Kaukaz i Bliski Wschód 5

Dzien 33

Plecak zalozony i ide na trase z tabliczka Tehran. Przyjemnie chlodno (no bo 5.30 rano) i zero aut. Na szczescie po kilku minutach zatrzymuje sie auto. Bylem jeszcze nieprzytomny, wiec zapomnialem sie upewnic czy darmowe. I jak dojechalismy na granice to szlag mnie trafil, bo facet do mnie z tekstem, zebym mu placil. Patrze na dach i upewniam sie, ze nie widzialem koguta i mowie, ze nic nie place, bo nie powiedzial, ze to taxi i wychodze. Ten wybiega i sie drze. Skutek? Po minucie pojawia sie policjant. Jego znajomy oczywiscie. Moje szanse zerowe. Plujac ogniem, rzucam mu 20zl i ruszam w kierunku granicy.

O swicie w drodze

Wejscie na przejscie graniczne okazalo sie delikatnie mowiac dziwne. Umiejcowione na srodku bazaru, bez praktycznie zadnych oznaczen. Okazalo sie, ze musialem czekac 2 godziny na otwarcie, ale na szczescie milo spedzilem ten czas rozmawiajac z zolniezem azerbejdzanskim, z ktorym zreszta przeprowadzilem fajny wywiad i pogadalem o sluzbie wojskowej, Iranie i Islamie.

Azerbejdzanski zolnierz

Granice otworzono o 9. Ruszam. Na stronie Azerbejdzanu problemy. Dwoch cwaniakow z sluzby granicznej ewidentnie chce, zebym im zaplacil, bo inaczej, beda mi robic problemu. Gdy okazalo sie, ze jedyne co mam na 21 dni w Iranie, to 50 dolarow(drugie 50 ukrylem gleboko) zlitowali sie i mnie puscili.

Granica Azerbejdzansko-Iranska

Po stronie iranskiej problemy. Pani cala ubrana na czarno nie rozumie jak tutaj dojechalem, ani po co, ani co zamierzam robic. No i jestem z Uni Europejskiej, ktora nalozyla ostanio kolejne sankcje na Iran. 10 min sprawdzania wizy i idziemy do starszego stopniem. Ten stwierdzil, ze musimy pogadac, w spokojnym miejscu, gdzie wszystko wylumacze. Po drodze przylaczaja sie do nas dwaj kolejni straznicy i tym samym wkraczam do biura kierownika w towarzystwie 4 oficerow granicznych.

W biurze kierownika po „przesluchaniu”

Jak w koncu zrozumieli jak tu dotarlem i co robie, to zaczeli sie smiac. Na calego. A co mi tam? Tez sie smieje, bo smiech to najlepsze lekarstwo na problemy(nie liczac taksowkarzy). Napisali mi na tabliczce Tehran w farsi i wypuscili tylnimi drzwiami, zebym juz nie stal w kolejkach.

I jestem! po 33 dniach podrozy przekroczylem granice kraju, o ktorym w Polsce mowi sie wylacznie poruszajac temat programu nuklearnego i ewentualnej wojny z USA i Izraelem.

Pierwsze co to zostalem zaatakowany przez taksowkarzy( oczywiscie) i chlopakow wyieniajacych pieniadze (w Iranie w zwiazku z embargo, nie akceptuja VISA i MASTERCARD). Doslownie zaatakowany w ciagu 10 sekund otoczylo mnie okolo 20 osob pytajacych o to samo. Nie nada, nie nada! W pewnym momencie slysze angielski. Patrze kierowca auta pytajacy sie czy jade w kierunku Tehranu. Jade! No to wskakuj! Wskakuje!

Moim kierowca okazal sie emerytowany nauczyciel jezyka angielskiego, ktory pomogl mi wymienic pieniadze w normalnym punkcie, a nastepnie pojechal ze mna w kierunku stolicy. W trakcie jazdy powiedzial mi smutna rzecz – autostop jest zabroniony w Iranie. Mowil to na tyle przekonywujaco, ze mu uwierzylem i dlatego w miejscowosci, gdzie sie z nim pozegnalem, po prostu kupilem bilet autobusowy na Tehranu.

