Archiwa tagu: przemek skokowski

DSC_0835

Autostopem na Gibraltar

W Santiago de Compostela planowałem spędzić co najmniej dwa dni na odpoczynku. Nogi potrzebowały miski z wodą i mydłem, kolana zimnych okładów, a ja osobiście nie marzyłem o niczym innym, jak o gorącym, niczym nie limitowanym, prysznicu. Do tego wszystkie ciuchy jakie miałem wychodziły z plecaka. Same buty, w których pokonywałem ostatnie 300 kilometrów Camino,  śmierdziały tak mocno, że zwierzyna uciekała przede mną, za mną, a gdy była zbyt blisko, to padała razem z okoliczną roślinnością. Pomijając to, co śmierdziało mną i tym co się ze mnie i na mnie lało, byłem po ludzku trochę zmęczony. Wprawdzie nie było to zmęczenie stricte fizyczne, bo organizm przyzwyczajony już do wysiłku całkiem nieźle się trzymał, ale chodziło tu bardziej o psychiczną świadomość, że jutro, czy pojutrze, czy w kolejnych dniach nie będę musiał już targać na sobie wszystkiego co mam przez kolejne 30-40 kilometrów. Chciałem usiąść i nie robić nic co wymagałoby pokonywania dystansów przekraczających odległość dzielącą łóżko, lodówkę i toaletę.

DSC_0800[1]

Ostatnia prosta

Czytaj więcej

DSC_0393

El Camino – przestaję pisać

Zarzekałem się, że będę pisał co dwa, maks co trzy dni. I co? I chętnie, ale nie o El Camino. Miałem wątpliwości podejmując tę decyzję, ale koniec końców uznałem, że najmądrzej będzie, jeśli miesiąc, który zajmie mi przejście trasy z Lourdes do Santiago de Compostela, będę pokonywał bez blogowania.

Czemu? Ano powody są dwa.

Czytaj więcej

DSC_0197

Utrecht – Amsterdam – Bordeaux

Utrecht – Amsterdam

Mimo, że dojechałem do Utrechtu dość późno, to już od 9 rano byłem na nogach. W pierwszej kolejności wziąłem gorący prysznic, a później już tylko siedziałem i z laptopem na kolanach czekałem, aż obudzi się Steph albo któraś z lokatorek w mieszkania. Pierwsza była Anet, była współlokatorka mojej towarzyszki z jej czasów na Erasmusie. Zaczęliśmy rozmawiać o typowych dla nowo poznanych ludzi rzeczach, aż pojawiła się Steph, a chwilę później druga lokatorka –  Rose. Były śmiechy, były chichy, ale to czego mi brakowało najbardziej to kawy i śniadania. Nieśmiało zaproponowałem dziewczynom pomysł zjedzenia czegoś przed południem i , ku bezgranicznej uciesze mojego żołądka, wzięły się za robienie potężnej, kolorowej jajecznicy. Czułem się trochę głupio widząc, że wszystkie dziewczyny w kuchni, a ja po zaparzeniu kawy nie miałem nic do roboty, więc wziąłem się za sprzątanie im mieszania i zdeklarowałem zmywanie po śniadaniu.

Czytaj więcej

Pakowanie

Podróży czas start

Chciałem ruszyć w podróż ze świadomością, że nic nade mną nie wisi, ale się nie udało. Magisterka miała być napisana i jest. Gorzej było z obroną. Nie, nie oblałem. Obrony nie było i kolejny termin dostałem trzy tygodnie później. Szybka kalkulacja – warunek, czy odwlekanie podróży i podjąłem decyzję. Płacę warunek za seminarium i bronię się w czerwcu, a w podróż ruszam planowo.

Byłem zły jak diabli, bo mentalnie już się nastawiłem, że jadę „na czysto”, ale cytując ministra Sienkiewicza „… … i kamieni kupa”. Plus jest taki, że wciąż mam status studenta. Wróć! Plus jest taki, że wciąż mam podbitą legitymację i 50% zniżki! No i byłoby zbyt pięknie, gdyby w życiu wychodziło dosłownie wszystko.

Czytaj więcej

Creatice concept image of setting sun reflected in still lake wa

Pasja, to szczęście

Przygotowując ten wpis, zacząłem od sprawdzenia słownikowej definicji słowa „pasja” i aż parsknąłem śmiechem. Według Słownika Języka Polskiego jest to „wielkie zamiłowanie do czegoś”. Nie wiem, czy to nieścisłość, czy niewystarczające bogactwo naszego słownictwa, ale coś sprawiło, że brzmi to strasznie sucho. Nie, moi drodzy, pasja, to coś wielkiego.

Czytaj więcej