Rosja autostopem 4

Szalony dzień. Od początku do końca.

image

Ruskie drzwi

Artem z Ilona wstali o 7, żeby o 8 wyjść do pracy, więc postanowiłem, że powylegiwuje się w łóżku, aby nie robić im kolejki do toalety. Gdy juz zniknęli, szybko się ogarnalem i zadzwoniłem do dziewczyn z Wegier, żeby ustalić gdzie i o której się spotykamy. Stanęło na godzinie 9 przy Kremlu, który postanowiłem zwiedzić w pierwszej kolejności. Spakowalem podręczny plecak, założyłem buty i chcę wychodzić, a tu na przeszkodzie stanęły mi drzwi. I to nie byle jakie, bo ruskie. Oczywiscie, Artem pokazywał mi wczoraj jak je otworzyć, ale moja ignorancja i palinka, zrobiły swoje.
Wiec stoje jak ten przysłowiowy wół i gapie sie na drzwi z trzema pokretlami. Które pierwsze? A moze jednak tego środkowego miałem nie ruszać? Ryzyk fizyk i krece wszystkim po kolei. Jak cos Artem mieszka na 1 piętrze, a widziałem drzewo na zewnątrz, więc opcje zapasowe istnieją. Po 10 minutach zwatpilem i napisałem smsa do mojego hosta z idiotycznym pytaniem ‚Jak otworzyć drzwi?’. Odpowiedz dostałem po minucie – ‚Hahahha, good luck and have fun’. Żartownis, kurde, ale mial rację. Gdy juz sprobowalem podejścia rodem z filmów i przyłożyłem ucho do drzwi, to sie udało. Dumny ze swojego niewatpliwego sukcesu, nie rozglądając się poszedlem na metro.

Jak juz ostatnio wspomniałem, metro moskiewskie jest olbrzymie. Sporo tez się mowi, że jest najpiękniejsze. I tutaj muszę się zgodzić. Wpawdzie 3/4 stacji niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale pozostałe powalaja. Osobiscie mam trzech faworytów. Pierwszy, to stacja wyłożona ciemnym marmurem z posągami żołnierzy. Najciekawszy jest fakt, że wg miejskiej legendy, potarcie którejkolwiek z rzeźb przynosi szczęście. I to nie jest sciema dla turystów, bo rzeczywiście, prawie każdy przechodzący obok rzeźb pociera je. Oczywiście pocieranie sprawia, ze poszczególne części rzeźb świecą wypolerowane. Jestem niemal na 100% pewny, ze w Moskwie mówi się, że coś się swieci ‚Jak psu nos’.

image

Szczęśliwy pysk i udo tego psa

image

Sklepienie stacji metra

image

Witraże na stacji

Pozostałe dwie stacje, to ładny wystrój składający się z potężnych żyrandoli lub witraży.

image

Wrony, a nie kruki

Po 40 minutach dotarłem pod Kreml, gdzie umowilem się z Julia i Zofia. Czekając na nie, rozgladalem się dookoła i pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to kitajce.Dzikie tłumy maści wszelakiej skosnookich obywateli Azji. Druga najliczniejszą grupą sa policjanci i ochroniarze, a w trzeciej kolejnosci kruki. Tzn. tak mi sie wydaję, że kruki, bo ornitologiem nie jestem. Za to gołębi jak na lekarstwo.

image

Julia i Zofia

Dziewczyny, jak na damy przystało, spóźniły się tylko 30 min i poszliśmy do ogrodów w dawnej fosie Kremla. W sumie poza grobem nieznanego żołnierza i radzieckimi gwiazdami miast, które się zasłużyły w II wojnie światowej, nie było nic ciekawego, wiec poszliśmy po bilety.

image

Swoje odstać trzeba

Za samo wejście i zwiedzanie zbrojowni 40zł.
Oczywiście starym radzieckim zwyczajem, zanim je kupiliśmy musieliśmy odstac swoje w kolejkach. Wpierw do kasy, a później do wejścia. W sumie 2h. Mógłbym napisać, że było przyjemnie, świeciło słoneczko, wiał wiaterek itp, ale nie. Lało co chwilę i wiał wiatr spokrewniony z huraganem, więc ja w moim polarku i bez parasolki, bratalem sie z pobliskim drzewem.

