem na stopa tylko i wyłącznie dlatego, że był darmowy. Dopiero z czasem, gdy zacząłem dostrzegać, że tak naprawdę nie chodzi o pieniądze, a o przygodę, możliwość poznawania nowych, ciekawych ludzi, miejsc, zdanie się na los i niespodziewane, kwestia pieniędzy zeszła na dalszy plan.

Podróże po Europie są tanie, ale nie należę do osób, które będą żałować 20 euro na zwiedzanie Luwru, Koloseum, Tower of London, czy poskąpią na lokalne specjały. Owszem, możesz zaopatrzyć się w zupki chińskie na cały miesiąc podróży, ale zadajmy sobie pytanie – „Czy podróżujemy dla samej przygody, czy dla chęci poznania i zwiedzenia świata?”.

Oprócz tego dochodzą jeszcze drobne koszty typu np. bilety na transport komunikacją miejską. Można jeździć na gapę, ale tego nie trawię. Czemu? Bo to taka trochę nasza polaczkowatość. „Nie kupię biletu, a jak mnie złapią, to będę mówić po polsku” – cebulactwo w najwyższym wydaniu. Robimy tak, a później się dziwimy i mamy pretensje, czemu o Polakach mają niezbyt pochlebne zdanie. Chcemy zacząć walczyć ze stereotypami, to zacznijmy przede wszystkim od siebie.

Druga sprawa, to podróże poza Europę. Jak słyszę, że ktoś podróżuje dookoła świata, kompletnie bez pieniędzy, to tylko się śmieję. Owszem, można żerować na gościnności i serdeczności podwożących nas osób, w kółko powtarzając, że jest się głodnym albo, że nie ma się pieniędzy, ale osobiście nigdy tego nie robię. Rzeczywiście za naszą wschodnią granicą ludzie dużo chętniej karmią i pomagają, ale nigdy nie zdarzyło mi się prosić o jedzenie. Czemu? Bo to jest trochę poniżej mojej godności. Jeśli ktoś z dobrego serca niczego nie daje, to znaczy, że nie chce lub po ludzku nie ma takiej możliwości. Dlatego właśnie nigdy się nie narzucam i nie powtarzam jak mantry „Jestem głodny daj mi jeść”(z ewentualnym słowem „proszę”, ale jeśli już ktoś tak robi, to z reguły o nim zapomina). Zwłaszcza, że jedzenie można kupić za niewielkie pieniądze.

Dodatkowo, również w przypadku podróży poza Europę, pojawiają się koszty wiz. I choćbyście nie wiem jak kombinowali, to za wizy trzeba płacić. Z reguły są to koszty rzędu od 15$ do 100$ (w zależności od długości pobytu w danym kraju). Dlatego znowu, jeśli ktoś Wam wmawia, że podróżuje za darmo do krajów, gdzie potrzebne są wizy, to szczerze mu winszuję. Głupoty albo nieziemskiego farta. Głupoty, bo jeśli nie ma wizy, to przebywa tam nielegalnie i w najlepszym wypadku wyda majątek na kary lub łapówki. Farta, jeśli ambasada jakimś cudem wydała mu wizę za darmo. Chociaż o takich przypadkach nie słyszałem. Pamiętajcie też, że pieniędzy, które płacimy za wizy są jednym ze sposobów wspomagania lokalnej turystyki.

Prawdopodobnie mniej więcej na tym etapie tekstu co drugi już się buntuje i oburza. Że się sprzedałem, że zapomniałem co znaczy podróżować bez kasy itp. itd. z tym, że nigdy nie twierdziłem, że podróżuję bez grosza przy duszy. Zawsze mam ze sobą pieniądze, choćby na samo zwiedzanie, które też jest czasami drogie, ale jest to jedna z rzeczy, na których przysiągłem sobie nie oszczędzać. Trzeba pamiętać, że być może już nigdy w życiu nie będę miał okazji zobaczyć danego miejsca. Jakiekolwiek by nie było. Monastyr w Gruzji czy Wielki Mur Chiński. Nie ma znaczenia. Jak jestem na miejscu, to płacę. Często dość dużo. I tak, mam też rezerwę pieniędzy, żeby w razie sytuacji awaryjnej móc sobie pozwolić na lepszy szpital, leki, czy szybki powrót do domu.

„Pewnie ma bogatych rodziców” albo „Książkę napisał i ma za to gruby hajs”

a) Nie mam bogatych rodziców. Ba, mają taki kredyt, że będą go spłacać jeszcze kilkanaście lat.

b) Tak, za książkę dostanę pieniądze, ale najwcześniej za rok, wiec póki co nie mam z tego nic.