Poczatkowo bylem na siebie zly, bo jednak podrozujac autostopem jest wieksza szansa na poznanie ciekawych ludzi. I bylem w bedzie!

Pierwsze co zrobilem w autobusie to oczywiscie odespalem nieprzespana noc. A pozniej zainteresowalem sie moim sasiadem. Niesmiale „du ju spik ingilsz?” i okazuje sie, ze Omid calkiem sporo rozumial po angielsku, ale mowienie srednio mu wychodzilo, dlatego pomagal sobie moim zeszytem i dlugopisem. Sprawnie opisal mi Iran najciekawsze jego miasta oraz wiele tradycji i zwyczajow, ktore opisze w osobnym poscie.

W autobusie z Omidem

Do Tehranu dotarlem o 21.30. Omid wysiadl wczesniej, wiec bylem zdany na siebie(moj host podal mi nazwe stacji gdzie mam dojechac i tyle). I znowu ten sam scenariusz.Tehran, miasto z 15 milionami miszakancow, wieczor, brak mapy, przewodnika i dodatkowe utrudnienie w postaci absolutnie zadnej znajopmosci perskiego.

Postanowilem na bezczelnego podchodzic do kazdego i pytac sie czy mowi po angielsku. Jesli nie dzialalo, to po prostu z nadzieja w oczach powtarzalem „metro station”. Tym samym w koncu udalo mi sie znalezc faceta, ktory nie dosc, ze mi wskazal droge, to jeszcze poszedl ze mna, porozmawial i zaplacil za biletautobusowy z rada, zebym w srodku po prostu ciagle powtarzal „Enhalab, enhalab’ (nazwa stacji metra).

Ratownik z dworca

I tak zrobilem. Wsiadlem do autobusu i pytajac wszystkich na okolo czy mowia po angielsku powatarzalem Enhalab, enhalab. Skutek byl taki, ze w momencie gdy dojechalem do Enhalab 10 osob zaczelo krzyczec i mnie wypychac. Dotarlem do metra. Dzownie do mojego hosta, a on, ze to nie koniec podrozy i musze jeszcze dotrzec do kolejnej stacji metra. Jaaaa…

Poprosilem, zeby wyslal mi nazwe stacji metra, ale 5 min czekania na smsa i juz calkiem zly znowu zadzwonilem, pytac co sie dzieje. Okazalo sie, ze wyslal mnie nie jednego,a 5 smsow.Moj telefon nie ogarnial iranskiej sieci. Tak czy inaczej znowu kraze jak slepy po metrze, gdzie wszystko napisane jest w farsi, co bardziej przypomina wesole slaczki, niz alfabet, pytajac sie ludzi czy mowia po angielsku.

W koncu sie udalo i spotkalem mlodego chlopaka, ktory nie dosc, ze mnie odwiazl do wlasciwej stacji metra, to jeszcze poczekal na spotkanie z moim hostem. Pierwsze co mnie uderzylo to jego skrajnie negatywne nastawienie do kraju i rzadu. Przeciez nie moze byc az tak zle, prawda? Okazalo sie, ze moze, ale o tym w osobnym poscie.

Ratownik z metra

Dariusz, bo tak mial na imie, oddal mnie w rece Alego – mojego hosta w Tehranie.

Ze stacji metra wzielismy taksowke i pojechalismy na obrzeza miasta gdzie miszkal z bratem i rodzicami. Rodzicow tymczasowo nie bylo, wiec mieszkanie klasycznie stlao sie miejscem spotkan znajomych.

dom Alego

Ali okazal sie mega sympatycznym studentem matematyki stosowanej, nauczycielem w gimnazjum i druzynowym vice mistrzem kraju w origami!

Ali origami mistrz i moj host

Pierwszy wieczor spedzilismy rozmawiajac o podstawowych rzeczach w Iranie i uzupelnianiu moich brakow o tym fascynujacym kraju i poszlismy spac.

Dzień 35

Mimo, ze dzień wcześniej siedziałem i rozmawiałem z Alim i jego bratem do 5 rano, to obudziłem się całkiem rześki już o 9. Moje krzątanie w łazience obudziło również resztę towarzystwa, które nie miało wyjścia i również powoli wstawało.

