Tajlandia

Autostopem do Tajlandii

Juz wczoraj spakowalem wszystkie rzeczy, aby moc opuscic hostel skoro swit. O 6 rano bylem na nogach i po zostawieniu klucza w pustej recepcji, skierowalem sie na przystanek autobusowy.

image

Flaga Laosu i komunistów

Poczatkowo rozwazalem opcje lapania stopa do przejscia granicznego, ale jest ono na tyle blisko, ze dojezdza tam komunikacja miejska, wiec po prostu sobie odpuscilem. Nie chcialem tracic czasu z dwoch powodow. Po pierwsze, gdzies w glebi duszy, mimo zapewnien konsula, czulem niepokoj zwiazany z wczorajsza przygoda i telefonem z Vang VIeng. Druga i kompletnie osobna sprawa jest pogoda. O ile rano da sie jeszcze w miare sprawnie przemieszczac, to juz o 9 jest nieziemski skwar. Oprocz palacego slonca, wysoka wilgotnosc i kompletny brak wiatru.
Granice przekroczylem doslownie raz dwa.  Pogranicznik zerknal na paszport, wbil pieczatke i bez slowa kiwna glowa zebym szedl dalej. Tym samym po 10 minutach wchodzilem juz na most nad Mekogiem i z kazdym krokiem bylem blizej Tajlandii . To co mnie zaskoczylo w pierwszej chwili, to ruch uliczny. Otoz okazalo sie, ze w kraju, do ktorego wlasnie wchodzilem obowiazuja takie same zasady jak w Anglii. Wlasnie przez to i przez moje przyzwyczajenie do patrzenia ‚Prawo-lewo-prawo’ malo co nie wpadlem kilka razy pod samochod.

rzeka Mekong

Most przyjaźni między Laosem a Tajlandią
Most przyjaźni między Laosem a Tajlandią
Pomocny pracownik hotelu obok Tuk-tuka

Pomocny pracownik hotelu obok Tuk-tuka

Po przejsciu granicy zaczely sie problemy, ktorych sie nie spodziewalem. Wymiana pieniedzy. Normalnie na kazdej granicy az sie roi od puktow wymiany pieniedzy lub bankow, ale po uzyskaniu tajskiej wizy, nie zauwazylem ani jednego. Dopiero gdy polazilem po okolicy znalazlem bank. Caly zadowolony wchodze do srodka i mowie, ze chcialbym wymienic kipy na baty(swoja droga w potocznym jezyku to calkiem niezly interes), a kobieta do mnie, ze nie wymieniaja kipow. No to sie pytam, gdzie w takim razie moge wymienic pieniadze, a ona, ze w Laosie. Rece mi opadly. Mialem blisko 100 euro, a po ponownym obejsciu okolicy potwierdzily sie moje obawy. Nigdzie nie ma miejsca, gdzie mi przyjma kipy. Dopiero po jakims czasie znalazlem hotel, w ktorym recepcjonista wytlumaczyl mi, ze musze je wymienic na czarnym rynku i ‚przypadkiem’ zna jednego  zainteresowanego. Nie mialem wyjscia. Musialem jechac. Wsiadlem do tuk-tuka i pojechalem wymienic kase.

Przygotowywanie listu w wersji tajskiej

Przygotowywanie listu w wersji tajskiej

image

Tajski list autostopowicza

image

Twórca i jego dzieło

Wbrew pozorom facet mnie nie ograbil, ani nawet nie zdarl ze mnie specjalnie kasy, wiec caly zadowolony ruszylem na wylotowke. Mialem jeszcze to szczescie, ze pod drodze trafilem na kolejny hotel, w ktorym tez obsluga mowila po angielsku. Wszedlem wiec i poprosilem ich o przetlumaczenie na tajski mojego autostopowego listu. Nie dosc, ze to zrobili, to jeszczetam w wersji Lux. Na drukarce!

image

Podryw pasażerki na list autostopowicza

Gdy mialem juz wszystko zaczelem lapac. Troche balem sie tego czy bedzie ciezko, bo w gruncie rzeczy lapalem blisko centrum, ale juz po 5 minutach jechalem dalej.

