Archiwa tagu: przemek skokowski

Avery

Jachtostopem przez Atlantyk

 Przepłynąć Atlantyk – to brzmi dumnie. W CV pewnie wyląduje, ale. No właśnie – ALE. Ludzie wyobrażają sobie, że to wyzwanie nie z tej ziemi. Wielotygodniowy rejs, sztormy, niesamowita pustka, brak ratunku w przypadku choroby i zdanie na łaskę Boga. W rzeczywistości z ręką na sercu Wam mówię – przekroczenie Atlantyku, to jedna z najnudniejszych rzeczy jaką zrobiłem w życiu.

 Zanim ruszyłem w podróż wiedziałem, że będą w niej trzy trudne do zrealizowania momenty. Pierwszy, to przejście Camino de Santiago. Tysiąc kilometrów na piechotę, to jednak wyzwanie. Zarówno duchowe jak i fizyczne.  Drugi, to przepłynięcie Atlantyku, a trzeci i ostatni, to dostanie się na Antarktydę. Ostatnio pojawił się jeszcze czwarty, ale o nim napiszę za parę dni. Pierwszy udało się zrealizować, ale dało mi to zupełnie coś innego niż oczekiwałem. Teraz przyszła pora na zmierzenie się z drugim punktem planu.

Czytaj więcej

widok z dziobu

Hollywoodzki Happy End

Nieco podłamany późnym popołudniem wróciłem do mieszkania Kai, gdzie zdałem jej sprawozdanie.

- Nie martw się, jak coś to przecież święta możesz spędzić tutaj – powiedziała pocieszająco

Jednak perspektywa spędzenia świąt na Wyspach Kanaryjskich niezbyt mnie przekonywała. Po pierwsze za blisko domu i za bardzo by mnie ciągnęło, żeby jednak spędzić je z rodzinką. Po drugie, dodatkowe trzy tygodnie tutaj, to trzy tygodnie mniej w Ameryce Południowej, a koniec końców też mam ograniczony czas i miesiąc zdecydowanie robi różnice.

Czytaj więcej

DSC_1174

Rodzinka

Obudziłem się o dziewiątej rano i stwierdziłem, że o dziwo nie mam żadnych objawów wczorajszej nocy, a jedyne czego tak naprawdę potrzebuję, to nawet nie wody, ale porządnej kąpieli. Na jachcie panowała cisza jak makiem zasiał, więc nie mając nic do roboty leżałem i wpatrywałem się w chmury, które leniwie przesuwały się przez otwartego forluka. W pewnym momencie usłyszałem głos Matta.

- W sumie dobry moment, żeby się niby przypadkiem pokazać i udowodnić, że znam umiar w piciu – pomyślałem i po upewnieniu się, że wyglądam względnie znośnie, wyprostowałem się i wystawiłem głowę nad pokład.

Czytaj więcej

DSC_1140

Koniec HappyHours

Dobre wiatry sprawiły, że do znajdującego się na południu wyspy San Miguel wpływaliśmy o świcie. Marina, w której postanowiliśmy zacumować jest jedną z trzech największych na Teneryfie. Otoczona sporych rozmiarów falochronem składała się z sześciu pontonów o długości około czterdziestu metrów każdy. Zacumowaliśmy do pontonu znajdującego się najbliżej wyjścia z portu i rozpoczęliśmy ostatni, wspólny dzień na „HappyHours”.

Michał i Teneryfa

Michał i Teneryfa

Czytaj więcej

Turysta vol.2

Jachtostop na Wyspach Kanaryjskich

Wiedziałem, że jeśli nie zerwę się pierwszy i nie przygotuje śniadania dla reszty, to przed 12 nikt tego nie zrobi, dlatego już o 8.30 śniadanie było gotowe na stole, a o 9 jacht był gotowy do wypłynięcia. Adam zapytał jeszcze Francois`a, czy będzie o 12 na jachcie, żebyśmy mogli bez problemu odpłynąć i poszliśmy ściągnąć aktualną pogodę. Było dobrze, ale gdy wróciliśmy na jacht dwadzieścia minut po dwunastej, to jak zwykle trzeba było jeszcze wypić, pośmiać się „zrobić obiad” i dopiero wtedy można płynąć. Francuzom, to pasowało, bo sami chcieli wyjść na miasto, więc się umówiliśmy, że wrócą o 15 i wtedy będziemy wypływać. O 15 Adam miał popołudniową drzemkę, więc, gdy obudził się o 17 padało i wiało, więc nie było sensu wychodzić.

W końcu, gdy na zegarach wybiła szósta niebo na moment się przetarło i padło upragnione hasło – WYPŁYWAMY!

Czytaj więcej