Śniadanie jest pierwszą rzeczą, którą opiszę. To irańskie jest absolutnie inne od tego co przywykłem widzieć i jeść.

Po pierwsze – nie je się na talerzach, tylko na chlebie. Chleb oczywiście nie wygląda tak jak ten europejski tylko bardziej przypomina bardzo duże, lekko wysuszone i cienkie naleśniki. Cała zabawa w jedzenie jest dość nużąca, bo ceremoniał polega na odrywaniu małych kawałków owego chleba i smarowania ich tym co znajduje się na stole. A na stole praktycznie zawsze znajduje się: dżem marchewkowy, orzechy, jogurt, masło, brzoskwinie lub śliwki i wszechobecna herbata.

Oczywiście nie wygląda to tak, ze urywasz sobie kawałek chleba wielkości dłoni i smarujesz czym chcesz. To by było zbyt proste i zbyt europejskie. Za każdym razem urywasz kawałek chleba, nie większy niż wizytówka, smarujesz najczęściej masłem, na to jogurt,lekko pokruszone orzechy, a następnie zawijasz i jesz. Jest to o tyle meczące, ze nie dasz rady najeść się dwoma czy trzema kanapkami tylko musisz ich zrobić co najmniej 10. Jak już się najesz to dla smaku zjadasz jeszcze jedna czy dwie „kanapki” z dżemem marchewkowym i jogurtem, które są mistrzowsko smaczne.

Śniadanie z Alim

Gdy już się najecie, następuje ceremoniał picia herbaty, który powtarzał się później w nieskończoność, aż do mojego wyjazdu z Iranu.

Czym się różni picie herbaty w Iranie od tego w Europie? Wszystkim! Już samo przygotowanie jest inne. Mnóstwo liści herbaty wrzuca się do dzbanka i zalewa wrzątkiem, a następnie zostawia na co najmniej 15 min i przygotowuje tzw. esencję. Esencje wlewa się do małej filiżanki (maksymalnie 1/5 całości), a i rozcieńcza się wrzątkiem przygotowanym w samowarze.

Jest herbata, więc i musi być cukier. Normalnie cukier nasypuje się do filiżanki i gotowe, ale nie w Iranie. Przede wszystkim dlatego, ze przez cały mój pobyt nie widziałem sypanego cukru. Same kostki. Prawidłowe wypicie herbaty polega na zanurzeniu części kostki w herbacie na następnie położeniu jej na język i spokojnym popijaniu.

Herbata jakiej pewnie nie widzieliście

Całe to jedzenie i picie spowodowało, ze z domu wyszliśmy dopiero o 12, czyli w największym skwarze.

Ali mieszkał w północnej części Tehranu (TEHRAN, a nie Teheran), czyli części dla tzw. inteligencji i ludzi bardziej zamożnych. W okolicy znajduje się dawna siedziba szacha(będącego odpowiednikiem króla i wiele ogrodów, w których Irańczycy chętnie spędzają popołudnia i wieczory.

Jako, że temperatura zdrowo przekraczała 30 stopni, to postanowiliśmy w pierwszej kolejności zobaczyć właśnie pałac szacha.

I teraz pytanie kim jest/był szach? Ano szach rządził Iranem przed rewolucja. Jaką rewolucja? I tu nadchodzi czas na streszczenie nowożytnej historii Iranu.

Klasycznie zrobię to w dużym skrócie i uproszczeniu, żeby Was nie zanudzić zwłaszcza, że jeżeli to Was interesuje, to w internecie znajdziecie wszystko.

Po drugiej wojnie światowej Iranem rządził szach, który miał dobre stosunki z USA i światem, w dużej mierze dlatego, ze oddawał im praktycznie cała ropę. W 1951 stracił władze na rzecz demokratycznie wybranego premiera, który znacjonalizował praktycznie wszystko co związane z ropą i delikatnie mówiąc, wypiął się na wielkich potentatów m.in. na Anglo-Irańską Kompanie Naftową (dziś koncern BP). To oczywiście nie spodobało się w USA i Wlk. Brytanii, która zorganizowała tzw. operacje Ajax,która doprowadziła do ponownego odzyskania władzy przez szacha i umieszczenia premiera w areszcie domowym. Szach oczywiście odwdzięczył się Zachodowi przywracając dawne umowy i stosunki.