I tutaj nastapi krotkie streszczenie mojej podrozy po Tajlandii, bo nie widzialem w niej praktycznie nic. Mielm juz tylko jeden cel przed oczyma – Birme. Pierwszego dnia jeden, z moich kierowcow pierwszorzednie mnie nastraszyl, mowiac, ze tam ciagle gina ludzie i ze bede mial problemy z partyzantami. Pozwolil sobie nawet na stwierdzenie, ze Birma to Korea Polnocna wersja light.

image

Ogarnianie przed wyjazdem

Postanowilem, ze czas zatrzymac sie w ktoryms miescie i na spokojnie posiedziec kilka godzin w kafejce internetowej na szukaniu aktualnych informacji. Dlatego wlasnie pierwszego dnia ujechalem tylko 300km i juz o 15 bylem w hostelu, a nastepnie siedzialem przy komputrze do 22.

image

Plecak i droga. Nie mniej, nie więcej

image

Namiot? Chyba nie…

Kolejny dzien byl juz klasycznie autostopowy. Zaczalem o 8 rano, ale przerwal mi deszcz. Pozniej bylo juz ciezko. 80km zrobilem na 6 stopow i dopiero po 85 km okazalo sie czemu tak opornie mi szlo. Otoz droga, ktora  chcialem jechac, przechodzila przez park narodowy i trzeba bylo miec pozwolenie na przejazd przez nigo. Ostatnie 200km do celu podrozy szlo calkiem gladko i mialem nadzieje spedzic noc w namiocie, ale wtedy pora deszczowa przypomniala o sobie. Tuz przed miastem rozpetala sie gigantyczna burza i niemilosiernie lalo az do poznej nocy. I znowu hostel, obiad na bazarze i spac.

image

Bambusy na poboczu

image

Bambus w dłoniach

image

Ryż w bambusie

image

Pusty bambus

Co do jedzenia, to w Tajlandii je sie wiecej ryzu niz w Chinach. Powiedzialbym nawet, ze jest on podstawa kazdego posilku. Mi w szegolnosci zasmakowal ryz gotowany w bambusie. Po prostu mistrzostwo swiata.

image

Nie mniej, nie więcej – Plecak na drodze.

Sukhothai i Budda

Sukhothai i Budda

Sukhothai bez Buddy

Sukhothai bez Buddy

Sukhothai i Budda

Sukhothai

image

Ibidem.

image

Budda!

Sukhothai bez Buddy1

Sukhothai bez Buddy2

image

Takie plecy mam w Tajlandii

Trzeci dzien w trasie byl najbardziej interesujacy. Fakt, sporo sie nachodzilem zanim wyszedlem z miasta, ale zabrala mnie para wojskowych. Dodatkowo nie chcialem przeskoczyc Tajlandii bez zwiedzenia czegokolwiek, wiec na swojej trasie znalazlem zabytkowe swiatynie wpisane na liste UNESCO i postanowilem je zwiedzic. Wojskowi, gdy uslyszeli moj plan, powiedzieli, ze mnie chetnie tam zawioza, poczekaja, a nastepnie bedziemy mogli pojechac dalej. Dla mnie propozycja idealna. Nie trace czasu na wyjscie z miasta i lapanie kolejnego stopa. Jedynym minusem byl ograniczony czas.  Mialem 30 minut, zeby zobaczyc calosc, wiec po prostu bieglem i cieszylem sie, ze moj aparat ma calkiem znosny stabilizator.

image

Miło mi!

image

Po – tata. Me – mama, czyli poznaj moją rodzinkę

Gdy wrocilem bylem klasycznie caly mokry, ale szczesliwy, ze mam transport dalej. I kolejnym miastem na mojej drodze bylo Mae Sot, ostatni przystanek przed granica z Birma. Dojechalem tam z przemilym kierowca, z ktorym mialem piktograficzna rozmowe i ktory wysadzil mnie przed samym hostelem.

image

Centrum Mae Sot

image

Oto słoń. Z długą trąbą.

image

Słodkości moje

W hostelu planowalem zostac do poniedzialku, ale plany pozmienialy sie kompletnie, gdy jeden z wolontariuszy wspomnial o sierocincu przy obozie dla uchodzcow. Wtedy juz wiedzialem, ze musze tam pojachac co zrobilem nastepnego dnia rano.

I tutaj dwa slowa ode mnie.
Ten post jest slaby, zeby nie powiedziec tragiczny. Jest to bedziej streszczenie trzech dni nich ich opis, ale nie mam czasu. Otoz do Birmy wkraczam juz jutro, wiec jest to ostatni moment, zeby opisac moj pobyt w sierocincu. Ten post mozecie sobie przeczytac do sniadania, ale wieczorem przygotujcie sie na kolejny, ktory (jesli zdaze, to ozdobie go krotkim filmem) bedzie dlugi i moim skromnym zdaniem piekny, bo wloze w jego przygotowanie cale serce.
Dlatego zarezerwujcie 15 minut na wieczor, bo o 19.30 wszystko bedzie gotowe:)

Strony
Laos <<< 1 2 >>> Birma

Dodaj komentarz