Dziwne prawda? A mimo, to wydaję pieniądze na podróże. Skąd je mam? Zdradzę Wam sekret.

Ktoś kiedyś powiedział, że żeby podróżować trzeba sprzedać lodówkę. Głupota. Nigdy bym jej nie sprzedał.Nawet za góry złota, bo za bardzo lubię jeść, a lodówka jest mi do tego niezbędna. Żeby podróżować trzeba najpierw na to zarobić. Tak kochani. Trzeba pójść do pracy!

Mówi się, że podróże kształcą, czy też kształtują charakter i się z tym zgodzę, ale nie tylko w kontekście samej podróży. Jeśli mamy wizję podróży naszych marzeń, to jej realizacja wymaga poświęceń. Począwszy od odkładania złotówki do przysłowiowej świnki skarbonki, poprzez rezygnowanie z ekstra ciuchów, piwa czy nowej zabawki, na pracy kończąc. I nie mówcie mi, że pracy nie ma, że nie macie doświadczenia, że nie macie czasu. Dla chcącego nic trudnego. Owszem, będzie ciężko. Czasem trzeba będzie zasuwać po 14h dziennie za psie pieniądze. Czasem będzie trzeba zarwać nockę, albo zrezygnować z super imprezy, ale jeśli macie marzenie, to właśnie ono powinno być najważniejsze, bo dopiero gdy się całym sobą poświęcicie na jego realizację, to uda Wam się je osiągnąć. I to jest jeden z pierwszych elementów składających się na podróż ( a raczej przygotowanie do niej), które kształtuje charakter i kształci.

Gdy skończyłem promocję książki, pozdawałem egzaminy na studiach, poszedłem szukać pracy. Gdzie? Tam, gdzie w sezonie można najwięcej zarobić, czyli w restauracjach na gdańskiej starówce. Poszedłem bez niczego. Nawet CV nie wydrukowałem. Po prostu wszedłem do pierwszej lepszej knajpy i powiedziałem, że chcę tu pracować jako kelner. Szybka rozmowa, czy mam doświadczenie (takowego nie posiadam), kilka minut o tym co trzeba robić, czego potrzebują i bum! Jest praca. Wprawdzie 5zł za godzinę, ale nikt nie obiecywał, że będzie lekko.

Nie wysyłajcie jak głupi CV wszędzie, gdzie tylko pojawią się w necie ogłoszenia, ale pójdźcie tam osobiście. Pokażcie się, kim jesteście, opowiedzcie o swojej pasji i motywacji do pracy, a uwierzcie, ze Was wezmą, bo to właśnie motywacja jest kluczem do siły, która drzemie w każdym z nas, a nie każdy ma o niej pojęcie.

Sesja się kończy, sezon zaczyna, dlatego życzę każdemu z Was, żeby odnalazł swoją pasję, motywację i siłę do realizacji marzeń. I pamiętajcie, że marzenia nie realizują się „ot tak”. Realizacja marzeń, to ciężka i często niewdzięczna długotrwała harówka.A jeśli ktoś myśli, że to banialuki, to zapraszam serdecznie do restauracji Elepfhant na ul. Długiej w Gdańsku, gdzie przez najbliższe cztery miesiące będę zasuwać jak dzika świnia, żeby móc później realizować marzenia :)

P.S. Jeśli ktoś z Gdańska lub okolic będzie chciał wpaść po dedykacje na książce, to zawsze znajdę chwilę, żeby skrobnąć dwa słowa :) Tylko napiszcie do mnie wcześniej, żebyśmy się ugadali co do dnia i godziny :)

Przygotowania do kolejnej podróży – czas start! :)

29 komentarzy dodanych:

  1. W podróży nie zawsze trzeba płacić pieniędzmi. Często płaci się czasem (można np. coś pomalować albo dać masaż, poduczyć angielskiego itp.) albo jak np. w couchsurfingu odwdzięczyć się światu i ludziom po powrocie do kraju i przyjmować u siebie gości.
    Ale rozumiem też twoją intencję Przemku. Tak totalnie za darmo to właściwie się nie da i suma sumarum może to być nieetyczne o czym piszesz. Jednak z drugiej strony ta przysłowiowa lodówka i sprzedanie jej to tylko symbol i ukazanie tym co myślą, że na podróże trzeba miliony, że zdecydowanie ich nie trzeba. Sam spędziłem na podróżach po Azji niemal dwa lata, wydając mało, a poznając wiele. Gdzieś trzeba znaleźć złoty środek. I pozostać dobrym, nie żebrzącym człowiekiem.
    Maciek Roszkowski
    autor. książki o podróżowaniu po Azji „Pisane słońcem”