W kolejnych latach, owszem, Iran się rozwijał, ale w głównej mierze dzięki ropie.Nie mniej jednak widoczne były zmiany nazywane „białą rewolucja”, czyli rozwój, edukacja i np. zniesienie feudalizmu. Niestety, jak to zwykle bywa w tego typu rządach, duża role odgrywały tajne służby i policja, które sposoby działania miały porównywalne do Stasi. To rodziło niepokoje społeczne, strajki itp. Głównym przeciwnikiem Szacha byli fundamentaliści islamscy oraz komuniści, którzy z biegiem czasu buntowali się coraz otwarciej. No i ostatecznie jedne strajki zaczęły napędzać kolejne, a te jeszcze inne. W końcu Szach z rodziną dał nogę na Zachód, a władze w Iranie przejął wracający z wygnania ajatollah Chomeini, którego na lotnisku witało 10 mln Irańczyków.

Aby dojechać do pałacu szacha musieliśmy wpierw iść 20 min na piechotę, później wziąć taxi, następnie metro, a później autobus. Czemu? Ano bo Tehran jest olbrzymi ( większy od np. Londynu,Paryża, Istambułu czy Rio de Janeiro!)

Na pierwszy ogień taxi. Co może być dziwnego i ciekawego w złapaniu taksówki? Wszystko! W Iranie taksówki nie funkcjonują tak jak w Europie. W Iranie są to w większości prywatne osoby, które jak chcą sobie dorobić to po prostu krążą po mieście szukając klientów. Gdy widzą osoby stojące na poboczu to trąbią dwukrotnie i zwalniają, a wtedy osoba na poboczu wykrzykuje nazwe dzielnicy, do której jedzie. Kierowca albo się zatrzymuje, albo nie. W zależności od tego czy mu pasuje kierunek.. Oczywiście od nie podwozi pod sam dom, ale tylko w miejsce, które mu pasuje w danej dzielnicy. Taksówka to z reguły zdezelowany Peugeot, który może zabrać od 4 do 7 osób.

Oprócz samochodowych taksówek, są również motorowe, ale zdecydowanie polecane tym, których życie zależy od bycia na czas, bo na taximotorze mogą je łatwo stracić. Załadunek od 2 do 5 osób.

Mototaxi

Ruch samochodowy w Iranie to coś niezwykłego. Światła (jeżeli są) migają tylko na pomarańczowo i czerwono. Nie maja one na celu regulować ruchu, a jedynie ostrzegać, ze to skrzyżowanie należy do bardziej ruchliwych. Pieszy nie ma żadnych praw, a pierwszeństwo ma większy lub szybszy. Motorów nie obowiązują żadne zasady, dlatego dość normalna i powszechna jest ich jazda pod prąd na trzypasmówce.

Po wyjściu z taksówki przesiadka na metro, które samo w sobie jest normalne, a jedyne co zaskakuje to wystrój. Praktycznie na każdej stacji znajdziecie mnóstwo bilbordów z tekstami poparcia dla Palestyny, hasła typu „Śmierć Izraelowi” czy też plakaty z firmami wspierającymi żydów i USA.

Blibord

Pewnie część z Was słyszała również o osobnych miejscach dla kobiet i mężczyzn w autobusach. Prawda. W metrze jest podobnie. Pierwsze 2-3 wagony są przeznaczone wyłącznie dla kobiet, a reszta dla mężczyzn. W autobusach, którymi podróżowaliśmy później było o tyle inaczej, że po prostu autobus był podzielony barierką na pół. Tył dla kobiet, przód dla mężczyzn.

Podzielony autobus

Po dojechaniu do pierwszego pałacu ruszyliśmy na zwiedzanie. I byłem rozczarowany. Taki sobie „O pałacyk” w środku, owszem wystrój na bogato, ale nic co wybiegałoby poza standard domu należącego do bogatej osoby. Wyjątkiem był pokój ze sprzętem dentystycznym naprzeciwko sypialni.

Stać go było, to miał

I później znowu ponad godzina w autobusach, tylko po to, żeby dotrzeć do drugiej rezydencji Szacha, w której tak samo jak w poprzedniej nie było nic ciekawego. Nawet fotela dentystycznego.

