Rosja autostopem 5

Obudzilem sie z planem zobaczenia Moskwy taką jaka jest naprawdę, a nie tylko części dla turystów, która jest piękna lsniaca i blyszczaca. Oprócz tego postanowiłem wziąć się z realizację projektu Postcards from Europe i przejść się po dworcach w poszukiwaniu bezdomnych dzieci, które zostały przedstawione w dokumencie Dzieci z Leninradzkiego. Oczywiście w pierwszej kolejności udalem się właśnie tam. Okazało sie jednak, ze nie ma w ogóle opcji, żeby na dworcach czy w jego okolicach przebywał ktokolwiek niepozadany. Już pomijam fakt, ze połowa z dworców jest po lub w trakcie generalnych remontow, ale samo wejście na jego teren wiąże sie z kontrola jak na lotnisku.

image

Okolice dworca

Przy kazdym wejściu na dworzec ustawione sa bramki i urzadzenia przeswietlajace bagaż. A ochrony i policji to co 10m po dwóch. Jak z dworca wchodzi się na peron, to ta sama sytuacja. Bramki, rentgen i straznik z psem. Praktycznie na każdym dworcu są te same środki ostrożności, więc jacykolwiek bezdomni po prostu nie mają tam prawa bytu.

image

Kontrole na dworcach

Zawiedzony postanowiłem odwiedzić 3 miejsca, ktore polecił mi Artem, jako najgorsze w Moskwie. I tez nic ciekawego. Mimo, ze wchodziłem na podwórka, lazilem po opuszczonych fabrykach, to tez nic. Ot normalne wielkie miasto, kilka zaniedbanych dzielnic industrialnych i blokowisk. Nic poza tym.

image

Najnormalniejszy w świecie peron

Moja ostatnia szansą było spotkanie, na ktore umowilem sie wcześniej w ośrodku nazywajacym się Dzieci Marii. Jest to miejsce, do którego dzieci bezdomne, sieroty czy też takie z drobnymi uposledzeniami przychodzą, żeby malować, szydelkowac  albo tworzyć różne cuda z ceramiki.

image

Dzieła „Dzieci Marii”

image

Dzieła „Dzieci Marii”

W miejscu, który na stronie był dumnie nazwany ‚siedziba’, znalazłem zejście do piwnicy i 4 pokoje zawalone z góry na dół pracami dzieci. Ostrzoznie przeciskajac się między papierami, kartonami i sztalugami, dotarłem do kuchni, w ktorej siedziała Masza (osobiście nazwałem ją ‚sierotka Marysia’, bo byla taką przysłowiową sierotą). Tak czy inaczej przedstawiłem się, powiedziałem co tu robię i że miałem się spotkać z dziećmi. Gdy skończyłem opowiadać swoją historie, Sierotka Marysia, która mniej więcej od kilku minut nic nie mówiła i miała otwartą buzię, wlepila we mnie oczy i powiedziała, ze nic o tym nie wie.
Ręce mi opadły. Mówię, że przecież ktoś mi odpisywal. Ale w końcu po zrobieniu mi herbaty wpadła na pomysł, że zadzwoni do kogoś i się popyta. W tak zwanym międzyczasie do piwnicy zaczęli sie schodzić ludzie. Smieszni ludzie. Kilka pociesznych Rosjanek, później Klaun z Holandii i wolontariuszka z Czech, a kolejnych już nie ogarnialem. O ile na początku bylem załamany, tak nowe osoby dały mi pozytywnego kopa energi. Pomijam fakt, ze byli mną tak zaaferowani, ze przez chwilę sie zastanawiałem czy aby na pewno biały proszek, który sypia do kawy, to cukier. W koncu wszyscy zaczeli wszędzie dzwonić, biegać i okazało się, ze rzeczywiście ktoś o mnie wiedział, ale zapomniał i pojechał na obóz z dzieciakami. No to zaraz wszyscy jak jeden mąż – ‚Pasza, jedziesz na obóz! Pasza, chcesz kawy?’ Mówię Wam, z tą kawą było cos nie tak.
W końcu ustlilismy, ze jutro z rana jadę pod Moskwę spotkać się z dzieciakami.

Jak wychodziłem z piwnicy, to chyba byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Udało się! Naprawdę jadę na pierwsze spotkanie z dziećmi. Czasu na przeżywanie wszystkiego było mało, bo o 20 umowilem się z Artemem i Ilona w centrum, gdzie miało być spotkanie Couchsurferow. Szybko wsiadlem do metra i ruszyłem do poznanej wczesniej Kamczatki na piwo z 8zł.

Jak to zwykle bywa spotkaniach CS, spotkałem mnóstwo ludzi z całego świata. Pomijając przelotne znajomosci, spotkałem trzy naprawdę ciekawe osoby. Pierwszą był Argentyńczyk, który wyjechał z kraju w 2009 roku i od tamtej pory podróżuje po świecie, zatrzymując się od czasu do czasu na dłużej, zeby zarobić na dalszą podróż. Najczęściej uczy języka hiszpańskiego. Tak czy inaczej rozmawiałem z nim przszlo godznine, bo podróżował stopem po Chinach i Indochinach, wiec miałem szanse na informcje z pierwszej ręki. Generalnie powtórzył, to co mówią wszyscy. Chiny na stopa są łatwe pod warunkiem, ze masz ze sobą dwie kartki A4, które wyjaśniają co tam robisz. Inaczej jest ciężko, bo się nie dogadasz. Laos i Tajladia bez problemowo, a w Birmie nie byl.
Pozostałe dwie osoby, to dzieczyny o takim samym imieniu- Anastazja. W trakcie rozmowy wyszło, ze sa opiekunkami w domach dziecka na Uralu, wiec po prostu stwierdziłem,  dam im 50 pocztowek, żeby też przyłączyły się do akcji. Tak się im pomysł spodobał, że do teraz ciągle do nie wypisują z coraz to nowymi pomysłami.
We wczorajszym poscie zapomnialem wspomnieć, że przypadkiem spotkałem trzy Polki, ktore byly w Moskwie służbowo. Z dwoma z nich Ania i Asia, umówiłem sie na dzisiejszy wieczór na piwo. Spotkaliśmy się około 23 i pierwsze 45min przegadalismy pod barem, a później postanowiliśmy przejść sie do gruzińskiej restauracji. Na ile prawdziwie gruzinska to byla restauracja,  to nie wiem,ale czekać na drinka 25 min i jeszcze o sobie przypominać, to przegiecie, wiec po prostu wyszliśmy, żeby się nie spóźnić na ostatnie metro.
I znowu jak wróciłem do domu, to padlem jak zabity. Jutro wielki dzień!

I zdjęć mało, bo tutaj mam akurat dużo więcej filmów:-)

Strony
1 2 3 4 5 6 7 8 Kazachstan


Dodaj komentarz