image

BMW XIX wieku

W końcu udało się wejść do zbrojowni. Kupując bilet bylem sceptyczny, ale muszę przyznać, ze przewodnik grupy, do której się podlaczylismy opowiadał całkiem ciekawie.
Jednak w pewnym momencie, jeden z anglików w grupie usiadł, cały zsinial, a później padł jak długi. Jak to zwyle bywa w takich grupach z Zachodu, srednia wieku +65 i reakcją na sytuację byla typową dla brytyjczyków. Donosne ‚Oh my God! Is he dead?!’, z charakterystycnym akcentem. Wtedy jak zwykle obudził się we w mnie Polak bohater i ruszyłem na pomoc. Szybkie ogarniecie czy petent oddycha. Ok, nie oddycha, ale na szczęście była tam jego żona, wiec jak tylko go wyprostowalem, powiedziałem, ze na moją komende ma wdmuchiwac powietrze. No i zacząłem. Ręce mi sie trzesly jak cholera, ale szybko znalazlem odpowiedni punkt i zaczalem uciskac. Raz, dwa, trzy i juz miałem myśli, ze mu wszystko polamie. Kolejne kilka razy i się ocknął i złapał oddech. W tym samym momencie przyszla pielegniarka, która zaczela mierzyć ciśnienie i inne podstawowe rzeczy do przyjazdu pogotowia. Nie byłem juz potrzebny, wiec wstalem i po prostu poszedłem, ale mówię Wam – podziw w oczach dziewczyn – bezcenny. Jak juz w końcu ogarnalem trzesace sie ręce, przylaczylismy sie do innej wycieczki i zaczęliśmy z nia zwiedzanie. Dopiero oo mniej więcej godzinie jedna z uczestniczek się obruszyla, ze jak nie zapłaciliśmy, to nie możemy słuchać ich przewodnika. W sumie był to już prawie koniec zwiedzania, ale wiecie, niesmak pozostał.

image

Plac Czerwony. Na lewo mury Kremla

image

Sobór św. Bazyla

image

Widok na plac Czerwony od storny rzeki

image

Kreml

Pozostała część Kremla to, poza 3 cerkwimi i kilkoma drobniejszymi, ale ekstra płatnymi rzeczami, budynki rządowe, więc jest zakaz jakiegokolwiek zbliżania się do nich.
W koncu pozegnalem sie z dziewczynami i ustaliliśmy, że spotkamy sie wieczorem na piwo, bo to ich ostatni dzień w Moskwie, a sam ruazylem w kierunku słynnego Placu Czerwonego. Po pierwsze, dlaczego Plac Czerwony? Na początku myślałem, ze dlatego iz czerwony był kolorem rewolucji pazdziernikowej i bolszwikow, ale jednak nie. Prawda jeat duzo łatwiejsza. Otóż kiedyś plac nazywano krasiwy, co znaczy mniej więcej tyle co piekny. Dopiero z czasem z powodu koloru murow Kremla i otaczających go budynków zmienił nazwe na krasny, co znaczy czerwony. Jak wygląda ten słynny plac? Otóż z jednej strony mamy mury Kremla, malzoleum Lenina i groby m.in Stalina, Gagarina i innych. Na przeciwko znajduje się centrum handlowe, gdzie na zakupy stać tylko naprawdę bogtych.

image

Cerkwie na Kremlu

Prostopadle do niego jest jedna z najbardziej rozpoznawalnych cerkwi na świecie, a na przeciwko jej budynki administracji państwowej. Była opcja stania w kokejce w celu zobaczenia Lenina, ale nie jest on dla mnie żadnym autorytetem, więc stac 2h tylko po to, żeby zobaczyć jego zmumnifikowane zwłoki, to ja dziękuję.
Było już grubo po 16 jak skończyłem zwiedzać, wiec postanowiłem zaszalec i zjeść obiad za 25zł w Subwayu, a później ruszyć do domu.

image

Przygotowania do obiadu

I znowu wyszło jaki jestem szałaput. Oczywicie, pamietalem mniej wiecej jak dojsc z metra do domu Artema, ale koniec końców raczej mniej niz więcej, wiec pomylilem zakręty. Wszystkie bloki wyglądały tak samo, więc próbuje kodu, który zapamiętałem do pierwszej klatki. Nie działa. No to próbuje do drugiej. Działa, ale klatka wyglada nieco inaczej niż zapamiętałem. Moje obawy potwierdziły się gdy spróbowałem włożyć klucz do dziurki drzwi na pierwszym piętrze. Nie działa. I znowu sms do Artema – ‚Jaki był numer mieszkania?’ I znowu odpwiedz ‚hahaha. Good luck and have fun!’. Okazało się, ze pomylilem bloki, bo tam wszystko do siebie podobne jak na gdańskiej Żabiance, ale jakimś cudem kod do drzwi ten sam. Trochę pobladzilem, powpisywalem kody do klatek, które w kilku przypadkach zadziałały i w końcu zadziałał też kluczyk od drzwi. Miałem godzinę do przyjścia mojego hosta, więc postanowiłem przygotować wpis na bloga i się ogarnąć przed spotkaniem z wegierkami.
Artem z Ilona wrocili jednak dopiero o 20. Okazało się, że mama Ilony specjalnie dla mnie przygotowała obiad i zakaski, a Artem kupił piwa. Tym samym podjąłem decyzję o przełożeniu spotkania z dziewczynami na 23.