Rezydencja Szacha

Po zwiedzaniu parków przyszedł czas na główny bazar Tehranu usytuowany w południowej części miasta. Oczywiscie ponad godzina na dotarcie.

Wnetrze meczetu

Sam bazar robi wrażenie wielkością, ilością ludzi i ilością identycznych towarów. Na jednej uliczce długiej na ponad kilometr sama biżuteria. Na kolejnej równoległej – dywany. Na prostopadłej orzechy, przyprawy, koszule, czadory itp.

Właśnie czador! Czym jest czador? W dosłownym tłumaczeniu czador, to po persku „namiot” i jest to czarny ubiór, który noszą na sobie najbardziej religijne kobiety. Generalnie kobiety w Iranie maja do wyboru albo nosić czador zakrywający dosłownie wszystko za wyjątkiem twarzy lub hidżab, czyli chuste zakrywajaca włosy(co nagminnie jest łamane przez „wyzwolone” kobiety).

W Iranie nie ma czegoś takiego jak „burka” czyli ubiór zakrywający wszystko poza oczyma.

Tak czy inaczej patrząc na te wszystkie kobiety śmigające w 40 stopniowym upale w czadorach(pod spodem maja zawsze normalny ubiór) było mi ich naprawdę żal, ale miałem dość śmieszne skojarzenia.

Jeśli pamietacie „Gwiezdne wojny” to występowała tam postać Lorda Vadera, który za każdym razem jak szedł, to jego czarna peleryna powiewała na boki. Właśnie tak wygladaja iranki, w czadorach, na ulicach. Brakowało mi tylko podkładu muzycznego.

Lord Vader`y

Po wizycie na bazarze postanowiłem, ze ugotuje chłopakom polski obiad(miedzy innymi dlatego, ze od miesiaca marzyłem o gotowanej marchewce i ziemniaczkach). Ali zaakceptowal moją propozycję i poszlismy do jego kumpla mieszkajacego w akademikach, zeby zrobić liste zakupów. Przy okazji było już blisko zachodu słońca, więc skorzystaliśy z okazji, zeby się czegoś napić, bo był to ostatni dzień ramadanu, a mój host był religijny i ściśle przestrzegał jego zasad tj. zero picia i jedzenia od wschodu do zachodu słońca. Stwierdziłem, ze jak on może to i ja dam rade. Było naprawdę cieżko, zwłaszcza, że cały dzień chodziliśmy.

Mango po zachodzie słońca

Po zrobieniu listy zakupów poszlismy na bazar mijajac po drodze uniwersytet Teheranu, gdzie w 2009 r. odbywały się wielkie manifestacje, strajki i protesty przeciwko fałszowaniu wyborów prezydenckich.

I znowu, krótka lekcja historii.

W 2009 r. odbyły się wybory prezydenckie, które zostały wg opinii wiekszosći obserwatorów sfałszowane i wygrał je pan, którego pewnie kojarzycie z mediów, mówiący ciągle o programie nuklearnym i ataku na USA i Izrael. Powiem, krótko – w Iranie go nie cierpią. Ale władza nie należy tylko do niego. Oprócz niego krajem rządzi dożywotnio wybierany Ajatollah, który stoi na straży prawa i to on jest głową państwa i to mu podlegają siły zbroje. Go lubi więcej osob, bo jest on kimś w rodzaju papieża w Watykanie. Przykładem, wzorem i kimś kogo słuchają ludzie najbardziej wierzący i (jak to określił mój host) głupi i ślepi.

Tak czy inaczej w 2009 r. doszło do najwiekszych strajków od czasów rewolucji. Ludzie protestowali i walczyli na ulicach, a policja otwierała ogień do strajkujących i blokowała wszystkie możliwe kanały informacyjne (zero dostepu do Internetu, smsów, telefonów itp.)Po kilkunastu brutalnie rozpedzonych demonstracjach strajki zamarły. Warto wspomnieć, ze ilość uczestników tych prostestów była liczona w setkach tysięcy. Gwoździem do trumny „zielonej rewolucji” było poparcie jakiego udzielił prezydentowi ajatollah, uznając wybory.