    1. Jasna sprawa :) Z tym, że jeśli chce się pracować po drodze, to trzeba mieć czas :) Ja preferuję pracę w Polsce i oszczędzanie na wyjazd :)
      P.S. Książka zakupiona i wziąłem się do czytania :)

  2. do Luwru można wejść za darmo do 25ego roku życia, jeśli jesteś z Unii, bardzo przyjemne zaskoczenie przy kasach:)
    a co do polaczkowatości to masz rację, oszczędzanie na czym się da, nawet jeśli to łamanie prawa, przykro patrzeć jaką opinię to o nas stwarza..

  3. Również wychodzę z podobnego założenia, sama aktualnie pracuję, aby zarobić na wymarzone wakacje autostopem po południowej Europie ;). Powodzenia i wytrwałości w realizowaniu marzeń!

  4. zgadzam się z Tobą w zupełności! spełnianie marzeń to wbrew pozorom bardzo ciężka praca ;)
    dzięki za zaproszenie! może się skuszę i wpadnę do Gdańska :D
    co zamierzasz robić, gdy mina już te 4 miesiące? gdzie wtedy będzie można Cię spotkać?

  5. Ohoho to chyba wpadnę któregoś dnia do tej restauracji po dedyka:3 Książkę kupiłem wczoraj i jestem w połowie, czekam na drugą część!:D Pozdro

  6. No! Dobrze gada, polać mu!
    Sama też planuję 2 miesiące pracy, żeby potem ruszyć gdzieś stopem. Chyba tylko muszę pozbyć się krakowskiego skąpstwa bo niestety na zwiedzanie do tej pory żałowałam.

    I oczywiście, że praca jest! Ale jak sie jest studentem bez doświadczenia i się wybrzydza no to sorry. Mój znajomy już tak 3ci rok szuka pracy np i dalej jej nie ma ;)

  7. To co powiem zabrzmi pewnie patetycznie ale jesteś niesamowitym człowiekiem. Usłyszałem o Tobie przypadkiem, jeszcze większym przypadkiem trafiłem na Twoją prezentację a teraz nie mogę nadziwić się jak wiele masz w sobie odwagi i jakie niecodzienne podejście masz do życia… Nie nie, spokojnie, nie jestem żadnym z tych „ciepłych panów” o których pisałeś w książce ;). Po prostu zawsze marzyłem o takich niezwykłych podróżach ale nie miałem odwagi… Ale kiedy Cię poznałem a potem podpisałeś mi książkę słowami „nigdy nie przestawaj marzyć”, to już wiem że to że trafiłem na tamto spotkanie to nie był przypadek. Z jednej strony żałuję że dopiero teraz bo mając 23 lata dopiero zacznę spełniać swoje marzenie, ale z drugiej strony, cieszę się że w końcu znalazłem na to odwagę ;). Może to głupie ale wiem, że to będą najlepsze wakacje mojego życia… Dzięki stary, naprawdę… Dzięki Tobie czuję że wygrałem życie ;) Trzymaj się i czekam na kolejną książkę i prezentację ;) !

  8. Pozdrawiam cię Przemku, właśnie skończyłem pracować na Długiej za 7zł za godzinę, pracując po 11h dziennie razem z dziewczybą na zmiany, by pojechać stopem do Chorwacji :D Na tym polega cała zabawa – naharować się, by potem wsunąć małże nad morzem, całkowicie popieram podejście! Przenigdy nie zdarłbym pieniędzy z rodziny na wyprawę, kto wie, może wpadnę do Elephanta coby zagadać :D

  9. Miałem zrucać robotę która nie jest o tyle męcząca fizycznie co psychicznie,produkcja szkła po 10h~.Współpracownicy którzy są wyżej traktują dość z pogardą, momentami już miałem to rzucić..ale ten wpis jakoś dodał mi energi żeby to jeszcze przetrwać :)

