Rosja autostopem 2

Wstałem razem z robotnikami, którzy od ósmej rano zaczęli używać młota pneumatycznego tuz obok mnie. Przypadek? Nie sądzę. Tak czy inaczej spakowalem plecak i zostawiłem namiot, żeby troche wysechł, bo w nocy padało, a sam podszedłem do wspomnianych wcześniej robotników, żeby się dowiedzieć, która droga prowadzi do Daugapillis. Gdy tylko zrozumieli o co mi chodzi, odwrócił się w kierunku drogi, zaczęli krzyczeć i machać rękoma. Na początku nie wiedziałam o co im chodzi, ale potem zauważyłam biały samochód ciężarowy, który właśnie wjeżdżał na autostradę. Okazało się że był to jeden z ich kolegów, który jechał w kierunku Łotwy. Jak tylko zorientowlem się co się szykuje, pobiegłem pakować namiot. W wideo, w którym opowiadałem o tym co zabrać w podróż powiedziałem, że jestem w stanie spakować namiot dwie minuty kiedy pada. Szybko, ale prawda jest taka, że jak mam załatwioną podwózkę, to pakuje jeszcze szybciej. Krzyknalem podziękowanie dla robotników i wskoczylem do auta.

image

Ruch wahadłowy plus urocze proporczyki

Na początku próbowałem upewnić się gdzie jadę, ale niestety litewskie nazwy miejscowości brzmią mniej więcej tak, jak odgłos wydawany przez gęsi karmione na siłę, dlaczego po trzeciej próbie zrezygnowałem. Po prostu byłem pewny, że jedziemy gdzieś kierunku Łotwy. Patrząc na mapę, w pewnym momencie zauważyłem, że zjeżdżamy z trasy tranzytowej na boczna drogę. Przyznam szczerze wtedy się spanikowałem i zapytałem po raz czwarty, gdzie jedziemy i po raz czwarty wypowiedział niezrozumiała nazwę, a ja stwierdziłem, że na 100 procent zrozumiał gdzie jadę i mi8 pomoże. I owszem, bo po mniej więcej godzinie dojechaliśmy do małej miejscowości, która na mapie była blisko granicy z Łotwą, ale niestety ruch był zerowy. Zły na siebie, że zamiast podjechać krótki kawałek i zostać na głównej trasie, pojechałem długi i wylądowałem na zadupiu, rzuciłem plecak na ziemię, usiadłem na tabliczce i czekałem na jakikolwiek samochód.
Po trzydziestu minutach czekania stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć i po prostu pójdę popytać do miasta i może coś będzie jechało moim kierunku. Idź się udało. Przypadek chciał, że do lokalnego sklepu zajechał samochód ciężarowy z dostawą, a kierowcą był Rosjanin, który zaraz po rozładunku jechał w kierunku Pskowa i powiedział,że mnie podwiezie.

image

Latvia!

W czasie drogi tłumaczyłem mu, że chcę dojechać na granicę rosyjsko-łotewską ‚Terechenko’, ale nie miał pojęcia gdzie to jest. Zdziwiłem się trochę, bo kto jak kto, ale kierowcy zawsze znają większość drog. Zacząłem mu pokazywać na mapie gdzie jadę, a on w kółko powtarzał, ze go prowadzi GPS i nic innego nie wie. Ustaliliśmy, że jak będę chciał wysiąść, to dam mu znać. Po godzinie jazdy wyskoczyłem już na prostej do Moskwy. Znowu usiadlem na ziemi i mimo, że była już dwunasta, to dopiero tam zdecydowałem się zjeść śniadanie , którego skład nie zmieni się od dwóch dni. Czarny chleb i 2 kabanosy.
Jak tylko zjadłem, zacząłem łapać i zatrzymał się pierwszy samochód. Młoda parka postanowia mnie zabrać 25 kilometrów do miejscowości, z której już cały ruch był w kierunku granicy. Mówili, że też podróżowali autostopem i dlatego zostawią mnie w miejscu, które jest idealne do łapania. I rzeczywiście, był to jeden z nielicznych razy, kiedy kierowca wiedział co znaczy ‚dobre miejsce do łapania’. Zostawili mnie przed przejazdem kolejowym, ze znakiem stop, gdzie dosłownie każde auto musiało się zatrzymać, a przed przyjazdem było ograniczenie prędkości do trzydziestu.

image

Idealne miejsce do łapania stopa

Mimo to, stałem tam niemal godzinę, bo to co na mapie wyglądało na  często uczęszczaną drogę, w rzeczywistość okazało się zwykłą ulicą, po której od czasu do czasu przejechał samochód ciężarowy. Tak czy inaczej, udało się dojechać na granicę z litewskim kierowcą, który zostawił mnie na początku kolejki dla tirów, która miała ponad 3 kilometry długości. Wysiadłem, pożegnałem się i na piechotę ruszyłem do Rosji.

image

Kolejka na przejściu granicznym. Chwała Schengen!