Właśnie przy bramie uniwersytetu wyciągnałem aparat i zrobiłem zdjecie. To był błąd. Nie zauwazyłem policjanta, który do mnie podbiegł i krzycząc wyrwał aparat.Gdyby nie Ali, to prawdopodobnie był stracił nie tylko zdjecie, ale i cały sprzęt pod groźbą aresztu.

Dobrze nastraszony od tej pory za kazdym razem zanim zrobiłem zdjecie, to rozgladałem się na boki.

Gdy wrócilismy do domu, to wziałem się za gotowanie. Marchewka, groszek, kurczak, ziemniaczki. 45 min i był obiad dla pięciu chłopa, bo Ali zaprosił swojego kumpla i jego bat tez się pojawił z kolejnym. Było samcznie i wesoło. Oczywiscie pytałem czy smakuje i wiadomo, ze opowiedzieli twierdząco, ale 100% pewnosci mialemdopiero jak wyjeżdzałem, gdy niesmiało poprosili mnie o przepis na marchewke z groszkiem.

Polski obiad w Tehranie

Reszte wieczoru spedzilismy grajac w gry planszowe, spiewajac i uczac się składania origami.

Zastanawiałem się również co dalej. Mój host z Shiraz ciągle mi nie odpisywał, a Ali powiedział, ze wszystko co ciekawe w miescie, to zobaczylismy już dzisiaj, więc postanowiłem nastepnego dnia jechać dalej.

Było tak wesoło, że zasnęliśmy o 5 rano.

Dzien 36

Wstaliśmy dopiero o 12. Zanim zjedlismy sniadanie i się spakowałem, to zrobiła się 14.30. W końcu dodzwoniliśmy się do Sonii, która miała być moim hostem w Shiraz i ustalislimy, ze będzie w domu dopiero jutro wieczorem, więc miałem problem.

Ali nie mogł mnie przenocować dłużej, bo wracali jego rodzice. Postanowiłem złamac swoja zasadę i kupić bilet autobusowy do Shiraz. Autobus miał jechać cała noc, więc problem noclegu się rozwiazywał.

Mieliśmy troche czasu, więc postanowiliśmy pojśc na spacer do ogrodu. Lekki spacer – lekkie tematy, więc postanowiłem wypytać Alego o sprawy damsko-meskie, ale okazał się niezbyt ogarniety w tym temacie, więc jedyne co to pozostawało mi przygladać się młodym spotykającym się w parku.

Przepisowa randka i odległość

Wieczorem pojechalismy z Alim na dworzec i po krótkich negocjacjach kupiłem bilet na autobus typu VIP za 4 dol. Gdy wsiadłem do srodka, to oniemiałem. Rozkładane siedzenia, full miejsca, pudełko z ciastkami i herbatą, wody w opór, kilmatyzacja i telewizory w nagłówkach, a wszystko to za 15zł!

Stać mnie, a co!

Kolejna rzecz. Jestem blondynem, który pod wpływem słońca jeszcze wypłowiał, więc na ulicy zwracałem uwage, ale nikt mnie w Tehranie nie zaczepiał, a od autobusu zaczeło to się zmieniać.

Jako pierwszy zagadał mnie starszy jegomosc bedący nauczycielem na emeryturze. Zwykłe „Skąd jesteś?” przerodziło się w 3 godzinna rozmowe, która zaczał tłumaczyć siedzącym naokoło ludziom. Tym samym po pewnym czasie miałem już pełny brzuszek i przewodnika po Shirazie, który powiedział, ze jak dojedziemy do miasta, to mnie zaprasza do siebie na obiad i zawiezie mnie na zwiedzanie Persepolis

Moi autobusowi kucharze

Dzień 37

W autobusie wyspałem sie nieziemsko i obudziłem dosłownie przed samym miastem. Naser – nauczyciel, który wczoraj tłumaczył wszystkie moje opowieści, ponowił swoje zaproszenie. W sumie ucieszyłem sie, bo nie miałem pojecia co będę robił do wieczora, kiedy to miała wrócić Sonia.

Naser przy automacie z wrzątkiem

Po wyjsciu z autobusu wzieliśmy taksówkę i pojechaliśmy do jego domu. W drodze tak się zastanawiałem, jakby zareagowała moja rodzinka, gdyby np. tata zaprosił do domu na śniadanie, totalnie obcą osobę poznaną w autobusie. Strzelam, ze mogłoby być niezręcznie i krepująco. Ale nie w Iranie.