    W ogóle mam mały pomysł, po paru podróżach w sumie naprawdę krótkich i napotkanych osobach zwiedzać teraz Polskę, potem kto wie, miejsca skrajnie różne z różnymi ludźmi, pytać czego się boją i o czym marzą. Chciałem ukazać kontrast czego może bać się/o czym marzyć dzieciak z bogatej dzielnicy, a dzieci na oknologi, zakonnicy a więzniowie. Zebrać od doświadczonych życiem ludzi rady, aby może jakoś pomagać osobom w takiej sytuacji jak ja, gdzie totalnie nie wiem co chce w życiu robić, nawet nie odnalazłem swojej pasji. Jedyne co mnie kręci to poznawanie i doświadczanie… nawet ubrałem to jakoś ładnie i napisałem tu i tam, ale jedynie LG mi odpisało że kamer/aparatów nie mają, ale smartfony nowe z dobrym nagrywaniem, w ciągu kilku dni mam dostać odpowiedź czy mi do testów ( potem zwracam) pożyczą. A co z zarabianiem po drodze na jakiejś „sztuce” ? mam parę błahych awaryjnych pomysłów..kto wie..może się uda próbowanie nic nie kosztuje..:)

    Jesteś inspirującą osobą, samych pozytywnych przygód w trasie życzę !

  10. Przemku, podpisuję się pod Twoim wpisem rękoma i nogami. W końcu ktoś powiedział prawdę i uświadomił co niektórym osobom, że nie ma nic za darmo :) A co do polaczkowości, to niestety smutna prawda. Sama studiuję w Niemczech i kiedy w pociągu widzę Polaka, który udaje, że nie mówi po niemiecku i nie ma dokumentów przy sobie (które potrzebne są do wystawienia mandatu), to aż mnie ściska ze złości…dzięki takim ludziom właśnie nigdy nie pozbędziemy się tej negatywnej opinii o naszym narodzie…
    Ale są też pozytywni ludzie i na tym trzeba się skupiać ;)

  11. Jak to możliwe, że zgadzam się praktycznie ze wszystkim co napiszesz? Życzyłabym sobie, aby poznawać tylko takie pozytywne osoby jak Ty! :)

  12. Ja podróżuję z czyszczenia kibli w duńskich hotelach. Czasem myślę co ja robię, nie cierpię tej pracy, ale potem wykaz bankowy pokazuje mi, że jednak to takie łatwe: w tamtym roku kupowałam bilet do Brazylii. Już wróciłam. W tym roku nie wiem co wymyślę.

    1. Dokładnie! Ja książki akurat do podpisania nie mam (student biedak nie kupuje, tylko wypożycza – piękne jest w Gdańsku to, że system bibliotek mają naprawdę dobrze rozbudowany!), ale na pewno będąc następnym razem na starówce rozejrzę się za Elephantem, tak z ciekawości :)

  13. Też się śmieję, gdy słyszę o akcjach typu: Podróżować za darmo. Czy się da? Pewnie, że się da, ale ja bym tak nie potrafiła: żebrać, prosić się o jedzenie, nocleg itd. Dobrych ludzi wokół jest mnóstwo, bo podróżując, zwłaszcza autostopem przekonałam się o tym nie raz. Ale właśnie ze względu na szacunek do ludzi, nie mogłabym w ten sposób podróżować. Prosić i brać od innych, nie dając nic w zamian. Ile razy słyszałam tekst: „Jedźcie do Gruzji, bo tam nie wydacie ani grosza, ludzie was nakarmią itd…” Nóż się w kieszeni otwiera na takie hasła. Potem jedzie taka szarańcza do obcego kraju, robiąc nam złą reklamę.
    „Chcemy zacząć walczyć ze stereotypami, zacznijmy od nas samych” – Amen.
    A z tekstami „zarobił kupę hajsu na książce” to mogliby ludzie sobie darować i najpierw zainteresować się jak stoi u nas w Polsce czytelnictwo i fakt, że z pisania książek u nas nawet wyżyć się nie da, a co dopiero podróżować :)

    Dzięki za tekst. Może trafi do odpowiednich osób i choć paru da coś do myślenia.

  14. Mądre słowa i w 100% się zgadzam z Tobą… sam też preferuję tanie podróżowanie ale jednak lubię skorzystać z atrakcji, napić się lokalnego piwa czy zjeść w knajpie (a nie zupki tylko) bo jak by nie było przez to poznajemy też kulturę…