Mama Ilony zrobila dla nas Calzone i jako zakaske do piwa dala rybę. Tak suszona rybę! Na poczatku myślałem, ze jest zamrozona i dlatego taka sztywna, ale jednak nie. Otóż w Rosji jest to bardzo popularna zagrycha do piwa, a przepis na nia jest banalny. Lowicie rybę, smarujecie grubo sola i wieszacie pod sufitem na 7-10 dni. Gotowe! Przepis godny Pascala.

image

Rybna zagrycha

image

Piwo. Zwykłe. Najtańsze.

Generalnie jest paskudnie slona, ale do piwa jak najbardziej. Jak tylko zaczęliśmy rozmawiać, to się tak rozpedzilismy, ze zanim się spostrzeglem byla juz 22.30, wiec szybko sie pozegnalem i wyszedłem, dokładnie zapamietujac trasę i zostawiając harcerskie strzałki z galezi na chodniku. Co by się w nocy nie zgubić. Jeszcze w metrze sobie przypomniałem, ze nie podziekowalem za kolację, więc wysłałem 4 smsy usprawiedliwiajac swój brak wychowania i kultury. Odpowiedź mnie zaskoczyła – ‘hahahha good luck and have fun’. Zaczynam podejrzewać, ze Artem potrafi napisać po angielsku tylko to.
O 23 bylem juz z dziewczynami w barze Kamczatka, gdzie jest najtańsze piwo w całej Moskwie 8zł. Normalnie jego cena w barach waha się od 15 do 30zł(sic!). Pogadalismy z godzinę, kiedy to dołączył do nas Andrew, jeden z chłopaków, który pił wczoraj z nami u dziewczyn.

image

Jagody od CSa

Żeby było smieszniej specjalnie dla nas przyniósł po kubeczku jagód, które zerwał na swojej działce. Mówię Wam, Couchsurfing jest ekstra!

Później postanowiliśmy przejść się do centrum, żeby zobaczyć miasto, ‚ktore nigdy nie śpi’. I rzeczywiście, Plac czerwony i Kreml, podswietlone, wyglądały nieziemsko.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dywan z kwiatów przed GUMem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dywan z kwiatów przed GUMem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Malzoleum Lenina

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wejście na Plac Czerwony

I wtedy mnie olsnilo. Przecież Artem mówił, ze o 1 w nocy zamykają metro! Szybkie spojrzenie na zegrek. 1.45. Kurde, Huston, chyba mamy problem. Zapytałem się się dziewczyn czy o tym wiedzą i odpowiedziały, że owszem, ale Andrew je odwiezie do domu, bo ma po drodze. Jeszcze przez chwilę ludzilem się, ze mnie też ma po drodze, ale okazało się, że nie. Jakby tego było mało GPS uprzejmnie mnie po informował, że do domu mam 18,5km co pieszka zajmie mi 3h i 15min. Przypomniał mi sie trip do Monachium gdzie byłem w podobnej sytuacji, ale w o wiele gorszym stanie. No nic, przygoda, to przygoda. Dziewczyny proponowały, że mogę przenocować u nich, ale zaparlem się, że do domu wrócę stopem. Ruszyłem o drugiej. Idę, idę, idę i wyciagam kciuk w nadzieji, ze ktos się zatrzyma. Nic. Idę dalej i powtarzam schemat. Jest! Auto zwalnia! Stara Łada zatrzymuje się, a kierowca mnie pyta gdzie jade. No to odpowiadam, ze na koniec niebieskiej linii. On do mnie z pytaniem ile mu zapłacę. Ja do niego, że bezplatnie, bo ja z Polszy i wsio autostop spojrzał sie jak na idiote i odjechal. W sumie mnie to nie zdziwiło, bo kto normalny łapie stopa w środku nocy i w Moskwie? Więc macham dalej. I znowu schemat podobny, ale z happy endem. Koles z Armeni tak się usmial jak usłyszał moją historię, ze mnie podwiozl 4km. Później poszło już z górki i dotarłem do domu o 2.25 z podwozka pod sam dom ‚bo niebezpieczna dzielnica’.

Wchodze po ciuchutku, a tam kubek wody, poscielone łóżko i karteczka od Artema i Ilony ‚sleep well crazy man’. Rozczulilem się i padlem jak zabity.

Strony
1 2 3 4 5 6 7 8 Kazachstan


Dodaj komentarz