Na wejsciu powitała mnie jego żona i dwie córki. Z początku nie wiedziałem jak się zachować, bo naczytałem się, ze kobietom nie można np. uścisnąć ręki na powitanie. GŁUPOTA! Można! Oczywiście na początku uprzejmie się ukłoniłem kładąc prawą rękę na sercu wypowiadajać irańskie pozdrowienie „Salam”, ale już po chwili rozmowy zapytałem się czy to, rzeczywiście prawda, że uścisk dłoni jest zabroniony. Dziewczyny zaczeły się śmiać i powiedziały, że to głupi wymysł ich rządu, a nie ich zwyczaj. Zachęcony wstałem i uścisnąłem dłoń każdej z osobna.

Naser zaproponował, żebym wziął kąpiel, a później będzie śniadanie. Namawiać mnie nie trzeba było.

Rodzina Nasera podczas śniadania

Podczas sniadania królowały sałatki z sałatą i standardowo jogurt i dżem oraz chleb. Ale sie najadłem odkrywajać po drodze jedną z najbardziej genialnych łyżeczek jakie w życiu widziałem.

Genialne, no genialne

Po śniadaniu zamiast pojechać do Persepolis czy na zwiedzanie, to zaczęliśmy rozmawiać, ale w gruncie rzeczy najbardziej ich interesowała Europa i świat zachodni. Co i jak tam jest? Czy naprawdę można bez problemu dostać paszport? Czy byłem w Paryżu? Pierwszy raz w życiu spotkałem ludzi tak głodnych i spragnionych wiedzy o świecie. I znowu 3 godziny opowiadania, przerywane pokazami ich zdjęć z wesel, wypraw w góry czy wakacji.

Podczas opowiadania w salonie

Po trzech godzinach nastała pora na lunch, czyli coś co dla mnie było po prostu normalnym obiadem, na który pani domu zaserwowała ryż z gotowanym kurczakiem, surówki, dziwną zieloną galaretkę i suszone śliwki ze śmietana.

Obiad

Po obiedzie wszyscy jak jeden pan oznajmili mi, ze teraz nastał ich czas na popołudniową drzemkę, wiec zostałem sam na sam z komputerem i uzupełniłem wpis na blogu.

Gdy juz wszyscy wstali postanowiliśmy się wybrać do Persepolis, które jest odległe od Shirazu o 70km. Po drodze musieliśmy wstąpić do lekarza Sahar, córki Nasera. Lekarz okazał się być chirurgiem plastycznym. Tym samym dowiedziałem się, że w Iranie panuje obsesja(nie przesadzam) na punkcie korekt nosa, ust i wstrzykiwania wszędzie gdzie sie da botoksu. Sahar była już po korekcji nosa, wzroku i botoksie w ustach. Trochę mi się śmiać chciało, ale gdyby tak pomyśleć to nie jest to do końca głupie. Przecież podczas oceny kandydatki na żone mozna oceniać praktycznie tylko twarz, wiec wiele młodych dziewczyn robi wszystko, żeby wyglądać idealnie.

Sahar

U chirurga stracilismy blisko 30 min, bo musiał dokonać jakieś korekty i do Persepolis ruszyliśmy dopiero o 18. I to było za późno, bo na miejscu okazało się, że wpuszczają tylko do 19. No ale uparliśmy się, żeby wejść, wiec próbowaliśmy wszystkich sposobów. Wpierw bezpośrednio do strażników, że przyjechałem z, uwaga, Lachistanu(bo tak nazywa się Polske w Iranie) i jutro wylatuje itp. Nie dało rady, ale zainteresowali się ludzie dookoła. Po chwili miałem już w reku bilet i z dwóch osób, które przekonywały strażników, żeby mnie wpuścili zrobiło sie 15. Jeden przez drugiego krzyczał, żeby zrobić wyjątek, ale policjanci byli nieugieci,
Nie rozumiałem nic z tego co wszyscy krzyczą, ale po chwili dało się poczuć dość nerwową atmosfere, a jeden z policjantów uderzył pałką w kraty oddzielające nas od wejscia. Jeszcze pare okrzyków i towarzystwo się rozeszło. Poprosiłem, Nasera i Sahar, żeby wytułumaczyli mi co się stało. Okazało się, że na początku wszyscy prosili, zeby zrobić wyjątek dla turysty, ale policja nie chciała się zgodzić, wiec zaczeły się pretensje typu „Przez takich jak Wy na świecie piszą, że jesteśmy dzikim krajem” itp. No i policjant się zirytował przywalił pałką w kraty i zagroził, zeby się rozejść, bo będa problemy.

