Archiwa tagu: blog podróżniczy

20160116_084936
16 lutego 2016

The end

Skończyłem książkę, skończyłem staż w Singapurze i przepadłem. Nie licząc niewielkiej grupy znajomych, tak naprawdę nikt nie wiedział, co się ze mną stało. Przepadł, został w Azji, czy może po prostu wyjechał w cholerę i się nie chwali?

Otóż w moim życiu doszło do dwóch znaczących zmian, które sprawiły, że nogami znowu stoję na ziem.

Czytaj więcej

Całościowy efekt
29 maja 2015

W drodze do Boliwii

Jak od ponad roku roku nie chorowałem, tak w Cusco choróbsko dosłownie zwaliło mnie z nóg. Nie żadna Denga, malaria czy inne podróżnicze choroby, ale najzwyklejsze na świecie przeziębienie. Wodospad z nosa i oczu, szczypiące gardło i gorączka. Zamiast spędzać czas na włóczeniu się zabytkowymi uliczkami i po okolicznych górach, leżałem w łóżku pod trzema kocami i pociłem się klnąc na swoją nieodpowiedzialność. Bite dwa dni spędziłem kursując między pokojem, toaletą i czymś w stylu baru mlecznego za rogiem, gdzie mogłem zjeść dwudaniowy obiad za niecałe sześć złotych.

Czytaj więcej

Transport jedzenia
22 maja 2015

Ruiny miasta Inków – mordercze Chouequirao

Wiedziałem już, że moim kolejnym celem jest Cachora skąd czeka mnie około pięciodniowa wspinaczka do ruin Chouequirao, o których dowiedziałem się kompletnie przypadkiem, a które z każdym przeczytanym artykułem fascynowały mnie coraz bardziej. Pozostało jedynie spojrzeć na mapę i zastanowić się, którędy pojadę. Drogi były tak naprawdę dwie. Najpopularniejsza prowadziła przez Arequipe (nie miałem zamiaru jej odwiedzać) a później do Cusco i dopiero stamtąd do Cachory. Drugi wariant był o wiele krótszy, ale porównując poszczególne mapy topograficzne i satelitarne, nasuwało się podejrzenie, że może być tam niewiele aut. Postanowiłem jednak zaryzykować i wybrać tę opcję.

Czytaj więcej

19 maja 2015

Wizyta w Limie

Od Limy dzieliło mnie nieco ponad sześćdziesiąt kilometrów, więc złapanie bezpośredniego stopa w godzinach porannych nie należało do trudnych i po chwili łapania wskoczyłem do busika jadącego w kierunku stolicy Peru. Kierowca nie należał do zbyt rozmownych, więc po prostu siedziałem i po raz tysięczny w tej podróży, wpatrywałem się w Pacyfik. Tym razem z nieco innej perspektywy, bo droga wiła się zboczem dość wysokiej góry, której podłoże znikało w rozbijających się o brzeg falach.

I poranna mgiełka

I poranna mgiełka

Czytaj więcej

Jadom
7 maja 2015

Kierunek Peru

Trasa z Banos do Cuenca przebiegła bezproblemowo. Pogoda pod psem, ale do jednego z ładniejszych miast Ekwadoru mimo dojechałem na dwa „stopy” po w sumie mniej niż 5 minutach czekania. Niestety, były to kolejne podwózki bez rewelacji.

W pierwszym przypadku miły starszy pan w furgonetce, który po standardowym kwestionariuszu pytań „Skąd? Dokąd? Dlaczego?” zaczął się rozwodzić na temat samochodów, których był wielkim fanem i z każdym mijanym autem informował mnie o jego roku produkcji i różnicy pomiędzy poszczególnymi rocznikami. Druga podwózka tego dnia była jedną z tych wygodnych. Potężny terenowy Ford z zamożną parką w środku, która nie tylko powiozła mnie na odległość 400km, ale po drodze zafundowała obiad oraz zostawiła w samym centrum Cuenca. A tam szablon, który powtarzał się w każdym większym mieście Ameryki Południowej.

Czytaj więcej