  15. A no właśnie – ja byłam na paru krótkich wypadach stopem i kilka razy już się zdarzyło, że jak napomknęłam „o, tam czy gdzie indziej bym chętnie pojechała”, to ktoś stwierdzał „no to jedź stopem jak wtedy, już masz jakieś doświadczenie”. Tylko że jak chcę odwiedzić jakieś miejsce, to żeby pozwiedzać i zobaczyć tyle, ile się da. A to się wiąże z kosztami, tu za wejście, tu za bilety na metro (podzielam Twoją opinię na temat przycinania na biletach, nie mówiąc już o niepotrzebnych nerwach, które kanarinhos wywołają swoim pojawieniem się :P), tu za posmakowanie lokalnej kuchni, o noclegu nie wspominając, bo couchsurfing może nie odpowiadać choćby tej osobie, z którą jadę. (Pomijam już samą w sobie delikatną kwestię traktowania hosta jako darmowego hotelu…) W Wiedniu na przykład nie mogłam odmówić sobie zoo, bo są tam pandy, które uwielbiam; a to już 60 pln-ów. Niby nic, ale…grosz do grosza i mamy ładną sumkę. Dodajmy do tego przelicznik euro na ichniejsze zarobki i nagle nawet w pomniejszej knajpie łapiesz się za głowę na widok rachunku ;)

  16. Zupelnie jakbym o sobie czytala! Najpierw harowa: rok bez wiekszych wyjsc, imprez, wyjazdow, czasami praca 7 dni w tygoniu, ale dzieki temu potem: 14 miesiecy w drodze :) Wprawdzie aby nasza wyprawe skonczyc musielismy sie jeszcze nieco zapozyczyc (planowalismy raptem 6 miesiecy, wyszlo „troche” wiecej, a szkoda bylo wracac nie skoczywszy tego co zaplanowane…), no i teraz musimy jeszcze odpracowac te dlugi, ale dzieki temu nie musielismy rezygnowac z wjechania na Chrystusa w Rio czy odwiedzin Machu Picchu, Moglismy do woli delektowac sie lokalnym jedzeniem majac swiadomosc, ze do Ameryki Poludniowej juz raczej na tak dlugo nie wrocimy.
    A darmozjadow tez nie tolerujemy, Niestety mielismy parokrotnie spotkac na naszej drodze „wagabundow”, ktorzy objadali, opijali naszych couch surfingowych hostow, a Ci byli po prostu zbyt mili, zeby im zwrocic uwage… I wiem, ze niestety tacy ludzie moga bardzo zniechecic ludzi do przyjmowania u siebie podroznikow….

  17. Fajny artykuł i tak dalej, ale do podróżnika, który powiedział o „sprzedaniu lodówki i wyruszeniu w świat” się nie porównuj, bo wiele Ci do niego brakuje. I tym co widziałeś i ogólnie mądrością życiową. Pozdrawiam.

  18. A ja nie mogę wyjść z szoku w jaki sposób w 4 miesiące za 5zl/h zarobisz na podróż do Ameryki Południowej!? Może w restauracji duża część zarobków to napiwki, ale mimo wszystko… Bałabym się ruszyć w taką podróż z tak małymi środkami. Marzę o dalekich podróżach, ale właśnie brak kasy mnie powstrzymuje, bo wiem że w razie gdyby nagle zabrakło mi na jedzenie, powrót czy cokolwiek nie mogłabym liczyć na pomoc finansową ze strony rodziny. Sama pracuję, staram się oszczędzać, ale pieniądze lecą na takie głupoty…
    Sam pomysł podróżowania stopem wydaje mi się mega interesujący i ciekawy, ale nie mam znajomych którzy podzielaliby moje zdanie i tym sposobem oprócz kasy, powstrzymuje mnie też brak towarzystwa, a podróżować samotnie.. To chyba nie w moim stylu, nawet do kina czy na rower nie idę sama więc nie wyobrażam sobie takiej podróży. Mam 22 lata, chciałabym w końcu zacząć spełniać swoje marzenia, ale.. No właśnie ALE. Chyba szukam wymówek i jestem tchórzem, ale nie potrafię tego przezwyciężyć :(

    1. „Jeśli boisz sie sparzyć, nigdy się nie ogrzejesz”;p Agato,mam te same zahamowania i ‚ale’ . Pewnie wyruszę sam za parę miesięcy,bo cieżko znaleźć osobę do towarzystwa, której odpowiadała by taka przygoda. Nie chce żałować za jakieś 20 lat, że czegoś nie zrobiłem..

  19. Właśnie przygotowuje się do pierwszej wyprawy stopem, więc cały tekst pochłonęłam z uśmiechem na twarzy ;) Idealnie pokrywa moje poglądy, a mój strach przed samotnym podróżowaniem odszukał idealną towarzyszkę.
    P.s Książki również sprawdzę

Dodaj komentarz