Widok na wejscie do Persepolis

Tym samym cmoknąłem klamkę, ale znowu sobie pomyślałem, że jak Bóg da to jeszcze to miasto zobaczę.I miałem racje, ale o tym w kolejnych wpisach.

Po powrocie do Shiraz zadzwoniliśmy do Sonii, która powiedziała, że będzie w mieście około 23. Mieliśmy, więc blisko 3 godziny czasu, wiec Naser zapytał się mnie czy byłbym tak miły i zrobił dla nich polski obiad jaki zrobiłem w Tehranie. Uśmiałem się, ale stwierdziłem, ze czemu nie? Pojechaliśmy na zakupy podczas, których odwiedziłem sklep mięsny. Niby nic, a jednak coś. Okazuje się, ze w Iranie nie możesz kupić osobno np. piersi kurczaka, tylko musisz kupić całego. Ewentualnie pracownik sklepu może go pokroić w sposób jaki sobie tego zażyczysz.

Podczas zakupów

I znowu gotowanie. Tym razem okazało się, że przyjdzie jeszcze teściowa Nasera i jego siostra, wiec musiałem ugotować obiad dla 8 osob. Zaopatrzony w spodnie podarowane mi przez Sahar ruszyłem na podbój kuchni.

W międzyczasie okazało się, że Sonia też już jest w mieście, wiec zaprosiliśmy ją i jej kolege Kijana, żeby zjedli z nami. Pojawili się o 23 i wtedy zaczął się najśmieśniejszy okres mojego pobytu w Iranie. Dosłownie. Dzięki tej dwójce mega pozytywnie zakręconych ludzi, nie dość, że śmiałem się praktycznie non stop, to jeszcze zwiedziłem i przeżyłem naprawdę wiele.

Kolejna polska kolacja dla Irańczyków

Do domu Sonii dotarliśmy o 1 w nocy. Miałem nadzieje, że się wykąpie i pójdę spać, ale nie. Oprócz tego, że było śmiesznie, to mój host był osobą, która nie chodziła wcześnie spać i tym samym do końca mojego pobytu zasypiałem zawsze po 3.

Strony:
1 2 3 4 5 6 7

4 komentarzy dodanych:

  1. Super się czyta, ale mam parę uwag.

    Po pierwsze: czy aby na pewno autostop w Iranie jest zabroniony? Bo na hitchwiki nie ma wzmianki o tym a czytałem też sporo blogów o ludziach co stopują po Iranie, wiec jak to jest?

    Po drugie: może mam jakieś niedokładne informacje, ale Teheran nie jest większy od Rio de Janeiro, Londynu czy tym bardziej Istanbulu. http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_cities_proper_by_population Tutaj możemy znaleźć tabelę, w której jest podana powierzchnia danego miasta. Wynika z tego, że Istanbul jest blisko 9 razy większy niż Teheran. Pytam z ciekawości bo zawsze myślałem, że Istanbul to jedno z największych miast na świecie zaraz po chińskich gigantach. :)

    1. Heja! :) Wpis pisany ponad trzy lata temu, ale z tego co pamiętam, to pisząc o Teheranie miałem na myśli również okolice miasta ;)
      A do autostopu, to pewnie bzdura. Nasłuchałem się o zakazie autostopowania w Iranie, Włoszech, Birmie, a i tak multum osób śmiga :)

      1. Rozumiem :) No właśnie we Włoszech byłem i się dowiedziałem w trakcie stopowania, że niby zabronione. NIBY.

        Dzięki za błyskawiczną odpowiedź :D Pozdrowienia z Gdańska i powodzenia na obecnej trasie! :)

Dodaj komentarz