Na znakach przed granicą było napisane, że przejście graniczne jest tylko dla samochodów, ale pogranicznicy powiedzieli, że mogę przejść na piechotę.
Pierwsza dziwna sytuacja miała miejsce po stronie łotewskiej, gdzie sprawdzając mi paszport, zauważyli moją pałkę teleskopową schowana w kieszeni. Kazali mi ją wyjąć i pokazać co to jest i do czego służy. Oczywiście na początku było więcej śmiechu niż jakichkolwiek problemów, ale gdy zaczeli się mnie wypytywać czy mam jeszcze jakąś broń, to pozwoliłem sobie na żarcik ‚tak, mam shotguna w plecaku’ . Nie zrozumieli dowcipu i kazali mi wszystko wypakować i pokazać co mam. Wtedy znaleźli moje ostatnie kabanosy. Okazało się, że do Rosji nie można wwozić mięsa i mam do wyboru albo je wyrzucić albo je zjeść, dlatego tak jak stałem tak usiadłem i ku ucieszcze wszystkich dookola zjadłem ostatnie 6 kabanosow.
Na granicy rosyjskiej poszło już bardzo łatwo i szybko, dlatego po mniej więcej godzinie, stałem juz  po rosyjskiej stronie przestawiajac zegarek o godzinę do przodu. Przechodząc przez granicę zauważyłem, że owszem, nie ma dużo samochodów osobowych, ale za to jest co najmniej kilkadziesiąt, jak nie kilkaset samochodów ciężarowych. Podszedłem na pobliską stację benzynową i tam zacząłem łapać.

image

Rosja! Trzeci raz w życiu!

I znowu ciężko ze stopem. Przez pierwsze 10 minut nie jechał żadnen samochód. Przez kolejną godzinę przejchaly tylko cztery. W końcu podszedł do mnie strażnik graniczny, której powiedział, że że mają jakąś awarie systemu i wszystkie dane wklepuja ręcznie. Spędziłem więc blisko 3 godziny lezac i łapiąc pierwsze promienie słoneczne od blisko trzech dni. Od czasu do czasu chodziłem po przyjeżdżających na stację benzynową samochodach pytając czy może jedzie kierunku Moskwy i może mnie podwieźć.
Problemy zaczęły się dopiero o dwudziestej. Nagle zauważyłem, że obok mnie pojawił się 4 cwaniaków i zaczeli wypytywać dokąd jadę.  Na początku myślałem że są to po prostu kierowcy ciężarówek, którzy stoją korku w kierunku granicy rosyjskiej, a potem okazało się że rzeczywiście są to kierowcy ciężarówek, ale chcą wracać do domu, więc de facto byliśmy dla siebie konkurencj.
Około dwudziestej zatrzymał się też na stacji TIR i jak zapytałem kierowcę dokąd jedzie. Powiedział, że niecale 200 kilometrów kierunku Moskwy. Cały szczęśliwy poszedłem po plecak, a gdy wróciłem z kierowcą rozmawiało  czterech cwaniaków. Włączyłem się do rozmowy i zaczęła się dość ostra wymiana zdań na temat kto powinien jechać. Każdy miał trochę racji. Ja, bo stoje najdłużej, oni bo są kierowcami i powinni sobie pomagać, dlatego koniec końców stanęło na ich i to jeden z nich pojechał.
Ale co się odwlecze to nie uciecze i po 5 minutach zatrzymał się samochód osobowy, który jechał bezpośrednio do Moskwy. Szybko podszedłem do kierowcy i zaczałem rozmawiać. Zapytał się mnie skąd jestem, bo mój ruski jes dziwny, więc powiedziałem, że z polski, a on do mnie że on z Ukrainy, z Karpat. Wtedy ja delikatnie naciągam prawdę i mówię, że byłem w Karpatach i Karpaty „ociem krasiwe”. Wymiękl i mnie wziął.
Był to pierwszy kierowca od kiedy ruszyłem z domu, z którym rozmawiałem przez bite 6 godzin i był naprawdę, naprawdę super! Nie dość że kupił mi 2 hot dogi na kolację, to jeszcze zrobił mi przyspieszony kurs rosyjskiego i opowiadał o Rosji, o Ukrainie, o Karpatach, o swojej rodzinie, o dzieciach i tak dalej i tak dalej, az prawie do samej Moskwy.

image

Fotka z hot-dogiem

Wiele słyszałem o rosyjskich drogach i mimo że byłem w Rosji już dwa razy wcześniej, to jakoś specjalnie nie były one gorsze od dróg, które widziałem w innych krajach, dlaczego w trakcie rozmowy z moim kierowcą poruszylem właśnie ten temat.
Pierwsze 300 kilometrów od granicy kierunku Moskwy była naprawdę piękna droga, gładka jak stół, ale później 200km dramatu. Na początku były dziury, później były wyrwy, a na koniec był poligon Droga z granicy do Moskwy jest drogą krajową, a mimo to jakieś 100km jechaliśmy z prędkością czterdziestu kilometrów na godzine. Gdybym miał opisać jak to wyglądało, to bym powiedział, że jak droga polna z wyrywanymi i koleinami, zalana mieszanką starego betonu żwirem. Mówię Wam – dramat!
Postanowiłem że noc spędzę 50 kilometrów przed Moskwą, ponieważ nie uprzedziłem mojego posta, że będę już w sobotę. Na pożegniane od mojego kierowcy dostałem odblaskową kamizelkę i piwo. Sam dałem mu naklejkę polski oraz zupełnie przypadkowo ładowarkę samochodową. Skleroza nie boli.

image

Piwko jeszcze na normalnym odcinku trasy

Była już prawie trzecia w nocy dlatego szybko rozbiłem namiot za stacją benzynową i poszedłem spać. Jutro w końcu Moskwa

image

Product placement

Strony
1 2 3 4 5 6 7 8 Kazachstan


Dodaj komentarz