Archiwa tagu: przemek skokowski

Yeti pod wodą
19 lutego 2015

Topielec w raju

Po zakończeniu mszy Krysia zaczęła rozmawiać ze znajomymi, więc nie chcąc być niezręcznym ciężarem, po przywitaniu się z nimi, wyszedłem przed kościół. Nie byłem pewny, czy mam na nią czekać, czy po prostu się zawinąć, ale nie chciałem odchodzić bez pożegnania. Nie mając ze sobą co zrobić, oparłem się o ścianę budynku i czekałem.

Ledwo zdążyłem się oprzeć tak, żeby wyglądać na w miarę wyluzowanego turystę, a już zagadała do mnie pierwsza osoba. Młoda dziewczyna, której imienia niestety nie pamiętam, ze śmiechem oznajmiła, że widziała mnie jak łapałem. Mieli pełne auto, więc nie mieli mnie gdzie wcisnąć. Zaraz po mniej zaczęły podchodzić kolejne osoby, to się przedstawiając i zagadując skąd jestem  i co tu robię. Po dwudziestu minutach rozmów, byłem już zaznajomiony z większością członków kościoła. W końcu jako ostatni przyszedł się przywitać Denis, który do tej pory był rozchwytywany:

- Hej Pasha! Miło, że nas odwiedziłeś! Podobało Ci się? – radośnie wykrzyknął na powitanie  pastor.

Czytaj więcej

Debata
17 lutego 2015

Kostarykański bezplan

Na międzynarodowym lotnisku Santamaria, wylądowałem o 20 lokalnego czasu. Sprawnie minąłem tłumy czatujących na bogatych turystów taksówkarzy i znalazłem się na drodze prowadzącej do San Jose. W pierwszej kolejności nieco zaskoczył mnie ruch samochodowy, który mimo późnej godziny, na nieodległej drodze szybkiego ruchu, był niemalże, jak w godzinach szczytu.

 Po chwili sprawdzania mapy, znalazłem na niej całkiem przyjemnie wyglądający park. Sprawnie przeskoczyłem dwupasmową ekspresówkę po której co chwilę, to w jedną to w drugą stronę śmigały potężne, niemiłosiernie głośne i niemalże na pewno sprowadzane ze Stanów  TIRy i zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu miejsca do rozbicia namiotu.

Czytaj więcej

Avery
28 stycznia 2015

Jachtostopem przez Atlantyk

 Przepłynąć Atlantyk – to brzmi dumnie. W CV pewnie wyląduje, ale. No właśnie – ALE. Ludzie wyobrażają sobie, że to wyzwanie nie z tej ziemi. Wielotygodniowy rejs, sztormy, niesamowita pustka, brak ratunku w przypadku choroby i zdanie na łaskę Boga. W rzeczywistości z ręką na sercu Wam mówię – przekroczenie Atlantyku, to jedna z najnudniejszych rzeczy jaką zrobiłem w życiu.

 Zanim ruszyłem w podróż wiedziałem, że będą w niej trzy trudne do zrealizowania momenty. Pierwszy, to przejście Camino de Santiago. Tysiąc kilometrów na piechotę, to jednak wyzwanie. Zarówno duchowe jak i fizyczne.  Drugi, to przepłynięcie Atlantyku, a trzeci i ostatni, to dostanie się na Antarktydę. Ostatnio pojawił się jeszcze czwarty, ale o nim napiszę za parę dni. Pierwszy udało się zrealizować, ale dało mi to zupełnie coś innego niż oczekiwałem. Teraz przyszła pora na zmierzenie się z drugim punktem planu.

Czytaj więcej

widok z dziobu
23 stycznia 2015

Hollywoodzki Happy End

Nieco podłamany późnym popołudniem wróciłem do mieszkania Kai, gdzie zdałem jej sprawozdanie.

- Nie martw się, jak coś to przecież święta możesz spędzić tutaj – powiedziała pocieszająco

Jednak perspektywa spędzenia świąt na Wyspach Kanaryjskich niezbyt mnie przekonywała. Po pierwsze za blisko domu i za bardzo by mnie ciągnęło, żeby jednak spędzić je z rodzinką. Po drugie, dodatkowe trzy tygodnie tutaj, to trzy tygodnie mniej w Ameryce Południowej, a koniec końców też mam ograniczony czas i miesiąc zdecydowanie robi różnice.

Czytaj więcej

DSC_1174
20 stycznia 2015

Rodzinka

Obudziłem się o dziewiątej rano i stwierdziłem, że o dziwo nie mam żadnych objawów wczorajszej nocy, a jedyne czego tak naprawdę potrzebuję, to nawet nie wody, ale porządnej kąpieli. Na jachcie panowała cisza jak makiem zasiał, więc nie mając nic do roboty leżałem i wpatrywałem się w chmury, które leniwie przesuwały się przez otwartego forluka. W pewnym momencie usłyszałem głos Matta.

- W sumie dobry moment, żeby się niby przypadkiem pokazać i udowodnić, że znam umiar w piciu – pomyślałem i po upewnieniu się, że wyglądam względnie znośnie, wyprostowałem się i wystawiłem głowę nad pokład.

Czytaj więcej